Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Może być drożej

Treść

Nawet szesnaście miliardów złotych może kosztować budżet państwa liberalizacja rynku energii. Tyle rząd może zapłacić bankom, w ramach rekompensaty, za zerwanie tzw. kontraktów długoterminowych w energetyce. Ma to zapewnić swobodę wyboru dostawców i umożliwić Polskim Sieciom Elektroenergetycznym zakup energii bez ograniczeń cenowych i ilościowych. Część ekspertów przestrzega jednak przed zbytnim optymizmem. Może się bowiem okazać, że dostawcy energii podniosą jej ceny, wycofując swoje wkłady kapitałowe, za które nabyły elektrownie. Specjaliści podkreślają, że nigdzie na świecie po liberalizacji rynku nie odnotowano spadku cen energii.
Prawie 60 proc. energii elektrycznej w Polsce dostarczane jest na zasadzie kontraktów długoterminowych zawartych z jej wytwórcami przez Polskie Sieci Elektronergetyczne. W tej sytuacji banki kredytujące producentów mają gwarancję, że przychody ze sprzedaży pozwolą na spłatę zadłużenia zaciągniętego na potrzeby realizacji inwestycji. PSE obawiają się jednak kłopotów w przypadku utrzymania skupu po cenach zawartych w kontraktach i liczą na ich spadek po liberalizacji rynku.
Negocjacje z wytwórcami energii oraz z instytucjami finansowymi, dotyczące wielkości rekompensat z tytułu przyszłych dochodów utraconych wskutek rozwiązania kontraktów długoterminowych, oraz uzgodnienia międzyresortowe powinny zakończyć się pod koniec tego miesiąca. - Negocjacje powinny zakończyć się do końca października. Następnie ustawa trafi pod obrady Rady Ministrów - poinformowano nas w biurze prasowym Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej. Nie wiadomo jednak, czy ten termin zostanie dotrzymany. Według wcześniejszych planów, rząd miał zająć się projektem ustawy rozwiązującej KDT (kontrakty długoterminowe) do połowy września. Projektodawcy przesłali bankom kredytującym inwestycje w elektrowniach projekt ustawy o KDT z prośbą o komentarze. Pomysł ten nie spodobał się do tego stopnia, że bankowcy zagrozili procesami. Większość zagranicznych inwestorów nie zadowoli się tylko zwrotem zainwestowanych środków. Oczekują odszkodowania także z tytułu utraconych korzyści. Eksperci zajmujący się rynkiem energii szacują, że na rekompensaty dla wytwórców energii potrzeba będzie... 14-16 mld zł. Jak trudne są to rozmowy, świadczy przełożenie terminu zakończenia negocjacji z bankami. Wcześniej planowano, że rozmowy zakończą się najpóźniej do końca września.
Projekt ustawy o KDT jest związany z liberalizacją krajowego rynku energii elektrycznej. Elektrownie zawierały kontrakty długoterminowe w latach 1993-2000 z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi. Określały one cenę energii, po której będzie ona kupowana przez PSE, i były swego rodzaju zabezpieczeniem kredytów, które elektrownie otrzymywały m.in. na modernizację. W ustawie zaproponowano, że kontrakty te zostaną rozwiązane, a firmy, które były ich stronami, będą mogły liczyć na rekompensaty. Środki na wypłatę mają pochodzić z jednorazowej emisji obligacji. Pod koniec lipca br. rząd zgodził się na wyemitowanie przez PSE w drugim kwartale 2004 r. na rynkach międzynarodowych obligacji o wartości 12-14 mld zł na ten cel.
Zgodnie z planami, rozwiązanie kontraktów długoterminowych ma się przyczynić do stworzenia systemu swobodnego wyboru dostawców energii. Rynek ma weryfikować poziom kosztów wytwarzania energii, wpływać na wysokość cen i wymuszać odpowiednią jakość dostaw. - Bez rozwiązania KDT nie może być mowy o rzeczywistym uwolnieniu rynku energii elektrycznej. Jest to warunek konieczny do liberalizacji sektora energetycznego i stworzenia warunków do rozwoju konkurencyjnego rynku obrotu energią elektryczną - twierdzi Regina Wegnerowska, rzecznik PSE. Według niej, rozwiązanie KDT jest warunkiem zachowania stabilności finansowej sektora energetycznego. - Dla przedsiębiorstw elektroenergetycznych utrzymanie KDT oznaczać będzie zapaść finansową, dla PSE SA także, co stanowić będzie oczywiste zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego państwa - dodała. Eksperci podzielają opinię, że kontrakty przeczyły grze rynkowej w zakresie zarówno zakupu energii, jak i cen. - Rozwiązanie KDT powinno umożliwić PSE szukanie najbardziej korzystnych dostawców i kupowanie już bez ograniczeń cenowych i ilościowych - zauważa prof. Włodzimierz Bojarski, emerytowany pracownik Polskiej Akademii Nauk. Przestrzega jednak producentów i odbiorców krajowych przed nadmiernym optymizmem. - Może się okazać, że dostawcami będą zagraniczne elektrownie czy systemy energetyczne. Rozwiązanie KDT teoretycznie mogłoby doprowadzić do obniżenia cen energii, gdyby były tym zainteresowane zarządy energetyczne. Wydaje mi się, szczególnie po prywatyzowaniu zakładów dystrybucyjnych, że koszty mogą maleć, a ceny rosnąć. Na pewno zagraniczny inwestor będzie jak najszybciej podnosił ceny i wycofywał swój wkład kapitałowy, za który nabył elektrownię czy też zakład energetyczny. Nie sądzę, by to się mogło istotnie i korzystnie odbić na końcowych odbiorcach energii - stwierdził prof. Bojarski. Może się więc okazać, że przy wzroście cen energii kondycja niesprzedanych jeszcze zakładów energetycznych czy elektrowni wcale nie ulegnie poprawie.
Robert Popielewicz
Nasz Dziennik 7-10-2003

Autor: IAP