Co dolega Wiktorowi Juszczence?
Treść
Ten człowiek na pewno został otruty - mówi o Wiktorze Juszczence, liderze ukraińskiej opozycji, konsultant brytyjskiego ministerstwa zdrowia ds. toksykologii.
W sierpniu tego roku twarz lidera ukraińskiej opozycji wyglądała młodo i zdrowo. Kiedy teraz na nią patrzymy, trudno nie zadać sobie pytania, co stało się Juszczence? W ciągu kilku miesięcy jego wygląd tak bardzo się zmienił, że spekulacjom na ten temat nie ma końca. Sam Juszczenko twierdzi, że został otruty na zlecenie rządu ukraińskiego, ale lekarze, którzy leczyli go po rzekomym zatruciu, twierdzą, że nie znaleźli na to żadnych dowodów.
- Ja wiem, co podano Juszczence - stwierdził wczoraj brytyjski toksykolog John Henry na stronach internetowych tygodnika "Nature". - Moim zdaniem to były dioksyny, najbardziej trujące substancje, jakie wytworzył człowiek - oznajmił.
Zabójczy chlor
Dioksyny to bardzo toksyczne związki chemiczne, które powstają przypadkowo przy przetwarzaniu substancji chlorowanych. Ich źródłem są głównie elektrownie węglowe i olejowe, przemysłowe spalarnie, fabryki i zakłady obrabiające metale. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca przyjęcie za Tolerowaną Dzienną Dawkę (Tolerable Daily Intake - TDI) dla dioksyn i związków do nich podobnych wartości 1-4 pikogramów na kilogram masy ciała dziennie. Jeden pikogram to milionowa część miligrama.
Ile mógł dostać Juszczenko? - Podejrzewa się, że śmiertelne dla człowieka jest spożycie lub wciągnięcie do płuc około 1 mg tej substancji - mówi prof. Adam Grochowalski z Politechniki Krakowskiej. - W przypadku mniejszej dawki człowiek przeżyje, ale będzie doświadczał całego szeregu nieprzyjemnych objawów, począwszy od bolesnego trądziku na twarzy - dodaje profesor Grochowalski.
Bez smaku i zapachu
Dioksyny nie mają żadnego smaku ani zapachu, stosunkowo łatwo można je wytworzyć w laboratorium. Wydawałoby się, że jest to idealna trucizna. - Ja jednak uważam, że nie miałoby sensu używanie dioksyn w tym celu. To musiałaby być jakaś ekstremalnie duża dawka - twierdzi Marcello Lotti, włoski ekspert z uniwersytetu w Padwie, cytowany przez serwis "Nature". - Żeby wywołać takie olbrzymie zmiany na twarzy Juszczenki, musiałby on przez co najmniej kilka dni dostawać truciznę ukrytą w kilogramach jedzenia. Na dodatek łatwo jest wykryć tę substancję, robiąc badania moczu w dobrym laboratorium - zauważa Lotti.
- To, co ma na twarzy Juszczenko, to prawie na pewno chlorakna, objaw charakterystyczny dla zatrucia dioksynami - odpowiada Henry. - Poza tym wcale nie trzeba go było podtruwać tygodniami. Sądzę, że wystarczyła jedna, bardzo duża dawka ukryta w jedzeniu.
Sto hipotez, brak dowodów
- Dopóki nie mamy w ręku żadnych wyników badań, takie spekulacje są bez sensu - mówi nam mjr Janusz Kocik z Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii. - Niemożliwe jest postawienie takiej diagnozy na podstawie fotografii. Żeby ustalić, co dolega lub dolegało Wiktorowi Juszczence, trzeba zrobić konkretne badania, choćby próby wątrobowe. Zdziwiłbym się, gdyby lekarze Juszczenki nie wykonali takich analiz dawno temu - dodaje mjr Kocik.
Henry przyznaje, że swoją diagnozę postawił głównie na podstawie zdjęć Juszczenki. Jednak mówi, że korzystał też z raportu medycznego, który powstał dwa miesiące temu. Wtedy lider opozycji wyglądał jeszcze w miarę normalnie, choć już prawdopodobnie był otruty. Angielski toksykolog argumentuje: - Istnieje zaledwie kilka medycznych czynników, które mogłyby wywołać tak ogromną transformację wyglądu Juszczenki w tak krótkim czasie. Moim zdaniem to były dioksyny.
Margit Kossobudzka 24-11-2004
Autor: gazeta.pl