Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Noc sylwestrowa na izbie przyjęć

Treść

Tylko dziesięć osób z poparzonymi od petard rękami trafiło w noc sylwestrową na izbę przyjęć szpitala przy ul. Unii Lubelskiej. - Spokojnie jak nigdy - podsumowali sylwestra lekarze

Pod izbę przyjęć karetki z poparzonymi zaczęły podjeżdżać kilkanaście minut po północy.

- Z Dąbia mam pacjenta, po drinku odpalanie już tak sprawnie nie idzie - mówi lekarz pogotowia Stanisław Zajączek. - Od petardy to dopiero pierwszy, tak to się pijanych zbiera, ale ich albo na policję, albo do domu odwozimy.

Mężczyzna trafił na stół zabiegowy, stracił czubek palca. Zaraz za nim ustawiło się w kolejce kilkoro następnych ofiar nocnego szaleństwa.

- Jakaś "lewa" petarda była - opowiada Rafał z imprezy domowej przy ul. Wawrzyniaka. Jemu eksplodująca petarda poparzyła tylko rękę. - Ledwo podłożyłem ogień, a ta wybuchła. Teraz będę na pewno bardziej z tym sprzętem uważał.

Ucierpieli też ci, którzy nie chcieli mieć z petardami nic wspólnego. - Przywiozłem żonę - mówił ubrany w szkocki kilt prezes Agryfu David Woolfall. - Bawiliśmy się w Colorado, wyszliśmy po północy na zewnątrz i wtedy petarda uderzyła ją w rękę. Na szczęście nic wielkiego się nie stało, to tylko poparzenie, zaraz wracamy.

Ale i tak przez kilka godzin pełne ręce roboty miała szóstka lekarzy i pielęgniarek.

- Już sześć osób przyjęliśmy, czasem trzeba amputować palec albo po prostu opatrzyć oparzenia - mówi dyżurny lekarz Piotr Prowans. - Ludzie są nierozważni. Alkohol, brawura, a potem taki efekt. Nic wielkiego się dzięki Bogu nie stało.

Lekarze ocenili tego sylwestra jako noc "w miarę spokojną". - Dwa czy trzy lata temu, to taki dyżur miałem, że od siódmej rano w sylwestra do Nowego Roku rano z karetki nie wychodziłem - przypomina Stanisław Zajączek. - Mam nadzieję, że do rana już nic wielkiego się nie wydarzy.

Życzenie się spełniło. Lekarze z kliniki chirurgii ręki przy ul. Unii Lubelskiej przyjęli w sylwestra tylko dziesięciu pacjentów.

Marcin Górka

Autor: gazeta.pl