Morderstwo na Legnickiej
Treść
Kto zabił 20-letnią dziewczynę w mieszkaniu, którego strzegł pies? Od niedzieli szczecińska policja szuka wyjaśnienia tragicznych wydarzeń z ul. Legnickiej.
Niedziela, godz. 11, wieżowiec przy ul. Legnickiej, po pięć mieszkań na piętrze. Teresa Jóźwiak z parteru słyszy głośny lament. Żeby sprawdzić, co się dzieje, idzie dwa piętra w górę. - Przed jednym z mieszkań stoi kobieta z komórką w ręku i krzyczy: "Zamordowali mi dziecko" - opowiada "Gazecie" wstrząśnięta. Przez drzwi zobaczyła leżące w łazience ciało młodej dziewczyny.
- Jedna rana kłuta w szyi, ślady szamotaniny - podał wczoraj nadinspektor Andrzej Gorgiel, komendant wojewódzki policji (był osobiście na miejscu zdarzenia, bo - jak tłumaczył - za dużo tragedii w ostatnich dniach dotyczy młodych ludzi). Więcej szczegółów na temat morderstwa oraz ofiary policja i prokuratura poskąpiły: nie wiadomo nawet, czym został zadany cios. Przez kilka godzin wieżowca strzegł policyjny patrol, funkcjonariusze spisywali nazwisko każdego, kto wychodził i wchodził do środka, a wpuszczali tylko mieszkańców.
Według sąsiadów 20-latka od sierpnia wynajmowała kawalerkę. Mieszkała w niej ze swoim chłopakiem i psem - średniej wielkości czarnym mieszańcem. W niedzielę matka przyszła ją najpewniej odwiedzić. Za zamkniętymi drzwiami odkryła jednak zwłoki córki. Zawiadomiła pogotowie i policję. W mieszkaniu nie było chłopaka ofiary. - Według informacji, które zebraliśmy, wyjechał do Gdańska - mówi Gorgiel.
- To była miła i spokojna dziewczyna - wspomina Alicja Wróblewska, sąsiadka z drugiego piętra. Regularnie dostarczała dziewczynie bieżące rachunki, ale nie pamięta jej imienia. Tak samo pięcioro innych sąsiadów, których o to spytaliśmy. - Szczupła, niewysoka brunetka. Pies miał na imię Baka, ale jak dziewczyna...? Nie wiem - przyznaje Teresa Jóźwiak z szóstego piętra.
Pani Jola z sąsiedniego bloku, właścicielka Apisa, też znała dziewczynę ze spacerów z psem: - Trzy tygodnie temu wypytywał mnie o nią jakiś mężczyzna: taki elegancki, płaszczyk trzy czwarte, z komórką w ręku. Też nie mówił, jak ona ma na imię. Tylko pytał, gdzie mieszka dziewczyna z dużym, czarnym psem - mówi pani Jola.
Do morderstwa doszło najpewniej w nocy z soboty na niedzielę albo wcześnie rano, bo kilku sąsiadów widziało wałęsającą się rankiem po okolicy Bakę. Pierwszy - ok. 5 rano mąż pani Jóźwiak, wracając z ryb. Potem Wróblewska - kiedy wychodziła do kościoła przed siódmą rano:- Warczała na mnie spod drzwi dziewczyny tak, że się przestraszyłam i cofnęłam do mieszkania - mówi. Pani Jola: - Nigdy dotąd ten pies nie był wypuszczany sam.
Policja szuka wskazówek, które pomogą rozwikłać zagadkę. Funkcjonariusze zabrali Bakę do weterynarza. - Trzeba sprawdzić, czy pies nie ma jakiś ran, czy w jakiś sposób brał udział w tym zdarzeniu. Bo przecież powinien bronić właścicielki przed atakiem ze strony obcej osoby- mówi komendant Gorgiel.
Aleksandra Pezda
Autor: gazeta.pl