Korzeniowski: dziś złoto, jutro emerytura
Treść
Wypruł do przodu na 30 km. Zgubił największego rywala Rosjanina Niżegorodowa. Na stadion wszedł sam z ogromną przewagą. W ostatnim olimpijskim starcie Robert Korzeniowski zdobył czwarty złoty medal!
Z niczym nieporównywalny wyczyn: trzecie igrzyska i czwarty złoty medal. Robert Korzeniowski nie zawiódł. W chodzie na 50 km zdobył trzeci najcenniejszy medal w Atenach dla Polski.
Wystartował niesamowicie. Wygladało tak, jakby tylko Polak obudził się o szóstej rano na początek zawodów, a rywale jeszcze spali. Do 15 km maszerowała czwórka: Rosjanin Denis Niżegorodow (rekordzista świata z tego roku), Chińczyk Caohong Yu oraz brązowy medalista ateńskich igrzysk na 20 km Australijczyk Nathan Deakes. Ta grupa miała ponad dwie minuty przewagi nad resztą stawki, w której szli pozostali dwaj Polacy Roman Magdziarczyk i Grzegorz Sudoł.
Roberta cały czas zagrzewało do walki mnóstwo kibiców. Co i raz słychać było okrzyki: "Polska, Polska" i "Korzeń, Korzeń". Przed występem Korzeniowski mówił: - Czasem mi się śni, że spóźniam się na start. Na szczęście potem doganiam wszystkich zawodników. Wszystko jest pod kontrolą - we śnie też.
I w rzeczywistości. Po pokonaniu 30 km Polak zaatakował. Zgubił Rosjanina, który dodatkowo dostał od sędziów ostrzeżenie. Dramat przeżył Australijczyk, jedyny który nadążał za Polakiem. Sędziowie ściągnęli go z trasy. Nathan Deakes strasznie się popłakał. Z trasy musiał też zejść utytułowany Włoch Giovanni de Benedictis. Polak miał jedno ostrzeżenie.
Zawodnicy zmagali się z upałem. Już o godz. 7 rano temperatura przekraczała 25 stopni Celsjusza. Korzeniowski często polewał się wodą. Na trasie wypił jej ok. 6 litrów. Szedł bez czapki - podobno skonsultował to z siostrą Sylwią Korzeniowską, która już startowała w Atenach. Woda daje większą ochronę niż czapka.
Robert wpadł na stadion o godz. 9.38, w czasie tylko nieco gorszym od rekordu olimpijskiego (3,38.46). Porwał biało-czerwoną flagę, chwycił ją w zęby i przekroczył linię mety. Złoto!
Za Polakiem dramat przeżywał Rosjanin. Wszedł na stadion słaniając się, skrajnie wyczerpany. Na bieżni upadł i zemdlał. Wstał. Zdobył srebro. Brąz dla innego Rosjanina Aleksieja Wojewodina.
Obaj pozostali Polacy znakomicie: w pierwszej ósemce - na 6. i 7. miejscu.
Autor: gazeta.pl