Dwaj Polacy zabici w Iraku
Treść
Dwóch byłych żołnierzy GROM pracujących dla amerykańskiej firmy ochroniarskiej Blackwater zginęło w sobotę w Bagdadzie. Iraccy napastnicy ostrzelali ochraniany przez nich konwój. Do ataku przyznała się grupa Musaba al Zarkawiego z al Kaidy.
Dwa samochody - jeden opancerzony, drugi terenowy - z siedmioma pracownikami Blackwater jechały na bagdadzkie lotnisko odebrać klienta lub towar, który mieli eskortować. - Ataki na tej drodze, łączącej lotnisko z bazą armii USA, są bardzo częste - powiedział nam rzecznik Blackwater Chris Bertelly. Według niego, napastników było 16-20 w czterech lub pięciu samochodach. Podjechali z różnych stron i ostrzelali konwój z broni automatycznej, koncentrując się na nieopancerzonym aucie. Załoga drugiego samochodu próbowała zasłonić kolegów. Nie udało się - terenówka wybuchła, najprawdopodobniej trafiona z granatnika przeciwpancernego. Z wraku wydobyto zwęglone szczątki ofiar - dwóch Polaków i dwóch Amerykanów. Trzem pozostałym (Polak i dwaj Amerykanie) udało się uciec. Zatrzymali samochód i dojechali do bazy sił koalicji w centrum Bagdadu. Polak ma kilka ran postrzałowych, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Prowadzone są procedury związane z identyfikacją oraz sprowadzeniem zwłok do Polski - powiedział w niedzielę rzecznik MSZ Bogusław Majewski.
Gromowcy niedawno wrócili z Iraku, gdzie pełnili służbę wojskową. Tam też firma Blackwater zaproponowała im kontrakt na takich samych warunkach, jak Amerykanie - za 15 tys. dol. miesięcznie. Zdaniem gen. Sławomira Petelickiego, b. dowódcy GROM, w Iraku w prywatnych firmach ochroniarskich pracuje kilkudziesięciu byłych polskich żołnierzy, a do wyjazdu szykuje się kilkuset kolejnych.
- Oni woleliby być w GROM-ie - mówi nam twórca tej jednostki gen. Sławomir Petelicki. - Wahali się, ale ponieważ płk Polko został zmuszony do odejścia, postanowili odejść z GROM-u.
Dowódca GROM Roman Polko odszedł na początku roku na wieść, że MON chce podporządkować jego formację nowemu pionowi jednostek specjalnych.
Do zamachu przyznała się organizacja kierowana przez Abu Musaba al Zarkawiego, uważanego za dowódcę al Kaidy w Iraku. Za jego głowę Amerykanie wyznaczyli 10 mln dolarów nagrody. "Brygady Dżamiat al Tawhid i Dżihad zorganizowały na drodze do lotniska w Bagdadzie zasadzkę na dwa samochody należące do CIA; w każdym z nich jechało czterech ludzi. Po zaciekłej bitwie mudżahedini spalili samochody i tych, którzy się w nich znajdowali" - można przeczytać na jednej ze stron internetowych używanych przez fanatyków islamskich. Takie oświadczenia są rutynowo wydawane po atakach, ich autentyczności nie da się zweryfikować.
W Iraku przebywa około 20 tys. ochroniarzy zatrudnionych w prywatnych firmach, często - jak Blackwater - ściśle powiązanych z Pentagonem. Zamiast zwiększać liczbę żołnierzy w Iraku, co byłoby ruchem niepopularnym, władze USA wolą wynajmować cywilów do zadań, które normalnie wykonuje wojsko. Iraccy partyzanci uważają uzbrojonych, potężnych ochroniarzy za agentów amerykańskiego wywiadu. To dlatego 31 marca powstańcy z al Falludży zabili czterech pracowników Blackwater i zmasakrowali ich zwłoki, powodując krwawy odwet armii USA i trwające przez miesiąc walki.
Według rzecznika Blackwater, zaatakowany w sobotę konwój wynajęła teksaska firma KBR powiązana z koncernem Halliburton (głównym zwycięzcą przetargów na odbudowę Iraku) do ochrony dostaw realizowanych przez jednego z podwykonawców. Podwykonawca ów, ESS, dostarcza armii żywność i wyposażenie kuchni.
- Blackwater zatrudnia byłych członków sił specjalnych z całego świata, oni znają się nawzajem i polecają swoich kolegów. Czasem zgłaszają się sami, czasem my im oferujemy pracę - tłumaczy rzecznik firmy. Polakom Blackwater zaproponował pracę w Iraku, gdzie niedawno służyli.
Kierowana przez gen. Sławomira Petelickiego Fundacja Byłych Żołnierzy Jednostek Specjalnych GROM ostatnio zawarła w USA kontrakty na wyjazdy dawnych gromowców do Iraku, do prywatnych firm pracujących dla armii USA. Generał zapewnił, że nie ma takiej umowy z firmą Blackwater. Do pracy w ochronie zgłosiło się kilkuset chętnych. Petelicki uważa, że MON chce zniszczyć GROM, więc odpływ najlepszych kadr będzie trwał. - W czasie kadencji [szefa sztabu generalnego Czesława] Piątasa z GROM odeszło stu komandosów - mówi Petelicki. Według jego szacunków, obecnie w Iraku przebywa już kilkudziesięciu byłych polskich żołnierzy pracujących dla firm prywatnych. - Będzie więcej, bo w Polsce nie ma zapotrzebowania na żołnierzy kształconych na zachodnich uczelniach - mówi rozgoryczony Petelicki.
Wiceszef MON Janusz Zemke namawia, by do minimum ograniczyć wyjazdy do Iraku. - Każdy, kto w obecnej sytuacji decyduje się na zarobkowy wyjazd do Iraku, musi się liczyć z olbrzymim ryzykiem - powiedział Zemke. Także MSZ apeluje, żeby cywile tam nie jeździli.
(Robert Stefanicki)
Autor: gazeta.pl