Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Amerykanie wycofują się z Falludży?

Amerykanie pod Falludżą, Fot. MURAD SEZER AP

Treść

Oblężenie Falludży jest skończone - twierdzą marines walczący od trzech tygodni w mieście. Porządek w mieście przywrócą siły porządkowe pod dowództwem generała z armii Saddama Husajna. Waszyngton nie potwierdza tych informacji

W czwartek marines zaczęli się wycofywać z południowej części miasta i rozmontowywać swoje umocnienia. W piątek planują opuścić część północną, w której toczyły się najcięższe walki.

Jak powiedział pułkownik Brennan Byrne, stanie się tak na mocy porozumienia, które we wtorek tuż przed północą zawarli z Amerykanami lokalni przywódcy plemienni. W negocjacjach uczestniczyli czterej generałowie armii Saddama mieszkający w al Falludży. Marines przekażą swoje pozycje nowo utworzonej Armii Ochrony Falludży złożonej z około 1100 irackich żołnierzy dowodzonych przed generała Salaha, weterana z czasów Saddama Husajna. Najpierw otoczy ona al Falludżę kordonem, a potem wejdzie do miasta. Byrne nazwał to "irackim rozwiązaniem irackiego problemu".

Informacje te potwierdził komendant policji w mieście Sabar al Dżanab. Generał Salah ma wszelkie szanse utrzymać w ryzach mudżahedinów, ponieważ wielu z nich służyło w wojsku, tajnych służbach lub Gwardii Republikańskiej Saddama.

Jednak wciąż nie wiadomo, czy czwartek był oczekiwanym przez wszystkich dniem przełomu w al Falludży, który ma tak ogromny wpływ na niespokojną sytuację w całym Iraku. Indagowani przez dziennikarzy wysocy rangą urzędnicy w Waszyngtonie twierdzą bowiem, że... nic o porozumieniu nie wiedzą. Dezorientację pogłębiły bomby, które wieczorem Amerykanie zrzucili w trzech punktach miasta.

Negocjacje trwały już dwa tygodnie. Amerykanie zaatakowali sunnicką al Falludżę 5 kwietnia, tydzień po bestialskim mordzie na czterech cywilach. Ostatnio uzależniali przerwanie oblężenia od tego, czy mudżahedini zdadzą ciężką broń. W walkach w mieście zginęło około stu żołnierzy piechoty morskiej i 600 Irakijczyków, z czego połowę stanowią cywile. Tysiące uciekły z miasta przed bombami i głodem. Ostatnie dwie noce Amerykanie bombardowali miasto przy użyciu ciężkich samolotów szturmujących. W czwartek rano na punkcie kontrolnym na granicach al Falludży marines otworzyli ogień do mikrobusu, który przewoził cywilów. Kilkoro z nich nie żyje. Nie wiadomo, co było przyczyną pomyłki.

Tymczasem w Bagdadzie i okolicach w trzech zamachach bombowych zginęło dziesięciu Amerykanów. W najkrwawszym z nich, na południowych przedmieściach stolicy, bomba podłożona w samochodzie zabiła ośmiu żołnierzy. Amerykańscy wojskowi uznali niedawno, że ich samochody nie są dostateczną ochroną przeciw bombom i ręcznym granatnikom. Dlatego wkrótce otrzymają posiłki w postaci 28 ciężkich czołgów M1 Abrams. Kwiecień jest najgorszym miesiącem dla armii USA w Iraku: zginęło już 125 żołnierzy (niemal identyczne straty przyniosła cała ubiegłoroczna wojna z armią Saddama!). Dokładnie rok temu, 1 maja, prezydent George Bush ogłosił zakończenie działań wojennych. Ostatni sondaż przeprowadzony na zlecenie "New York Timesa" wskazuje, że poparcie Amerykanów dla polityki Busha w Iraku pikuje z 59 proc. w grudniu do 41 proc dziś.

(Mariusz Zawadzki)

Autor: gazeta.pl