Brytyjczycy precyzują zasady pracy Polaków
Treść
Po 1 maja 2004 r. pracownicy z Polski będą mogli swobodnie zatrudniać się w Wielkiej Brytanii. Muszą jednak wpisać się do specjalnego rejestru, a przez co najmniej dwa lata nie będą mieli pełnego dostępu do świadczeń socjalnych
Zgodnie z tym, co ogłosił w poniedziałek w Izbie Gmin minister spraw wewnętrznych David Blunkett, obowiązek wpisania wszystkich, którzy zatrudnią się w Zjednoczonym Królestwie do specjalnego rejestru, będzie ciążył na pracodawcach. Pracownicy początkowo nie będą mieli prawa do niektórych zasiłków, np. dla bezrobotnych, mieszkaniowego czy na dzieci. Ci, którzy po pewnym czasie pracy będą chcieli z nich skorzystać, będą musieli przejść rozmowę z urzędnikiem, który upewni się, że naprawdę mieszkają na stałe w Wielkiej Brytanii i łożą na system ubezpieczeń. Takie testy istnieją już teraz, lecz mają być bardziej rygorystyczne. Konkretne przepisy, z jakich zasiłków i po jakim czasie będzie można korzystać, sformułują niebawem ministerstwa. Trudność polega m.in. na tym, że unijne sądy mogą uznać je za dyskryminację.
Jonathan Allen, rzecznik misji brytyjskiej przy UE w Brukseli, wyjaśnił "Gazecie", że obywateli nowych państw, którzy podejmą legalną pracę na wyspach, obejmie nowy "schemat rejestracji pracowników" na okres dwóch lat, który może być - zgodnie z traktatami akcesyjnymi z Kopenhagi - przedłużony na kolejne trzy (plus dwa) lata. Zarejestrowanie to daje prawo do pewnych świadczeń socjalnych m.in. ulgi podatkowej na dzieci.
Roczne, nieprzerwane zatrudnienie pozwoli na uzyskanie w Zjednoczonym Królestwie prawa pobytu. Wówczas każdy Polak czy Czech, jeśli płaci w Wielkiej Brytanii należne podatki, uzyska prawo do innych świadczeń: ewentualnego zasiłku dla bezrobotnych, ulg podatkowych dla osób o niskich dochodach, innych świadczeń na dzieci czy prawa do starania się o socjalne mieszkanie. Tak jak to jest w przypadku legalnie pracujących Francuzów czy Hiszpanów.
Komisja Europejska ostrzegła w ub. tygodniu Londyn, że zgodnie z unijnym prawem żaden obywatel UE nie może być dyskryminowany ze względu na narodowość w dostępie do przysługujących świadczeń socjalnych w innym państwie członkowskim.
Blunkett zapewnił, że ci którzy będą chcieli legalnie pracować "od hydraulików po pediatrów", są mile widziani. - Mamy dziś ponad pół miliona nieobsadzonych miejsc pracy. Chętnie skorzystamy z umiejętności, elastyczności i chęci do pracy nowych przybyszów - mówił.
Brytyjczycy od kilku tygodni zastanawiali się, jak sprawić, by rynek pracy był od 1 maja 2004 r. otwarty dla obywateli Europy Środkowej, a jednocześnie by przybysze nie wykorzystywali systemu opieki społecznej. Rząd podjął działania zabezpieczające, gdy okazało się, że większość krajów UE wprowadza okres przejściowy, nim otwarty zostanie rynek pracy (dotychczas nie zrobiła tego jedynie Irlandia, a kilka krajów skandynawskich zastanawia się nad konkretnymi rozwiązaniami, być może podobnymi do brytyjskich). Wpływ na decyzję rządu miała też presja ze strony konserwatywnej opozycji i części mediów, które opisywały, jak do Wielkiej Brytanii zjeżdżają Romowie i biedacy.
Pozwolenia na pracę w ciągu ostatnich dwóch lat otrzymało w Wielkiej Brytanii 20 tys. osób z krajów wchodzących do UE. Gdyby teraz okazało się, że naciągaczy jest wielu, rynek pracy może zostać zamknięty. - Rząd zachowuje pełne prawo, by ograniczyć część lub wszystkie przywileje w dowolnej chwili. Nie zawahamy się tego zrobić, jeśli będzie to konieczne - mówił Blunkett. Zapowiedział też ostrzejsze kontrole firm zatrudniających na czarno.
Autor: D.Pszczółkowska