Były dwa gatunki człowieka!
Treść
W czasach, gdy ludzie lepili Wenus z Willendorfu i doskonalili techniki łowieckie po indonezyjskiej wyspie Flores biegał karzełek, który potrafił wytwarzać narzędzia i ujarzmić ogień mimo takiego mózgu, jaki dziś mają szympansy
Nowo odkryty człowiek z wyspy Flores zaskoczył chyba wszystkich. Po pierwsze, nie powinno go w ogóle być. Po drugie, jeśli już komukolwiek przyszło do głowy, że 18 tys. lat temu Ziemię zamieszkiwał jakiś inny gatunek człowieka niż Homo sapiens, to na pewno nie taki... mikry. Miał zaledwie metr wzrostu, a jego mózg był najmniejszy wśród wszystkich człowiekowatych (i żyjących, i wymarłych). Nawet australopiteki sprzed kilku milionów lat miały więcej w głowie. Ba, niektóre szympansy i orangutany mogą się poszczycić większymi mózgami.
Skąd więc się wziął ten nasz kuzyn? I dlaczego był taki - delikatnie mówiąc - dziwny?
Jedyny na planecie
Cofnijmy się o 6 mln lat. Wtedy właśnie w Afryce rozdzieliły się drogi szympansów i ludzi. Pierwsze człowiekowate, nazywane ogólnie australopitekami, choć nieduże, chodziły już na dwóch nogach i miały nieco powiększony mózg (ok. 500 cm sześc., przy 400 cm sześc. szympansa i orangutana). Okło 2 mln lat temu pojawił się Homo erectus (z mózgiem o pojemności od 750 do 1250 cm sześc.). To on był pierwszym człowiekiem, który ujawnił chęć podboju świata. 1,8 mln lat temu dotarł do Azji i szybko opanował większość kontynentu. Szczątki tego hominida znajdują się nawet na Jawie. Stąd miał już niedaleko na Flores. Na tej liczącej 14 tys. km kw. wyspie (mniej niż niejedno polskie województwo) nie odnaleziono co prawda szkieletów Homo erectus, ale w skałach sprzed 800 tys. lat natrafiono na jego liczne narzędzia.
Tymczasem w Afryce ewolucja nie próżnowała. Blisko 150 tys. lat temu pojawiło się jej najnowsze dziecko - Homo sapiens. Duża objętość mózgu (średnio 1400 cm sześc.), mowa, sztuka - to tylko niektóre jego atuty. "Człowiek myślący", idąc w ślady swego przodka, też opuścił Afrykę. W Azji nie napotkał już konkurentów, gdyż Homo erectus wymarł wiele lat wcześniej. Jedynie w Europie musiał zmierzyć się z innym gatunkiem człowieka. Neandertalczyk tego starcia nie przeżył. 30 tys. lat temu zniknął z powierzchni Ziemi.
Homo sapiens pozostał jedynym człowiekiem na planecie. Tak mówią podręczniki. Od dziś wiemy, że się mylą.
A to człowiek właśnie
Wykopaliska na wyspie Flores, położonej na wschód od Jawy, prowadził zespół naukowców z Australii i Indonezji. Od paru lat pracowicie przekopywali oni osady wapiennej jaskini Liang Bua. Natrafili na liczne narzędzia, skamieniałości karłowatych słoni, wielkich jaszczurów zwanych waranami z Komodo i wielu mniejszych zwierząt. Największa niespodzianka czekała jednak ich we wrześniu zeszłego roku. To wtedy właśnie natknęli się na szkielet człowieka. Niektóre jego części zachowały się w komplecie (czaszka, prawa noga i biodro), inne (lewa noga, dłonie, stopy) były lekko zniszczone, z pozostałych (kręgosłup, obojczyki, żebra) przetrwały jedynie fragmenty. Nieznalezione ramiona przypuszczalnie wciąż tkwią gdzieś w ścianie jaskini.
Kości odkryto wystarczająco dużo, by zrekonstruować wygląd ich właściciela. Była to najprawdopodobniej kobieta, na pewno dorosła. Ale ze wzrostem 106 cm i wagą nieprzekraczającą 30 kg (a zapewne dużo mniejszą) przypominała nasze dzieci. Z kolei jej mózg o pojemności 380 cm sześc. można porównać chyba tylko z mózgiem szympansa.
Co to za dziwne stworzenie? - zachodzili w głowę odkrywcy. Może to tylko nietypowa małpa? Na pewno nie. Stworzenie chodziło na dwóch nogach i miało małe kły, a to są cechy typowe dla człowiekowatych. W takim razie może był to australopitek przypadkowo zaplątany w awanturę na Flores? Znów nie. Budowa czaszki i zębów wskazuje jednoznacznie na rodzaj Homo, ale nie sapiens.
Naukowcy opisali szczegółowo tylko jeden szkielet, ale w starszych warstwach odkryli ząb przedtrzonowy i kilka kości innych karzełków. Dziwnych ludzi żyło tam więcej! I ewidentnie najbliżej im było do Homo erectus.
Duży, mniejszy, karłowaty
Wszystko więc wskazuje na to, że ludzie z Flores byli potomkami Homo erectus, ale w ciągu kilkuset tysięcy lat "skurczyli się". Ten proces zaczął się co najmniej 800 tys. lat temu, kiedy Homo erectus przebył głębokie cieśniny i osiadł na niedużej wyspie. Dlaczego ewolucja tak się z nim obeszła?
To wina wyspiarskich warunków życia. Wiele zwierząt, które je zamieszkują, zmniejsza swoje rozmiary. Na Sycylii i Malcie żyły na przykład słonie metrowej wysokości. Prawdopodobnie to samo spotkało człowieka. Przyczyn należy szukać w małej liczbie drapieżców (na człowieka z Flores mogły polować tylko wielkie gady - warany) i ograniczonych zasobach wyspy. Mimo małych rozmiarów można się było czuć bezpiecznie.
Ci mieszkający na wyspie ludzie nie utracili zdolności posługiwania się narzędziami i ogniem, w jaskini Liang Bua odkryto bowiem zwęglone kości zwierząt. Kamienne narzędzia z kolei towarzyszą szkieletom młodych karłowatych słoni, które prawdopodobnie były przysmakiem człowieka z Flores.
Dzisiejsze "Nature" przynosi aż dwie prace mu poświęcone . W pierwszej, napisanej przez zespół pod kierunkiem P. Browna z australijskiego Uniwersytetu Nowej Anglii w Armidale, naukowcy szczegółowo opisują szkielet nowego gatunku. Nadają mu też oficjalną nazwę: Homo floresiensis, czyli człowiek z Flores. Druga publikacja, którą firmuje zespół M.J. Morwooda, również z Uniwersytetu Nowej Anglii, roztrząsa pozostałe aspekty odkrycia. To w niej uczeni bezspornie udowadniają, że człowiek z Flores żył jeszcze 18 tys. lat temu. A w tym czasie zarówno w Azji, jak i w Australii królował już Homo sapiens. Jak karłowaci ludzie o małych mózgach mogli przetrwać tak długo u boku swego uzdolnionego kuzyna? Nawet silny i niegłupi neandertalczyk szybko poddał się najeźdźcy.
Jaką tajemnicę skrywają ludzie z Flores?
Wojciech Mikołuszko
Autor: gazeta.pl