Nie wyleci za "cieplny efekt"
Treść
Dyrektor szpitala w Gryficach (Zachodniopomorskie) Krzysztof Kozak pozostanie na swoim stanowisku. W placówce odbyło się trzydniowe referendum, w którym załoga opowiedziała się za swoim dyrektorem.
Dyr. Kozak kilka dni temu wysłał do podległych mu kierowników pismo, w którym napisał m.in. że "spanie pielęgniarek z lekarzami poprawi efekt cieplny zainteresowanych osób, a zakład uchroni przed koniecznością zakupu ciepłej bielizny nocnej".
Jak wyjaśnił później, list był ironiczny i chciał nim wykpić fakt, że podczas spotkania ze związkowcami zajmowano się nie ochroną praw pracowniczych, ale "zaglądano komuś do łóżka", informując, że pielęgniarki śpią z lekarzami .
Kozak poinformował, że frekwencja w referendum wyniosła niemal 73 proc., z czego nieco ponad 60 proc. biorących udział w referendum poparło dyrektora.
Głosowanie na prośbę samego Kozaka zorganizowały w szpitalu związki zawodowe. - Musiałem poddać się weryfikacji po tym, gdy publicznie oskarżano mnie m.in. o korupcję, łamanie ustawy o związkach zawodowych oraz tolerowanie "spania lekarzy z pielęgniarkami" - wyjaśnił Kozak. Dodał, niektórym związkowcom nie podobało się też, że poprosił o to, by pracownicy zakładu brali dobrowolne, bezpłatne dwutygodniowe urlopy z powodu trudnej sytuacji finansowej szpitala.
Kozak wyjaśnił, że szpital ma 12-milionowe zadłużenie, które powstało od kwietnia ubiegłego roku, kiedy to Narodowy Fundusz Zdrowia zmniejszył dochody placówki o 37 proc.
Dyrektor poinformował także, że podczas czwartkowego zebrania Rady Okręgowej Izby Lekarskiej nie dopatrzono się w jego zachowaniu istotnych uchybień.
Wcześniej Regionalny Sekretariat Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność" Pomorza Zachodniego poprosił na piśmie Okręgowa Izbę Lekarską (OIL) o pomoc "w rozwiązaniu problemów dr. Krzysztofa Kozaka". Związkowcy prosili Izbę, by ta "zwróciła uwagę na osobę dr Krzysztofa Kozaka", ponieważ "martwi ich sposób, w jaki komunikuje się on ze swoim otoczeniem". Jako przykład związkowcy załączyli wspomniane wyżej pismo.
- Członkowie rady nie mieli wątpliwości, że mój list był żartem i ironią - powiedział dyrektor.
(PAP)
Autor: interia.pl