11 września nie powinien być zaskoczeniem
Treść
Amerykańskim władzom i służbom wywiadowczym zabrakło wyobraźni, umiejętności i szczęścia, by zapobiec zamachom 11 września 2001 - stwierdziła w czwartek specjalna komisja w Waszyngtonie.
Przygotowywany od 20 miesięcy raport niezależnej komisji podsycił tylko wielki spór. Czy Ameryka mogła zapobiec swojej największej klęsce militarnej od czasów Pearl Harbour? W zamachach rankiem 11 września zginęło 3000 osób.
10 specjalistów, 5 republikanów i 5 demokratów, ustaliło, że zamachowcy z al Kaidy, wbrew wcześniejszym oświadczeniom FBI, nie byli wcale "czyści" w świetle amerykańskiego prawa. W przynajmniej ośmiu przypadkach przekraczali granicę USA ze sfałszowanymi paszportami, wizy dla nich były też wydawane na podstawie fałszywych danych, które amerykańskie służby mogły sprawdzić. Dwaj z nich powinni znaleźć się na czarnej liście osób podejrzanych o terroryzm, gdyż CIA miała ich zdjęcia ze spotkań z ludźmi, którzy w 1999 roku zaatakowali w Jemenie amerykański okręt USS Cole. Gdy wreszcie zorientowano się - w sierpniu 2001 roku - że ludzie ci przebywają w USA , listy gończe nie wydostały się poza biura FBI w Nowym Jorku i Waszyngtonie i nie dotarły do strażników na lotniskach.
Rankiem 11 września 2001 kompletnie nie mogły się porozumieć agencja kontroli ruchu lotniczego FAA, operatorzy na poszczególnych lotniskach, dowództwo sił powietrznych USA i piloci myśliwców. Obrazu chaosu dopełnia taśma wideo z kamer na lotnisku Dulles w Waszyngtonie. Taśma poruszyła całą Amerykę, która po raz pierwszy zobaczyła spokojnych, pewnych siebie, wręcz wyluzowanych terrorystów. 11 września rano pięciu zamachowców (uderzą w Pentagon) przechodzi przez kontrolę. Wykrywacze metalu alarmują strażników w trzech przypadkach. Spiskowcy zostają szczegółowo sprawdzeni. Scyzoryki i przecinaki do tektury (to dzięki nim opanują samolot) nie budzą podejrzeń, przed 11 września nie były zabronione. Torba jednego jest szczegółowo sprawdzana na obecność materiałów wybuchowych. Nic nie wykryto. Zamachowcy spokojnie idą do samolotu...
Administracja Billa Clintona czterokrotnie miała szansę zabicia Osamy ben Ladena. Brakowało stuprocentowo pewnych danych wywiadowczych, a przy pewności pół na pół - woli politycznej do ataku. Mimo że CIA informowała o przygotowaniach do "wielkiego ataku na Amerykę" Clinton bał się ofiar cywilnych i tego, że zostanie oskarżony o "strzelaninę" dla odwrócenia uwagi od skandalu z Moniką Lewinski. Bał się zaatakować mimo, że ben Laden miał już na sumieniu życie kilkudzieśieciu Amerykanów. W jednym wypadku, świetna okazja do zbombardowania obozu w Afganistanie, do którego przyjechał ben Laden została zaprzepaszczona na żądanie szefa do walki terroryzmem Richarda Clarke'a. Clarke bał się, że w ataku mogą zginąć członkowie rodziny książęcej ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, którzy do tego samego obozu przyjechali na polowanie. Władze ZEA negocjowały wtedy z USA kupno amerykańskich myśliwców.
Główne wnioski raportu
Ustalenia komisji
• Irak nie brał żadnego udziału w zamachach. Choć w latach 90. al Kaida i iraccy oficjele prowadzili negocjacje i wspólne szkolenia. Jednak nigdy nie doszło do „operacyjnej współpracy”.
• Iran bardzo pomógł zamachowcom, choć nie ma dowodów na to, by rząd w Teheranie wiedział o planowanych atakach na USA. Zamachowcy za zgodą irańskich urzędników wielokrotnie przejeżdżali przez Iran z Afganistanu do Arabii Saudyjskiej bez żadnej kontroli i bez stempli w paszportach. Stemple musiałyby wzbudzić podejrzenia na amerykańskich lotniskach.
• Amerykańskie służby odpowiedzialne za kontrolę powietrzną były tak nieprzygotowane do nietypowego ataku, że nie miały szansy zestrzelić któregokolwiek z porwanych samolotów. Wcześniej wierzono, że można było zestrzelić samolot zmierzający na Biały Dom, który dzięki interwencji pasażerów rozbił się na polu w Pensylwanii.
• System obrony powietrznej zaprojektowany był w czasach zimnej wojny w celu odparcia wielkich nalotów z zagranicy zupełnie nie był przygotowany na atak lotnicze z wewnątrz USA
• Osama ben Laden nigdy nie odziedziczył ogromnej fortuny, jak wcześniej sądzono. Nigdy nie dostał 300 mln dol. w spadku, o którym wielokrotnie pisano. Otrzymywał od swojej rodziny przez kilkanaście lat aż do połowy lat 90. milion dolarów rocznie
• Nie znaleziono żadnych dowodów świadczących o udzieleniu pomocy spiskowcom przez rząd Arabii Saudyjskiej lub ambasadę tego kraju w USA. Wyjaśniono słynną sprawę czarterowych lotów Saudyjczyków, w tym członków wielkiej rodziny ben Ladena, którzy po zamachach odlecieli z USA. Ludzie ci zostali szczegółowo sprawdzeni i nie mieli żadnych związków z terrorystami. Obala to jedną z głównych tez filmu Michaela Moore'a „Fahrenheit 9-11”.
• Osama ben Laden o wielkim ataku na Amerykę zaczął myśleć już w 1992 roku, czyli przynajmniej cztery-pięć lat wcześniej, niż dotąd sądzono. Główny plan zaczął powstawać około roku 1998 i wielokrotnie się zmieniał. W pewnym momencie miał polegać na porwaniu przynajmniej dziesięć samolotów w USA i kilku w południowo-wschodniej Azji. Samoloty miały zniszczyć różne cele na wschodnim i zachodnim wybrzeżu USA. Jeden miał wylądować, a przywódca spiskowców miał wygłosić przemówienie do amerykańskich mediów.
• Ben Laden nie był, jak wcześniej sądzono, tylko przywódcą i ideologiem zamachu. Szef al Kaidy bardzo starannie pracował nad szczegółowym planem, często ścierał się z szefem spiskowców w USA Mohammedem Attą, a także sprzeciwiającym się zamachom przywódcą talibów mułłą Omarem.
• Walka z terroryzmem nie była priorytetem ani administracji Billa Clintona, ani dla George'a Busha, mimo że już od połowy lat 90. można było przypuszczać, że islamscy terroryści spróbują przeprowadzić potężny atak na USA.
• Komisja obarcza winą obie administracje za „brak wyobraźni”. Zauważa, że przewidzenie, iż al Kaida może wykorzystać samoloty, skoro wcześniej wykorzystywała do ataków samochody i łodzie, nie powinno być niemożliwe.
Znali grzecha Moussaouiego
W sierpniu 2001 r., niecały miesiąc przed zamachami, w Minnesocie FBI zatrzymała Zacariasa Moussaoui. Podejrzewano go o planowanie zamachu terrorystycznego, wiedziano, że szkolił się w amerykańskich szkołach pilotażu. Informacja o nim dotarła jednak tylko do regionalnego biura FBI. Dotarła też do szefa CIA, jednak z braku wymiany informacji między agencjami nigdy nie włączyła dzwonków alarmowych w centrali FBI czy Białym Domu.
Gdyby przepływ informacji tego dnia funkcjonował wzorowo, wszystkie cztery porwane samoloty mogły zostać zestrzelone, zanim dotarły do celów. Tymczasem 11 września piloci wojskowych F-16 i operatorzy wojskowych radarów na podstawie informacji od FAA próbowali wyśledzić porwany samolot, który od pół godziny był już rozbity w World Trade Center. Kilkaset mil na południe w stronę Białego Domu zmierzał inny porwany samolot, który do Waszyngtonu nie dotarł tylko dzięki temu, że rozbił się w Pensylwanii po dramatycznej walce między pasażerami i porywaczami. Wiceprezydent Dick Cheney wydał rozkaz zestrzelenia kolejnego samolotu, rozkaz jednak nigdy nie dotarł do pilota. Mimo to w pewnym momencie Cheney poinformował Busha, że na jego rozkaz zestrzelono dwa samoloty...
- To był klasyczny przykład, jak działały nasze służby przed 11 września - mówił wczoraj, prezentując raport komisji jej przewodniczący Thomas Kean. Agencje wywiadowcze i służby specjalne praktycznie nie współpracowały ze sobą, nie wymieniano informacji - zarówno z przyczyn technologicznych (kompletna niekompatybilność systemów komputerowych różnych instytucji), jak i mentalnych - królowała kultura "rywalizacji" między agencjami, a nie współpracy.
(Marcin Gadziński, Waszyngton)
Autor: gazeta.pl