Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Druga bestialska egzekucja dokonana przez al Kaidę

Treść

Kolejnemu amerykańskiemu zakładnikowi terroryści z al Kaidy ucięli głowę. Morderca najprawdopodobniej został zabity przez saudyjską policję. - To morderstwo pokazuje prawdziwą twarz tych ludzi. To barbarzyńcy! - powiedział prezydent George Bush. - Ale Ameryka się nie przestraszy tych ekstremistycznych łajdaków!

49-letni inżynier Paul Johnson został tydzień temu porwany w Arabii Saudyjskiej. O egzekucji al Kaida poinformowała na jednej ze swoich stron internetowych. Zamieszczono tam oświadczenie porywaczy i trzy zdjęcia zamordowanego Johnsona. Na jednym widać odciętą głowę, część tułowia i nóż. Na drugim - rękę podnoszącą odciętą głowę. Na trzecim - oddzielone głowę i tułów. Dziennikarz telewizji al Arabija powiedział CNN, że widział też nagranie wideo z egzekucji. Saudyjskie władze poinformowały, że ciało zamordowanego znaleziono na przedmieściach Rijadu.

Amerykanin został zabity po upłynięciu 72-godzinnego ultimatum, jakie we wtorek al Kaida postawiła władzom Arabii Saudyjskiej na wypuszczenie wszystkich członków al Kaidy i wyjazd z kraju zachodnich pracowników.

- Tak jak obiecaliśmy, ukaraliśmy Amerykanina za to, co robił. Zasłużył na to - piszą mordercy Johnsona. - Niech ten akt rewanżu uzdrowi serca wiernych w Palestynie, Afganistanie, Iraku i na Płw. Arabskim.

Johnson pracował od lat w Arabii Saudyjskiej jako inżynier koncernu Lockheed Martin. Ostatnio - jak przyznał swoim porywaczom - naprawiał w Rijadzie systemy celownicze w amerykańskich helikopterach Apache.

Na moment upłynięcia ultimatum czekali z przerażeniem krewni i przyjaciele Johnsona wspólnie modlący się w jego rodzinnym miasteczku Little Egg Harbor w stanie New Jersey. Wszyscy znali los poprzedniego amerykańskiego zakładnika al Kaidy - porwanego w Iraku Nicka Berga, któremu odcięto głowę. Brutalne morderstwo na Bergu kilka tygodni temu wstrząsnęło Ameryką i zwiększyło - choć na bardzo krótko - poparcie dla wojny w Iraku.

W ostatnich dniach rodzina Johnsona wzywała amerykański i saudyjski rząd do negocjacji z terrorystami. Saudyjczycy toczący od kilku miesięcy wojnę z al Kaidą atakującą pracujących w tym kraju cudzoziemców, odmówili zwolnienia więźniów. Z drugiej strony saudyjski przyjaciel Johnsona publicznie wzywał porywaczy do wypuszczenia Amerykanina, twierdząc, że zamordowanie go jest wbrew islamowi i zostaną oni przeklęci. Te same argumenty powtarzali krewni Johnsona w rozpaczliwych wywiadach dla arabskich telewizji - w tym pochodząca z Tajlandii muzułmańska żona Johnsona, mając nadzieję, że terroryści zlitują się lub przynajmniej opóźnią wykonanie wyroku.

Apele w obronie Johnsona wygłosiło też kilku saudyjskich duchownych. Od dwóch dni 15 tys. saudyjskich policjantów przeszukiwało dom po domu dzielnice Rijadu, gdzie mógł być przetrzymywany Amerykanin.

Do porwania Johnsona przyznała się organizacja Szwadron z al Falludży.

Późnym wieczorem w piątek saudyjska policja po wielkiej obławie otoczyła w centrum Rijadu kilku członków al Kaidy. Stało się to w momencie gdy pozbywali się ciała Johnsona. Trzech z nich zginęło, wśród nich Abdulaziz al-Mukrin, przywódca al Kaidy w Arabii Saudyjskiej. Według większości źródeł al-Mukrin prawdopodobnie osobiście zamordował Johnsona. Zdaniem ekspertów 30-letni al-Mukrin, wyszkolony w Afganistanie Saudyjczyk, który walczył, m.in. w Bośni i Somalii, chciał, wykreować się na kolejną gwiazdę al Kaidy, tak jak udało się to zabójcy Nicka Berga, Abu Musabowi al Zarkawiemu.

(Marcin Gadziński, Waszyngton)

Autor: gazeta.pl