11 Oscarów dla "Władcy pierścieni: Powrotu króla"
Treść
76. gala wręczenia Oscarów była wyjątkowo przewidywalna i monotonna. Bezapelacyjnym zwycięzcą tegorocznej edycji jest "Władca pierścieni: Powrót króla" - był nominowany w jedenastu kategoriach i w każdej z nich okazał się lepszy od konkurentów!
Tym razem, żeby zdobyć statuetkę, trzeba było należeć do "drużyny pierścienia" - każda nominacja zamieniała się bowiem w tym przypadku na Oscara.
Gdy więc w kulminacyjnym momencie gali reżyser Steven Spielberg, przy wtórze muzyki z "Poszukiwaczy zaginionej arki", wyszedł wręczyć nagrodę dla najlepszego filmu, werdykt mógł być tylko jeden: "Władca...".
Doszło nawet do tego, że ekipa kanadyjskiej "Inwazji barbarzyńców" Denysa Arcanda, odbierając Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego, dziękowała "Władcy...", "że nie zakwalifikował się do tej kategorii".
Wiało nudą
Tegoroczną ceremonię już oceniono jako najnudniejszą od lat - zwyciężył jeden faworyt, a zaś kolejni triumfatorzy wyciągali z kieszeni pomięte kartki, by odczytać z nich nazwiska osób, którym pragnęli podziękować. Zwykle kończyło się na mamie, tacie i żonie...
Ponieważ "Władcę..." kręcono w Nowej Zelandii, gospodarz wieczoru 56-letni Billy Crystal ogłosił rychło, że nie ma tam już ludzi, którym by nie podziękowano. Później dodał, że tłumy z innych krajów właśnie przenoszą się na Nową Zelandię, żeby można było im podziękować. Sam po kumotersku podziękował mieszkańcom Long Island.
Nie będę płakać
Wśród pań wygrywały w tym roku blondynki. "Jestem przytłoczona!" - jęknęła 34-letnia Renée Zellweger "drugoplanowa" dziarska wiejska dziewucha z "Wzgórza nadziei" Anthony'ego Minghelli. Oscara za rolę główną dostała (nagrodzona wcześniej w Berlinie) 28-letnia Charlize Theron z RPA, prostytutka-morderczyni z "Monster" Patty Jenkins. Na planie tego filmu dała się wstrętnie oszpecić (tak jak Nicole Kidman, zwyciężczyni sprzed roku, jako Wirginia Woolf w "Godzinach"). "Nie będę płakać!" - krzyknęła Theron na koniec żarliwych podziękowań. Przed wręczeniem jej Oscara Adrien Brody (gdy w 2003 r. dostał statuetkę za rolę Szpilmana w "Pianiście", pocałował siarczyście Halle Berry) psiknął sobie do ust sprayem "poprawiającym oddech".
Wygrał Penn, przepadł Murray
Statuetkę za drugoplanową rolę odebrał 45-letni Tim Robbins (zagrał w "Rzece tajemnic" Clinta Eastwooda). Jest tu mężczyzną, który nie może się uwolnić od dziecięcej traumy - był molestowany seksualnie. Robbins wraz z żoną Susan Sarandon (ma Oscara za "Przed egzekucją") wręczali statuetkę za scenariusz oryginalny (wygrała Sofia Coppola i jej "Między słowami"). Zazdrośnie przyglądał się temu Sean Penn (jego trzy wcześniejsze oscarowe podejścia zakończyły się fiaskiem).
Jeszcze nie wiedział, że tym razem wygra dzięki głównej roli w tejże "Rzece tajemnic" (gra tu drobnego gangstera, któremu mordują córkę). "Tak jak nie ma broni jądrowej w Iraku, tak nie ma kogoś takiego jak najlepszy aktor" - mówił po triumfie.
Bill, zostań z nami
Główna rola męska - to była jedyna prawdziwie emocjonująca kategoria. Bill Muray, znakomity w "Między słowami", gdy usłyszał, że to nie on zwyciężył, zrobił taki ruch, jakby chciał wyjść z Kodak Theatre. Siedząca obok żona przytrzymała go za ramię, a Billy Crystal zawołał: "Bill, zostań z nami. Nic się nie stało! Kochamy cię!".
Gdyby nie Crystal
To właśnie Crystal "uratował" tę galę. Zaczęła się od montażówki, w której "wklejono go" do nominowanych filmów. Gdy zakłada w niej na palec tolkienowski pierścień, zmienia się w... nagusa kucającego jak Arnold Schwarzenegger, na wstępie "Terminatora".
"Po raz pierwszy będziemy symultanicznie tłumaczeni na aramejski" - żartował też Crystal, nawiązując do "Pasji" Mela Gibsona nakręconej po aramejsku i łacinie.
Wyliczając ulubione filmy znanych ludzi, przy zdjęciu Hillary Clinton powiedział: "Kill Bill".
Z kolei gdy Jim Carrey przyniósł honorowego Oscara dla Blake'a Edwardsa, ten wyjechał po niego na wózku inwalidzkim i z nogą w gipsie. Rozpędzony wyrwał nagrodę z ręki Carreya i wpadł z wózkiem w tekturową dekorację. Publiczność nie dała się jednak nabrać: wyczuła, że to kolejny zwariowany gag autora "Różowej Pantery".
I rzeczywiście, za chwilę Edwards był na scenie już bez wózka i gipsu, tylko trochę zakurzony.
Czy Wietnam to Irak?
Równie niechlujnie, choć bez pomocy "wypadku", wyglądał jedynie 42-letni Peter Jackson: koszula rozpięta pod szyją, brzuch "wypływający ze spodni", przepocone włosy. "No proszę, chodzi w butach" - dziwił się Crystal, patrząc na tego hobbitopodobnego (zwłaszcza wzrostem) twórcę.
Oscara za reżyserię wręczył Jacksonowi Tom Cruise, też niewiele wyższy.
Polityki było tym razem na gali zaskakująco niewiele. Gdy Errol Morris, nagrodzony za dokument o Robercie McNamarze, dawnym sekretarzu obrony USA, porównał wojnę w Wietnamie do wojny w Iraku, Crystal skomentował to: "Nie mogę się doczekać tego, jak dopadnie go kontrola podatkowa".
Były za to hołdy dla gwiazd zmarłych w zeszłym roku: Julia Robert pożegnała Katharine Hepburn, a szef Akademii Filmowej Frank Pierson Gregory'ego Pecka.
Autor: Gazeta.pl