Grecja mistrzem Europy!!!
Treść
Po jedynej bramce głową padła Francji, po bramce głową padły Czechy, po bramce głową poddała się Portugalia. Mistrzem Europy jest GRECJA!!!
Wchodząc na murawę sędzia Merk przesunął dłonią po pucharze, którzy dwie godziny później wznieśli greccy piłkarze. Luis Figo też miał ochotę dotknąć trofeum. Ostatni z najwybitniejszych piłkarzy przełomu wieków, który przetrwał na tym niesamowitym, pełnym niespodzianek, Euro. Siedzieliśmy 10 metrów od niego, kiedy wyciągnął rękę. Zawahał się. I cofnął. "Najpierw trzeba wygrać" - musiał pomyśleć. A może przeczuwał najgorsze?
Właśnie to, co ujrzał po przerwie. Mijała 57. minuta twardej, zażartej walki. Wykonujący rzut rożny Seitaridis wrzucił piłkę w pole karne. Traianos Dellas, który w bliźniaczych okolicznościach pogrążył w półfinale Czechów, w ogóle się nią nie interesował. Ten obrońca o posturze gladiatora miał inne zadania. Przyparł do słupka portugalskiego bramkarza. Ricardo pewnie nawet nie widział, jak Angelos Charisteas frunie w powietrzu i nieubłaganie zbliża się do futbolówki. Dopadł jej, uderzył głową. Greckie sektory zapłonęły. Sen trwał nadal. Po Francji, Czechach, dzięki bramce zdobytej głową, na kolana padła Portugalia.
Padła, bo Deco i jego partnerzy ze środka pola co rusz bezradnie rozkładali ręce. Jak znaleźć lukę w perfekcyjnie zorganizowanej drużynie Greków? Którędy? Gdzie w ogóle jej szukać? Rywale zbudowali na boisku istny kreteński labirynt. Jakiej drogi nie wybrali gospodarze, trafiali na Minotaura. Czyli twardego jak skała greckiego obrońcę.
Historia kazała oczekiwać właśnie tego. Bo Euro zatoczyło koło. Portugalia - Grecja. Klęska gospodarzy wprawiła w ruch turniej sensacji. Kto jednak po wpadkach potęg struchlał, przeczuwając nudny finał z udziałem drużyn niedocenianych, nieprzesyconych nadmiarem triumfów, zamilkł.
Euro wróciło bowiem do punktu wyjścia tylko pozornie. Podczas otwarcia na murawę "wpłynęła" drewniana karawela, podobna do tej, na której Vasco da Gama ruszył w drogę do Indii. Wczoraj zobaczyliśmy nowoczesny okręt z bateriami słonecznymi i dwiema turbinami. Taką samą metamorfozę przeszli piłkarze Scolariego. Zaczynali skłóceni, chwiejni w obronie, przewidywalni w ataku. W trakcie turnieju przeobrazili się w drużynę nowoczesną, uporządkowaną na tyłach dzięki spokojowi Ricardo Carvalho, groźną w ofensywie dzięki wszechstronności wszędobylskich pomocników, których nie sposób nawet przypisać do konkretnych pozycji.
- Szykuję się na wojnę między Portugalią, która ma wszystko, prócz łowcy goli, a Grecją, będącą jak ściana, od której odbija się wszystko, co rywale przeciwko niej wyślą - ostrzył sobie zęby Bobby Robson, były trener reprezentacji Anglii.
Nawet on się pomylił. Dowodził, że Grekom wystarczy uniemożliwić grę długimi podaniami. Tymczasem nie minął kwadrans, gdy po wymianie szybkich podań na niewielkiej, zatłoczonej przestrzeni, oko w oko z bramkarzem Ricardo znalazł się Angelos Charisteas. Nie oddał groźnego strzału, ale Robson i tysiące fanów na stadionie przecierało zdumione oczy: piłkarze Rehhagela potrafią przeprowadzić wyrafinowane natarcie! Ci piłkarze, którym malkontenci wytykają archaiczny, prostacki styl z lat 80., ci sami, którzy Francję i Czechy bili dzięki wspaniałej grze w powietrzu i golom strzelonym głową...
Portugalczycy bardzo chcieli. Tak bardzo, że do piłki wrzucanej w pole karne przez Maniche startowali i Cristiano Ronaldo, i Miguel. Tak bardzo, że ten ostatni pierwszy strzał oddał z zupełnie nieprzygotowanej pozycji. Gospodarzy niepokoiło co innego. Ów pierwszy strzał padł dopiero po kwadransie...
A przecież Portugalia żyła finałem od kilkudziesięciu godzin. Wszystkie telewizje okrągłą dobę analizowały życiorysy piłkarzy, także greckich. "Wybiła nasza godzina" - wzywał dziennik "Record". Na niedzielnych mszach księża nawoływali do modłów i palenia świeczek za piłkarzy "selecao". Odwołano zaplanowane na wczoraj seanse filmowe i spektakle teatralne. Szaleństwo ogarnęło nawet dawne kolonie. Dzienniki z Makao, terytorium od pięciu lat podporządkowanego Chinom, pisały o "naszym finale", fani z Goa w Indiach oglądali mecz na telebimach, skandując "jesteśmy mistrzami Europy!"
Drogi, którymi zmierzał na stadion na stadion autobus z drużyną, wyłączono z ruchu. I tak jednak podróż trwała półtorej godziny, bo bohaterów pozdrowić chcieli wszyscy Portugalczycy - trzymający się za ręce i tworzący na poboczu ludzki łańuch. Nawet wzdłuż mostu Vasco da Gama - najdłuższego w Europie - autobusowi towarzyszyły motorówki, choć przejazd telewizja transmitowała na żywo.
Choć więc 10 milionów Portugalczyków chciało siłą woli wepchnąć piłkę do greckiej bramki, to Fissas, Kapsis, Dellas i Seitaridis, czyli kwartet potężnie zbudowanych obrońców, jeszcze przed przerwą sprawił, iż gospodarze stopniow zwalniali, aż wreszcie stanęli na własnej połowie i z niedowierzaniem spoglądali przed siebie. Tak było już do końca. Harował Ronaldo (ile odebrał rywalom piłek!), wyobraźnię wysilał wprowadzony po przerwie Rui Costa. Na sekundy przed końcem próbował Figo. On pragnął złota najbardziej. Chybił o centymetry.
Grecy przebyli długą drogę. Odrobili lekcje z portugalskiej historii. Jak Vasco da Gama przed wiekami wyruszył z Lizbony i przybił do portu, z którego wypłynął, tak piłkarze Rehhagela pierwsze zwycięstwo odnieśli na stadionie Dragao, by w finale pojawić się na leżącym na tym samym wybrzeżu Stadionie Światła. Legendarny odkrywca przywiózł odrobinę pieprzu, piłkarze zdobyli dla ojczyzny srebrny puchar. Wart znacznie więcej niż kruszec, z której go wykonano - rozsławił Grecję na cały świat.
A Rehhagel powinien czym prędzej wybrać się do starożytnej Olimpii. Już wkrótce przy posągu Zeusa Gromowładnego stanie prawdopodobnie jego własny pomnik.
PORTUGALIA - GRECJA 0:1
BRAMKA: Charistea (57., po dośrodkowaniu Basinasa)
ŻÓŁTE KARTKI: Costinha, Nuno Valente (Portugalia), Basinas, Seitaridis, Fyssas, Papadopoulos (Grecja)
Portugalia (4-5-1): 1-Ricardo; 13-Miguel (42., 2-Paulo Ferreira), 16-Ricardo Carvalho, 4-Jorge Andrade, 14-Nuno Valente; 6-Costinha (60., 10-Rui Costa), 18-Maniche, 20-Deco, 7-Luis Figo, 17-Cristiano Ronaldo; 9-Pauleta (74., 23-Nuno Gomes)
Grecja (4-4-2): 1-Antonis Nikopolidis; 2-Yourkas Seitaridis, 19-Michalis Kapsis, 5-Traianos Dellas 14-Takis Fyssas; 8-Stelios Giannakopoulos (76., 3-Stelios Venetidis), 7-Theodoros Zagorakis, 6-Angelos Basinas, 21-Costas Katsouranis; 15-Zisis Vryzas (81., 22-Dimitris Papadopoulos), 9-Angelos Charisteas.
Sędzia: Markus Merk (Niemcy)
(Michał Pol, Rafał Stec, Estadio da Luz)
Autor: gazeta.pl