Hiszpania w żałobie - 198 zabitych
Treść
Prawię dobę po zamachach w Madrycie, w których zginęło 198 osób, eksperci medycyny sądowej wciąż nie są w stanie zidentyfikować około 60-ciu ciał ofiar. Wśród 1421 rannych jest sześcioro Polaków. Wśród ofiar śmiertelnych są dwie Polki.
Według lekarzy, pełna lista ofiar zostanie opublikowana dziś rano. Jednocześnie hiszpańskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zamieściło na swych stronach internetowych listę nazwisk 1175-ciu osób spośród ponad 1400, które ranione przeżyły zamachy. Madrycki związek hotelarski oraz dwie hotelarskie sieci zaoferowały darmowe noclegi dla rodzin ofiar.
Okaleczone ciała przewieziono do kostnicy utworzonej w zajętym w tym celu centrum wystawieniczym.
W czwartkowych zamachach bombowych na cztery pociągi podmiejskie w Madrycie zginęło łącznie 198 osób, a 1421 zostało rannych, w tym 44 osoby są w stanie krytycznym - według hiszpańskich źródeł oficjalnych.
Według hiszpańskiego rządu, zamachy te, dokonane na trzy dni przed wyborami parlamentarnymi, są dziełem terrorystycznej baskijskiej organizacji separatystycznej ETA.
Jeden z pociągów, który stał się celem zamachu, jechał do centrum Madrytu z miejscowości Alcala de Henares, gdzie mieszka około 4 tysięcy Polaków. Wielu z nich dojeżdża do Madrytu do pracy. Na razie wiadomo, że wśród ciężko rannych jest Polak, przebywa on na oddziale intensywnej terapii.
"To jest masowe morderstwo" - powiedział premier Jose Maria Aznar po nadzwyczajnym posiedzeniu gabinetu. Obiecał schwytać sprawców i wyraził współczucie krewnym ofiar. Rząd ogłosił trzydniową żałobę narodową.
"ETA starała się dokonać masakry w Hiszpanii - powiedział minister spraw wewnętrznych Angel Acebes, przypominając niedawne udaremnione zamachy. - Niestety, dziś osiągnęła swój cel".
ETA zamierzała dokonać podobnego ataku w wigilię Bożego Narodzenia. Umieściła wtedy bomby w dwóch pociągach jadących do Madrytu. Bomby miały eksplodować na madryckim dworcu Chamartin, ale policja zatrzymała zamachowców i zapobiegła tragedii.
Acebes zwrócił też uwagę, że 29 lutego policja zatrzymała furgonetkę jadącą do Madrytu, wyładowaną 500 kilogramami materiału wybuchowego. Poza tym materiał wybuchowy użyty w czwartek był typowy dla ETA.
Ranni Polacy
Wśród rannych jest sześcioro Polaków. Wiadomo, że wśród rannych jest siedmiomiesięczna dziewczynka, która jest w stanie ciężkim.
Napływające informacje o Polakach wśród poszkodowanych są na bieżąco zamieszczane na stronie internetowej ambasady polskiej w Madrycie (www.polonia.es) - zapewniła Anna Wawrzyniak, attache prasowy ambasady polskiej w Madrycie.
Hiszpańskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w czwartek wieczorem opublikowało na swojej stronie internetowej listę osób rannych, które przebywają w madryckich szpitalach. Można ją znaleźć pod adresem internetowym http://www.mir.es/atentadomadrid/heridoshospitales.htm
Ewentualne informacje o osobach poszukiwanych można uzyskać pod numerem telefonu 0034-91 586 70 00. Telefony do konsulatu RP w Madrycie:0034-91 373 60 49, 0034-91 373 66 05, 0034-91 3769553.
Według informacji ambasady RP w Madrycie, jak dotychczas wśród śmiertelnych ofiar czwartkowych zamachów nie ma obywateli polskich. Polscy dyplomaci nie ukrywają jednak obaw, że wśród ofiar mogą być nasi rodacy.
Jeden z trzech pociągów, który stał się celem zamachu, jechał do centrum Madrytu z miejscowości Alcala de Henares, ok. 35 km na północ od stolicy. Mieszka tam kilka tysięcy Polaków. Wielu z nich dojeżdża do Madrytu do pracy - powiedział konsul Zbigniew Adamczyk.
Konsul zapewnił, że jest w stałym kontakcie z polską społecznością w Alcala de Henares i że trwa wymiana informacji między jego urzędem a mieszkającymi w tej miejscowości Polakami.
"Chciałbym uspokoić Polaków w kraju - powiedział na koniec Adamczyk. - Po zamachach w Madrycie są kłopoty z funkcjonowaniem telefonii, zwłaszcza komórkowej. Dodzwonienie się wymaga kilkakrotnych prób. To, że ktoś nie odbiera, nie oznacza, że ucierpiał w zamachach".
Amerykanie uważają, że jest jeszcze za wcześnie aby stwierdzić, kto stał za zamachami.
Amerykańskie agencje wywiadowcze oceniają, iż ataki miały cechy charakterystyczne zarówno dla baskijskiej organizacji separatystycznej ETA, jak i dla Al-Kaidy, powiedzieli w czwartek przedstawiciele władz USA.
Przedstawiciele USA sceptycznie podchodzą do przypisywania sobie ataku przez "Brygadę Abu Hafsa al-Masri", twierdzącą, że ma kontakty z Al-Kaidą. Mimo to, Amerykanie nie odrzucają całkowicie ewentualności, że to właśnie "Brygada" przeprowadziła zamachy.
"Ona nie jest głosem Al-Kaidy, nawet jeśli twierdzi, że tak jest", powiedział przedstawiciel władz USA. "W przeszłości wielokrotnie przypisywali sobie różne rzeczy. Nie jest jasne jakie są ich stosunki z Al-Kaidą", podkreślili.
Zdaniem specjalistów z USA, sposób przeprowadzenia zamachów miał elementy typowe zarówno dla Al-Kaidy, jak i ETA. Niektórzy politycy amerykańscy snują teorie, że Al-Kaida i ETA mogły połączyć siły w celu zorganizowania ataku.
Arnaldo Otegi, przywódca radykalnej baskijskiej partii Batasuna, uważanej za polityczne skrzydło ETA, zaprzeczył, by seria zamachów była dziełem tej organizacji i przypisał akty terroru, jak to ujął, "arabskiemu ruchowi oporu".
Jednak minister Acebes oświadczył, że dla władz jest "absolutnie jasne", iż zamachowcami byli ludzie ETA.
Policja hiszpańska poszukuje dwóch mężczyzn, którzy na krótko przed eksplozjami w Madrycie wsiedli do pociągu na stacji Atocha, ale zaraz wysiedli i oddalili się.
Ataku nie poprzedziły go żadne ostrzeżenia. Bomby zaczęły wybuchać o wpół do ósmej rano w pociągu podmiejskim wjeżdżającym na duży dworzec Atocha, węzłową stację pociągów dojazdowych, dalekobieżnych i madryckiego metra. O tej porze kilkadziesiąt tysięcy osób korzysta z podmiejskiej komunikacji kolejowej, by dotrzeć do stolicy.
Eksplozje nastąpiły w czterech pociągach na stacjach Atocha, Santa Eugenia i El Pozo lub w ich pobliżu. Wybuchów było łącznie trzynaście, ale trzy z nich przeprowadziła sama policja, detonując pod kontrolą bomby lub podejrzane obiekty.
Na dworcu Atocha silna eksplozja rozerwała ostatnie wagony pociągu. Ekipy ratunkowe wydobywały ofiary uwięzione między żelastwem i przenosiły je na noszach do karetek pogotowia. Przyjechało ok. 40 karetek, ale rannych było tam około 250, więc do pomocy włączyły się taksówki i liczni kierowcy prywatni, ściągnięto także autobusy. Wiele ciał leżało na torach.
Tłum zapłakanych podróżnych opuszczał stację Atocha, podczas gdy ratownicy wynosili ciała owinięte płachtami złocistego materiału. Zakrwawieni ludzie siadali na krawężnikach chodników i telefonowali z komórek, aby powiadomić bliskich, że przeżyli zamach. W obawie przed innymi bombami policja zaczęła przeszukiwać dworce i sprawdzać wszystkie pozostawione tam przez rannych torby, walizki i pakunki.
W okolicy dworca El Pozo policja zabroniła mieszkańcom wychodzenia z domów. Jedna kobieta dostała ataku serca. Ewakuowano mieszkańców budynku stojącego naprzeciwko stacji Santa Eugenia. Ponad 70 rodzin czekało, aż policja zakończy przeszukiwanie terenu.
Na poranny apel o oddawanie krwi dla rannych zgłosiło się tylu ochotników, że akcję przerwano już przed południem.
Z obawy przed przepełnieniem szpitali otwarto punkty ambulatoryjne na ulicach miasta. Do dwóch prowizorycznych szpitali tłumnie przybywały zakrwawione ofiary z ranami różnego stopnia.
Do szpitali, a także do miejsca tymczasowego składania zwłok w budynku Parku Juana Carlosa I, tłumnie przybywały osoby pytające o członków swoich rodzin.
Zamachy spowodowały chaos komunikacyjny w Madrycie. Podmiejskie linie kolejowe oraz część metra zamknięto, a na prawie wszystkich głównych ulicach stolicy powstały długie korki. Policja odradza podróżowania po mieście i nawołuje do zachowania spokoju.
Przywódcy europejscy potępili zamach. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Pat Cox przypomniał, że w niedzielę mają odbyć się w Hiszpanii wybory powszechne, i nazwał czwartkowy atak "wypowiedzeniem wojny demokracji".
Gdyby oskarżenia wysuwane wobec ETA potwierdziły się, byłby to najkrwawszy atak w historii tej organizacji. Od 1968 roku do czwartku baskijscy separatyści zabili ok. 850 osób; największy z dotychczasowych zamachów, na barceloński supermarket w 1987 roku, kosztował życie 21 osób. W zeszłym miesiącu ETA (Euzkadi Ta Askatasuna - co oznacza Kraj Basków i Wolność) ogłosiła jednostronne zawieszenie broni, ale ograniczyła je tylko do Katalonii.
(PAP, IAR, pi)
Autor: Gazeta.pl