Przejdź do treści
Przejdź do stopki

10 tys. stoczniowców na ulicach Szczecina

Treść

10 tys. związkowych demonstrantów przeszło we wtorek po południu ulicami Szczecina.

Związkowy pochód, w którym ulicami Szczecina przeszło wczoraj po południu 10 tys. ludzi, zakończył się rozróbą. Już przed gmachem sądu przy ul. Kaszubskiej w stronę policjantów pilnujących wejścia poleciały pierwsze puszki po piwie i petardy. Gdy tłum dotarł przed Urząd Wojewódzki na Wałach Chrobrego, najpierw w ruch poszły jajka i puszki, po nich poleciały butelki i kamienie. Policja odpowiedziała gazem łzawiącym i wodą z armatek. Szpaler policjantów zaczął odpychać atakujących od urzędu. Jeden z uczestników demonstracji potknął się i spadł ze skarpy Wałów Chrobrego, uderzając głową w chodnik. Trafił do szpitala. Któryś z funkcjonariuszy dostał kamieniem w kolano.

- Policja za szybko użyła siły - uważa Jerzy Milewski, wiceprzewodniczący stoczniowej "Solidarności". - Sprowokowała tym demonstrantów.

- Zależało nam na tym, by jak najszybciej opanować agresję - mówi Krzysztof Targoński, rzecznik KWP. - Zamieszanie wywołała grupa nietrzeźwych młodych osób.

Po kilkunastu minutach było po wszystkim. Demonstranci rozpierzchli się. Sześć osób zatrzymano - wszystkie były pod wpływem alkoholu.

Wcześniej pod główną bramą stoczni organizatorzy marszu zapowiadali, że będzie on pokojowy. Chodziło o zamanifestowanie sprzeciwu wobec antyspołecznej polityki rządu, likwidacji miejsc pracy i gospodarczej marginalizacji regionu. Te hasła zjednoczyły trzy niechętne sobie zazwyczaj związki: "Solidarność", "Solidarność '80" i OPZZ. W petycji do premiera Leszka Millera robotnicy zapisali postulaty dotyczące konkretnych zakładów pracy: Stoczni Szczecińskiej Nowa, Zakładów Chemicznych "Police", ZE Dolna Odra, szczecińskiego portu oraz grup zawodowych, np. służby zdrowia i kolejarzy.

Odrębną część żądań mieli stoczniowcy. Stoczniowy komitet protestacyjny i organizacje związkowe złożyli na ręce p.o. prezesa sądu okręgowego Romana Krzyżanka petycję, w której domagają się jak najszybszej sprzedaży majątku upadłej Stoczni Szczecińskiej (ma go kupić Agencja Rozwoju Przemysłu) i przekazanie go stoczni Nowa.

Przed kilkusetmetrowej długości pochodem robotnicy nieśli metalową klatkę, w której wywieszono portrety: Leszka Millera, Jerzego Hausnera, Jacka Piechoty i wojewody zachodniopomorskiego Stanisława Wziątka. Na czele tłumu szli m.in. szef zarządu krajowego "Solidarności" Janusz Śniadek i... prezydent Szczecina Marian Jurczyk. Oprócz przedstawicieli lokalnych przedsiębiorstw do Szczecina przybyli robotnicy z całej Polski. W sposób szczególny Śniadek witał przedstawicieli wrocławskiej Jedynki i PKS-u Kozienice.

(Mariusz Rabenda)

Autor: Gazeta.pl