Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Burza wokół terminu wyjścia Polski z Iraku

Treść

Absolutne zaskoczenie - tak rząd i politycy komentują wypowiedź ministra obrony Jerzego Szmajdzińskiego dla "Gazety", że Polska wyjdzie z Iraku z końcem 2005 r. Amerykanie mówią, że to "cel możliwy do zrealizowania".

- Ta wypowiedź nie była wcześniej ze mną uzgadniana, porozmawiam w tej sprawie z ministrem obrony i ministrem spraw zagranicznych - mówił wczoraj premier Marek Belka.

Szmajdziński w wywiadzie dla "Gazety" powiedział, że datą graniczną dla pobytu polskich wojsk w Iraku powinien być termin ważności rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ 1546 - czyli grudzień 2005 roku. Minister motywował to m.in. przyjętym przez ONZ kalendarzem politycznym w Iraku oraz możliwościami polskiej armii.

Prezydent Aleksander Kwaśniewski potwierdził podczas poniedziałkowej wizyty w Paryżu, że trwają rozmowy z Irakiem w sprawie redukcji naszego kontyngentu i ostatecznego wycofania. - Czy to będzie koniec 2005 r., jak mówił min. Szmajdziński, czy inny termin, trudno jeszcze przesądzać - powiedział dziennikarzom.

Wtórował mu szef MSZ Włodzimierz Cimoszewicz: - Nie przesądzałbym w tej chwili konkretnej daty wycofania polskich wojsk. Ale Cimoszewicz podkreślił, że w sprawie Iraku nie ma rozdźwięku w rządzie, a to, co mówił Szmajdziński, uznał za "błąd warsztatowy".

W poniedziałek wieczorem doszło do spotkania min. Szmajdzińskiego z premierem Belką. - Rząd postara się jak najszybciej przedstawić stanowisko w sprawie dalszej obecności polskich żołnierzy w Iraku - powiedział Szmajdziński.

Reakcja amerykańska spokojna

Biały Dom nie chciał wczoraj oficjalnie komentować wypowiedzi ministra Szmajdzińskiego. Wysoki rangą urzędnik administracji USA powiedział jednak reporterom, że wycofanie polskich wojsk z końcem 2005 r. jest "celem możliwym do zrealizowania". - Irackie siły bezpieczeństwa mogą być wówczas na tyle dobrze przygotowane i silne, by wziąć na siebie więcej obowiązków - powiedział Amerykanin, podkreślając, że "żaden termin wycofania wojsk nie jest jednak jeszcze zatwierdzony".

Szmajdziński: zdjąć temat z kampanii wyborczej

- To była moja osobista wypowiedź - tłumaczył Szmajdziński w poniedziałek we Wrocławiu dziennikarzom. Równocześnie jednak zaznaczył, że wielokrotnie rozmawiał na temat Iraku z prezydentem, premierem i szefem MSZ, stąd też jego poglądy w tej sprawie nie powinny być im nieznane. Stwierdził również, że niektóre swoje opinie w tej sprawie przekazywał Donaldowi Rumsfeldowi, sekretarzowi obrony USA, i ministrowi obrony Wielkiej Brytanii Goeffreyowi Hoonowi.

Jako jeden z najważniejszych motywów swojej wypowiedzi wymienił konieczność zdjęcia tematyki Iraku z kampanii wyborczej. - Ta sprawa nie może być tematem taniej demagogii, pochopnych deklaracji, obietnic. Takie działanie mogłoby zagrozić państwu polskiemu - stwierdził, przypominając przykład Hiszpanii.

Przeszło rok temu w Madrycie w trakcie kampanii wyborczej komórki al Kaidy zorganizowały zamach, w którym zginęło prawie dwieście osób i który wyniósł do władzy przeciwników udziału w misji irackiej - hiszpańskich socjalistów.

Szmajdziński tłumaczył dziennikarzom, że podanie terminu wycofania polskich wojsk powinno być znane nie tylko polskiej opinii publicznej, ale Irakijczykom, sojusznikom i jego podwładnym, by wiedzieli, do czego mają się przygotować. Zwrócił uwagę, że za 15 miesięcy, czyli do grudnia 2005 r. Irak może wyglądać zupełnie inaczej. - Będzie miał wybrany rząd, konstytucję, 80-tysięczną armię i kilkusettysięczne siły bezpieczeństwa.

Minister obrony zwrócił też uwagę, że w wywiadzie dla "Gazety" nie wypowiedział zdania "bez względu na sytuację wyjeżdżamy w grudniu 2005 r.", które znalazło się w podtytule tekstu na pierwszej stronie.



Politycy za i przeciw wypowiedzi Szmajdzińskiego



Bronisław Komorowski (PO), były szef MON: To skrajna nieodpowiedzialność, z całym szacunkiem dla "Gazety Wyborczej", tego rodzaju decyzje fundamentalne dla polskie polityki zagranicznej muszą być wcześniej konsultowane w Sejmie i ogłasza je premier albo prezydent. Minister Szmajdziński de facto obliguje nowy rząd i nowego prezydenta do określanego działania, bo o wycofaniu wojsk z Iraku nie będzie zapewne on decydował. Teraz rząd musi zareagować - albo przyjmie argumentację Szmajdzińskiego, albo minister powinien odejść.



Donald Tusk, przewodniczący PO: Przyjmuje z uznaniem przynajmniej ten pierwszy krok, czyli informacje co do terminu ostatecznego. Ale oczekiwałbym wytłumaczenia, dlaczego taki termin, w jaki sposób, ustalimy to także z innymi sojusznikami, tak abyśmy mieli poczucie, że ta akcja nie była pozbawiona sensu. W tej sprawie polski rząd nie ma nawet cienia strategii.

Kazimierz M. Ujazdowski, PiS: Skrajna nieodpowiedzialność. Nie wiem, dlaczego minister obrony wyraża takie zdanie. Być może ma to służyć wewnętrznej sytuacji w SLD. Jest to sprawa zbyt poważna, by mogło dochodzić do indywidualnych wystąpień.



Ludwik Dorn, PiS: To woła pomstę do nieba. Zastanawiam się, czy wypowiedź Szmajdzińskiego nie jest próbą rozpoczęcia prezydenckiej kampanii wyborczej.



Marek Borowski, lider SDPL: Wypowiedź Szmajdzińskiego wywołała ogromne zamieszanie. W tak delikatnej sprawie powinno się wypowiadać dopiero po konsultacjach w rządzie. SdPl zamierza w najbliższym czasie przedstawić własne stanowisko w sprawie obecności polskich wojsk w Iraku.



Marek Kotlinowski, LPR: Dobrze, że jest termin wycofania żołnierzy w Iraku. Pytaniem jednak jest, czy grudzień 2005 roku nie jest terminem zbyt późnym.



Bronisław Geremek, UW, były szef MSZ: Uważam, że ze strony polskiej musi być kalendarz jasny i opinia publiczna ma do tego prawo. Myślę, że to, co dzisiaj padło, to bardzo dobrze. To nie jest problem naszych stosunków z Ameryką, to jest problem naszego stosunku do polityki, który administracja prezydenta Busha prowadziła. Tu mamy pełne prawo podejmowania kroków, które wyprzedzają kroki amerykańskie.



Izabela Jaruga-Nowacka, przewodnicząca UP: To krok w dobrym kierunku. Oczekujmy teraz dalszych szczegółów od rządu.



Janusz Wojciechowski, prezes PSL: To krok w dobrym kierunku, ale niekonsekwentny i niewiarygodny, bo termin wycofania wojska jest bardzo odległy. Skoro można wyprowadzić wojsko w przyszłym roku, dlaczego nie można zrobić tego już dziś?

(Paweł Wroński, PAP)

Autor: gazeta.pl