Dowództwo USA akceptowało poniżanie irackich więźniów
Treść
Długotrwała izolacja, dręczenie za pomocą głośnej muzyki i ostrego światła, przetrzymywanie w męczącej pozycji, groźby, rozbieranie do naga - te metody śledztwa, które ponoć sprawdziły się znakomicie w Guantanamo, zaakceptował głównodowodzący w Iraku gen. Sanchez.
Dziennik "Washington Post" dotarł do rozkazu gen. Sancheza z 12 października 2003 r., w którym pisze on, że funkcjonariusze wywiadu wojskowego powinni bliżej współpracować ze strażnikami więziennymi, by "manipulować uczuciami więźniów i wykorzystywać ich słabości". Wkrótce powstały najbardziej drastyczne zdjęcia w Abu Ghraib. Ujawniony przez piątkowy "Washington Post" rozkaz gen. Sancheza to kolejny dowód na to, że wydarzenia w więzieniu pod Bagdadem nie były tylko przypadkowym wybrykiem grupki zwyrodniałych strażników.
Obrońcy siedmiu strażników czekających na procesy przed sądem wojskowym usprawiedliwiają swoich klientów rozkazami lub "sugestiami", jakie ci mieli dostać od funkcjonariuszy wywiadu wojskowego. Rola oskarżonych strażników jest już bogato opisana i udokumentowana tysiącami zdjęć. Jeśli coś nowego mogłoby się wydarzyć w ich sprawie, to co najwyżej publikacje kolejnych, jeszcze drastyczniejszych zdjęć i relacje kolejnych ofiar. Jest jasne, że zapewne zachęcani na początku i pozbawieni nadzoru strażnicy urządzili sobie w Abu Ghraib blok tortur, a potem wyżywali się na więźniach i robili im zdjęcia, nawet jeśli nie miało to już nic wspólnego z prowadzonymi przez wywiad przesłuchaniami.
Metody generała Millera
Tajemnicą pozostaje stopień odpowiedzialności agentów wywiadu wojskowego, którzy kierowali blokiem więzienia Abu Ghraib z najgroźniejszymi więźniami i prowadzili tam przesłuchania.
Z ustaleń słynnego raportu gen. Taguby, który od stycznia badał sprawę tortur w Abu Ghraib, oraz odkrywającej coraz więcej śladów i dokumentów senackiej komisji sił zbrojnych wynika, że rola wywiadu była kluczowa. Agenci stosowali metody przesłuchań z listy utworzonej w Guantanamo, gdzie od trzech lat siedzą najgroźniejsi terroryści. Te metody to: • rozbieranie do naga, • długotrwała izolacja, • groźby, • ograniczania snu i jedzenia, • dręczenie ostrym światłem i głośną muzyką przez całą dobę, • przetrzymywanie w męczącej pozycji (na stojąco lub na klęczkach). Jak dotąd poza śledztwem w sprawie jednego zmarłego więźnia nie ma jednak doniesień o stosowaniu przez przesłuchujących oficerów wywiadu czynnej przemocy fizycznej. Nie ma natomiast wątpliwości, że strażnicy bili.
Metody te gen. Sanchezowi zaproponował gen. Geoffrey Miller, który w sierpniu 2003 r. wizytował Abu Ghraib i inne więzienia w Iraku. Pentagon uznał Millera za twórcę sukcesu "operacji Guantanamo" - gdy rok wcześniej przejął on władzę nad tą placówką, śledztwa zaczęły się toczyć szybciej, a przesłuchania przynosiły coraz więcej informacji potrzebnych w wojnie z terroryzmem.
Miller zarekomendował też gen. Sanchezowi, by wojskowi wywiadowcy wykorzystywali w swojej pracy także strażników więziennych.
Wywiad, czyli Pappas
Krótko po wizycie gościa z Guantanamo do Abu Ghraib przeniósł swoją kwaterę dowódca 205. brygady wywiadu wojskowego płk Thomas Pappas - w raporcie gen. Taguby został on uznany za jednego z głównych odpowiedzialnych za tortury w tym więzieniu. Jednostka Pappasa przejmowała stopniowo kontrolę nad przesłuchaniami i prowadzeniem całego bloku więzienia od brygady żandarmerii wojskowej dowodzonej przez gen. Janis Karpinski.
Jednocześnie do jednostki Pappasa sprowadzono z Afganistanu doświadczoną śledczą kapitan Carolyn Wood. Jak ujawnił piątkowy "New York Times", to właśnie ona była prawą ręką szefów wywiadu i to właśnie ona wprowadzała nowe metody śledztwa. Znała je dobrze z więzienia w afgańskiej bazie Bagram. Gdy pod naciskami w listopadzie 2003 r. gen. Sanchez znacznie złagodził zaakceptowane wcześniej ostre techniki przesłuchań, kapitan Wood niczego u siebie nie zmieniła!
Cytowani przez "NYT" świadkowie twierdzą, że dowódca rządzącej w Abu Ghraib brygady wywiadu płk Pappas był pod ciągłą presją zwierzchników, w tym osobiście gen. Sancheza, by z więźniów wydobywać jak najwięcej informacji. W całym Iraku dokonywano zamachów, trwały starcia z partyzantami. - Po każdej wizycie u Sancheza w Bagdadzie płk Pappas wracał poszarzały, widać było, że znowu go strasznie zjechali - opowiadali "NYT" wysocy oficerowie ze sztabu Pappasa.
Obrona generalska
Jak bronią się dziś generałowie Sanchez i Miller? Twierdzą, że przesłuchania w takiej formie, o jaką im chodziło, nie są nielegalne. Do dziś nie jest jasne, czy, jak twierdzi magazyn "New Yorker", o stosowaniu tych metod wiedział także sekretarz obrony Donald Rumsfeld. Generałowie nie ukrywają, że podobne procedury stosowano w innych więzieniach w Iraku. Nigdzie indziej nie doszło jednak do nadużyć na taką skalę jak w Abu Ghraib.
Jak zauważają prawnicy, przepisy prawa międzynarodowego nie są w tych sprawach precyzyjne i dają się naciągnąć. - W konwencji genewskiej nie ma zapisu, że więzień powinien spać minimum trzy albo pięć godzin na dobę - mówi "Gazecie" prof. Gary Solis, specjalista od prawa wojny z uniwersytetu Georgetown. - Gdy zastanawiamy się, czy dozwolone jest palenie światła przez całą dobę, głośna muzyka, włączanie w celi bardzo wysokiej albo bardzo niskiej temperatury, trzeba zawsze widzieć konkretną sytuację. Nie ma definicji, które światło jest za ostre albo pali się za długo, jaka temperatura jest za wysoka albo za niska. W każdym przypadku trzeba rozważyć, czy granica została przekroczona, czy nie.
I tak właśnie broni się gen. Sanchez. Według jego rozkazów każdy przypadek użycia "procedur specjalnych" wymagał jego pisemnej zgody. Wydał ją tylko 25 razy i za każdym razem chodziło o umieszczenie więźnia w izolatce. Generałowie obwiniają oficerów na miejscu w Abu Ghraib. Choć nie wymieniają nazwisk, wiadomo, że chodzi o płk. Pappasa oraz szefującą strażnikom gen. Janis Karpinski.
Karpinski już została ukarana dyscyplinarnie i jej kariera wojskowa jest praktycznie skończona. W stosunku do Pappasa jest prowadzone śledztwo. Czy będzie on najwyższym rangą wojskowym, który w sprawie Abu Ghraib stanie przed sądem?
(Marcin Gadziński)
Autor: gazeta.pl