Blokada na Odrze
Treść
We wtorek rano załogi jednostek pływających przedsiębiorstwa Odratrans po raz kolejny zablokowały Odrę w Szczecinie na wysokości Dworca Głównego oraz na Regalicy powyżej wejścia na kanał Odyńca (Podjuchy). Ich akcja wywołała protesty innych przewoźników.
Na pchaczach zawisły transparenty "Izo-Erg musi odejść", na szczecińskiej siedzibie Odratransu pojawiło się hasło "Strajk".
Wczoraj po południu stało się jasne, że związkowcy protestują przeciwko swojemu nowemu właścicielowi. Do Szczecina przyjechał członek zarządu Izo-Erg SA Jerzy Majewski i rzecznik firmy Arkadiusz Förster. Na zwołanej w nadzwyczajnym trybie konferencji prasowej Majewski oświadczył, że 1 września Izo-Erg i jego spółka-córka Izo-Invest wpłaciły na konto 7. NFI prawie 11 mln zł, stając się w ten sposób największym akcjonariuszem śródlądowego armatora. Jerzy Majewski poinformował też, że w poniedziałek Izo-Erg i jej kolejna spółka-córka Izo-Inwestycje podpisały z 7. NFI i NFI Foksal wartą prawie 4 mln zł umowę na zakup 52,3 proc. akcji Żeglugi Bydgoskiej. Gliwickie firmy złożyły również skarbowi państwa propozycję odkupienia od niego 25 proc. pakietów akcji Odratransu i Żeglugi Bydgoskiej. Informacje te wieczorem potwierdziły NFI, publikując giełdowe komunikaty.
- Zbulwersowała nas informacja, że 5 września na nadzwyczajnym walnym zgromadzeniu akcjonariuszy Odratransu ma nastąpić zmiana członków rady nadzorczej, w skład której prawdopodobnie wejdą przedstawiciele Zakładów Tworzyw Sztucznych Izo-Erg. W ten sposób zwyczajnie zostaną zignorowane sugestie wiceministra skarbu oraz nasze apele, aby Izo-Erg wycofał się z transakcji zakupu Odratransu - oświadcza Miłosz Ginter, przewodniczący związku zawodowego Kotwica.
Barkarze, których w przetargu na zakup Odratransu reprezentowała spółka Kotwica, uważają, że należy wyjaśnić okoliczności transakcji między VII NFI a gliwickim Izo-Ergiem. Twierdzą, że mogło dojść do korupcji. Zarzuty te odpiera nabywca. Także prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia w tej sprawie, więc się odwołali. Obawiają się, że gliwicka firma może sprzedać lub zezłomować tabor i majątek lądowy.
Tymczasem zarząd Odratransu ostrzega protestujących, że blokada dróg wodnych to naruszenie prawa i może spowodować nawet rozwiązanie umów dzierżawy barek. Prezes spółki Edward Ossowski grozi odpowiedzialnością karną i cywilną.
Zbulwersowani są również armatorzy prywatni zrzeszeni w Związku Polskich Armatorów Śródlądowych w Szczecinie:
- Przez całe lato czekaliśmy na wyższy poziom wody. Wrzesień i październik to dla nas przewozowe żniwa. Mamy podpisane kontrakty. Prosiliśmy kolegów z Odratransu, aby umożliwili nam przynajmniej dokończenie rejsów i przepuścili nasze jednostki, ale oni odwrócili się do nas plecami. Dlatego odcinamy się od protestu - mówi Zbigniew Fabiańczyk ze ZPAŚ.
Autor: IAP