Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Irak: Zginął polski żołnierz

Treść

W wyniku ataku na polski konwój, do którego doszło dziś rano w okolicach Hilli, zginął kpr. Marcin Rutkowski, a sześciu innych Polaków zostało rannych. Stan rannych żołnierzy jest stabilny.

Do wybuchu doszło w pobliżu miejscowości Mandlul, 16 km na północ od bazy w Hilli, obok przejeżdżającego drogą Babilon-Bagdad rutynowego patrolu polskich żołnierzy.

Poszkodowanym udzielono natychmiastowej pomocy na miejscu. Czterech rannych amerykański śmigłowiec ewakuacji medycznej przetransportował do szpitala w Bagdadzie, dwóch lżej rannych do Karbali. Według wstępnych ocen lekarzy, życiu żadnego z żołnierzy nie zagraża niebezpieczeństwo.

Operację jednego z żołnierzy, która odbyła się w Szpitalu Operacji Pokojowych w Karbali, obserwowali za pośrednictwem łączy satelitarnych lekarze z Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy. Żołnierz doznał powierzchownych ran mięśni, głębokich uda i pośladka, które zszyto. Operowany był przez cały czas przytomny.

Minister obrony Jerzy Szmajdziński powiedział dziennikarzom, że natychmiast zostały wydane wszystkie polecenia i rozkazy, aby we współpracy z irackimi służbami bezpieczeństwa podjąć próbę ustalenia sprawców tego zdarzenia.

- To byli żołnierze, którzy rozpoczynają swoją misję w trzeciej zmianie kontyngentu. W procesie przygotowania do tych czynności, które dziś wykonywali, odbyli szereg patroli z tymi, którzy kończą misję, a dziś odbywali piąty już patrol samodzielny. Żołnierze, którzy brali udział w tym patrolu, zostaną objęci opieką psychologiczną. W tej chwili przedstawiają swoje wrażenia, i opisują to zdarzenie, bo ustalenie wszystkich szczegółów jest istotne dla wyciągania wniosków, które mają zapewnić jak największe bezpieczeństwo dla naszych żołnierzy w kolejnych operacjach - powiedział szef MON.

- O tym jaka to była mina, będzie więcej można powiedzieć po zbadaniu. Wiele wskazuje na to, że były to trzy pociski i zostały odpalone zdalnie, najprawdopodobniej drogą radiową - dodał Szmajdziński.

Bomby domowej roboty, w amerykańskim żargonie wojskowym noszące nazwę "improwizowanych urządzeń wybuchowych", w skrócie IED (od "improvised explosive device"), są najpopularniejszą bronią terrorystów, którzy podkładają je na poboczu dróg lub ulic i zdalnie uruchamiają ładunek sygnałem radiowym, gdy w miejscu zasadzki znajdzie się pojazd lub pieszy patrol wojsk koalicyjnych.

24-letni kapral nadterminowy Marcin Rutkowski zostawił żonę i 3-letniego syna. Od dwóch lat pełnił służbę wojskową w 1. brygadzie artylerii w Węgorzewie. Kapral jest 11. polską ofiarą interwencji w Iraku. Wcześniej śmierć poniosło sześciu żołnierzy i czterech cywili.

W listopadzie ubiegłego roku zginął mjr Hieronim Kupczyk. W grudniu, podczas czyszczenia broni, śmiertelnie postrzelony został starszy szeregowy, Gerard Wasielewski. W maju nieznani sprawcy ostrzelali samochód, którym jechali Waldemar Milewicz i Mounir Bouamrane - dziennikarze TVP. Dzień później zginęło dwóch polskich żołnierzy, jeden w wypadku samochodowym, drugi w wybuchu miny-pułapki. W czerwcu najpierw śmierć poniosło dwóch polskich cywilów-pracowników amerykańskiej firmy ochroniarskiej Blackwater USA, byłych żołnierzy jednostki specjalnej GROM, a kilka dni później w wyniku ataku moździerzowego zginęło dwóch saperów.

Autor: interia.pl