Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Bush pod ostrzałem

Treść

Grupa byłych dyplomatów i dowódców amerykańskich, zarówno Demokratów, jak i Republikanów, przygotowała wspólne oświadczenie, w którym krytykuje politykę zagraniczną administracji George'a W. Busha jako szkodliwą dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych.

Wśród 26 sygnatariuszy deklaracji jest wiele osób mianowanych na wysokie stanowiska przez republikańskich prezydentów Ronalda Reagana i George'a Busha seniora, w tym byli ambasadorzy USA w Arabii Saudyjskiej i w Związku Radzieckim, emerytowany admirał William Crowe - przewodniczący Kolegium Szefów Sztabów Sił Zbrojnych USA w latach 1985-1989, oraz emerytowany generał piechoty morskiej Joseph P. Hoar, który za prezydenta Busha starszego dowodził wojskami USA na Bliskim Wschodzie.

Jak pisze brytyjski "Financial Times", ich oświadczenie, które ma zostać ogłoszone dzisiaj, stanowi niezwykle ostry atak na prezydenta USA przypuszczony kilka miesięcy przed wyborami przez członków amerykańskiej elity dyplomatycznej i wojskowej.

List może pogłębić wątpliwości Amerykanów - wyrażane w najnowszych sondażach - co do tego, czy pod przywództwem George'a W. Busha ich kraj podąża w dobrą stronę.

Dotychczas tego rodzaju krytyczne głosy ludzi waszyngtońskiego establishmentu były odosobnione. Zastrzeżenia do polityki Białego Domu wyrazili w ostatnich miesiącach były minister skarbu Paul O'Neill i były szef pionu walki z terroryzmem Richard Clarke.

Atak grupy 26, która przyjęła nazwę "Dyplomaci i Dowódcy Wojskowi za Zmianą" przypomina kwietniowe wystąpienie grupy 52 byłych dyplomatów brytyjskich przeciwko premierowi Tony'emu Blairowi na temat jego polityki wobec Iraku. Zachęceni ich przykładem, byli dyplomaci amerykańscy podpisali w kwietniu list do Busha z wyrazami protestu przeciwko, jak to określili, proizraelskiej polityce jego administracji.

Grupa 26 twierdzi, że unilateralizm (nieliczenie się z opiniami innych krajów) widoczny w polityce zagranicznej Busha, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie, zraził do Ameryki tradycyjnych sojuszników i zwiększył niechęć do USA na całym świecie.

Protest "Dyplomatów i Dowódców Wojskowych za Zmianą" następuje kilka dni po ogłoszeniu przez dziennik "Los Angeles Times", że w najnowszym sondażu 58 procent Amerykanów - więcej niż kiedykolwiek dotychczas za kadencji Busha - uznało, iż kraj zdąża w złym kierunku.

Jedna z sygnatariuszek listu, Phyllis Oakley, zastępca rzecznika Departamentu Stanu podczas drugiej kadencji prezydenta Reagana, powiedziała, że grupa występuje z nim, bo jest zaniepokojona, iż "kroczymy w złą stronę i konieczne są zasadnicze zmiany".

Oakley powiedziała, że członkowie grupy "spędzili życie, aby wydźwignąć Stany Zjednoczone na pozycję przywódcy świata (...) i teraz widzą, jak budowla ta rozpada się na kawałki".

Oakley dodała, że decyzja o ogłoszeniu oświadczenia nie była łatwa. "Jesteśmy byłymi urzędnikami publicznymi i nigdy nie zajmowaliśmy stanowiska w sprawach politycznych, chcemy jednak ujawnić nasz głęboki niepokój o przyszłe bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych" - tłumaczyła.

Rzecznik Departamentu Stanu Richard Boucher oświadczył, że nie widział jeszcze dokumentu, wobec czego nie może go na razie komentować.

"Financial Times" zauważa, że krytyczną wymowę oświadczenia grupy 26 mogą osłabić ostatnie sukcesy Busha w polityce zagranicznej, takie jak jednomyślne uchwalenie przez Radę Bezpieczeństwa ONZ amerykańsko-brytyjskiej rezolucji, która uznaje tymczasowy rząd iracki, powołany w znacznej mierze zgodnie z życzeniami USA.

Bush był też w zeszłym tygodniu gospodarzem szczytu G-8, a kilka dni wcześniej przy okazji 60. rocznicy lądowania aliantów w Normandii odwiedził Włochy, Watykan i Francję.

(PAP)

Autor: Interia.pl