Aresztowani włamywacze do domów jednorodzinnych
Treść
Przez sześć lat obrobili co najmniej 200 domów jednorodzinnych w Szczecinie i okolicach. Policja długo nie podejrzewała, że włamań dokonują ci sami sprawcy.
W areszcie siedzą dwaj bracia S.: 34-letni Franciszek i 39-letni Jerzy. Policja udowodniła im 170 włamań, ale podejrzewa, że dokonali ich kilkadziesiąt więcej - w sumie ok. 200. W areszcie siedzi też czterech paserów, a wobec siedmiu kolejnych prokurator zastosował dozory policyjne.
Aresztowania zaczęły się w lipcu tego roku. Wtedy komendant wojewódzki powołał specjalną grupę do poprowadzenia tego śledztwa. Prawdopodobnie braci S. wystawił policji ich główny paser - 22-letni Damian S. Wcześniej policja nie łączyła tych wszystkich włamań ze sobą.
Bracia S. mieli jednego głównego pasera, który sprzedawał przedmioty pozostałym, wśród nich m.in. właścicielowi kawiarenek internetowych, a także piłkarzowi ręcznemu. Łupy oddawali również do lombardów, a część upłynnili przez internetową aukcję Allegro. Policja odgraża się, że znajdzie nabywców i odzyska stracone mienie. Na razie podczas przeszukań u paserów udało się odnaleźć sprzęt o wartości ok. 200 tys. zł. (m.in. kino domowe warte kilka tysięcy złotych albo opony z alufelgami z vectry i nissana, każdy komplet w cenie ok. 4 tys. zł).
Od 1998 r. bracia S. zdążyli obrobić co najmniej 150 domków jednorodzinnych na Pogodnie, Mierzynie, Gumieńcach, Podjuchach, Osowie i Dąbiu. Szczecin im nie wystarczył, więc przenieśli się do Stargardu i Goleniowa. Zdarzało się, że do jednego domu wchodzili dwa razy (właściciele, mimo złych doświadczeń, nie zakładali dodatkowych zabezpieczeń). Przez sześć lat wyrobili sobie średnią: jedno włamanie na dziesięć dni. Utrzymywali z tego siebie i rodziny (obaj mieli żony i dzieci).
Wybierali nowo wybudowane domy, których wygląd mógł świadczyć o zasobności mieszkańców. Zdaniem policji nie prowadzili wcześniej obserwacji. Mieli też zasadę: nie używali przemocy.
- Zdarzyło się, że jedna z ofiar zeszła na dół do toalety. Włamywacz przeczekał po cichu w ciemnym pokoju. Kiedy kobieta wróciła do sypialni, obrabował jej dom - mówi oficer operacyjny szczecińskiej policji.
Bracia S. pochodzą spod Rzeszowa, do Szczecina przyjeżdżali jak do pracy. Prawdopodobnie działali też w innych miastach.
(Aleksandra Pezda)
Autor: gazeta.pl