"New Yorker" oskarża Donalda Rumsfelda
Treść
Szef Pentagonu Donald Rumsfeld nie tylko wiedział o brutalnych przesłuchaniach więźniów w Afganistanie i Iraku, ale sam te metody zatwierdził - uważa tygodnik "New Yorker". Pentagon gwałtownie zaprzecza.
Według Seymoura Hersha, znanego reportera śledczego, Rumsfeld zgodził się na przeniesienie z Afganistanu do Iraku tajnego programu przesłuchań, który przewidywał użycie nacisku psychicznego i fizycznego. W publikowanym dziś w USA artykule Hersh twierdzi, że Rumsfeld osobiście podpisał rok temu zgodę na przeniesie programu do Iraku.
Wiele z metod stosowanych w bagdadzkim więzieniu Abu Ghraib miało być zatwierdzonych właśnie przez autorów tego programu, np. poniżanie seksualne więźniów poprzez fotografowanie ich nago lub w pozycjach seksualnych. Według informatorów Hersha znane już na całym świecie zdjęcia pokazujące znęcanie się nad jeńcami w bagdadzkim więzieniu były robione na zlecenie oficerów wywiadu i były częścią taktyki przesłuchań. Wielu więźniów, obawiając się reakcji swej rodziny i znajomych, miało bowiem wybierać współpracę z Amerykanami w zamian za nieujawnianie tych zdjęć.
Jeśli informacje "New Yorkera" są prawdziwe, to potwierdzą zeznania siedmiorga oskarżonych dotąd strażników z Abu Ghraib, którzy zeznali, że więźniowie byli poniżani i fotografowani na wyraźny rozkaz oficerów wywiadu. Nie ma już wątpliwości, że prokuratura wojskowa postawi przed sądem polowym większość strażników z jednego bloku Abu Ghraib, gdzie dochodziło do maltretowania więźniów.
W Waszyngtonie nadal toczy się jednak debata na temat prawnej i politycznej odpowiedzialności za wydarzenia w Bagdadzie najwyższych rangą oficerów i urzędników Pentagonu. Donald Rumsfeld, jego zastępcy i szef sztabu generalnego bronili się podczas przesłuchań w Senacie USA, twierdząc, że nigdy nie zatwierdzali tak brutalnych metod przesłuchiwania więźniów. "New Yorker" - gazeta znana zarówno z doskonałych źródeł, jak i olbrzymiej niechęci do Busha - twierdzi teraz, że Pentagon od początku wiedział o wszystkim, co działo się w więzieniach w Iraku oraz w Afganistanie.
Biały Dom zaprzecza gwałtownie twierdzeniom "New Yorkera". Wysocy rangą urzędnicy przyznają jednocześnie, że w Afganistanie i w Iraku działa specjalna grupa, której zadaniem jest jak najszybsze łamanie pojmanych wysokich rangą członków al Kaidy i liderów irackiej partyzantki. Dziennik "New York Times" ujawnił w piątek, że grupa ta otrzymała zgodę przełożonych m.in. na straszenie przesłuchiwanych śmiercią oraz pozbawianie ich snu i jedzenia.
Artykuł "New Yorkera" oznacza, że afera polityczna wokół maltretowania więźniów w Abu Ghraib nabierze teraz nowego impetu. Senator Joe Biden, czołowy przedstawiciel Demokratów w komisji spraw zagranicznych, powiedział wczoraj, że "zdrowy rozsądek wskazuje, że strażnicy z Abu Ghraib nie działali w próżni". - Ktoś na górze godził się na te działania i ten ktoś musi ponieść konsekwencje - uważa Biden.
Według Bidena, który popiera inwazję na Irak, Bush "zostanie rozliczony przez wyborców przede wszystkim z sukcesu lub porażki tej wojny". - Skandal w Abu Ghraib może Busha kosztować wiele głosów - uważa. - Ta sprawa nie umrze śmiercią naturalną.
(Bartosz Węglarczyk)
Autor: Gazeta.pl