Odpowie za śmierć rajdowca
Treść
50-letniej dróżniczce, która nie opuściła szlabanu na przejeździe kolejowym, na którym zginął Janusz Kulig, prokuratura postawiła zarzuty spowodowania katastrofy w ruchu lądowym zagrażającej życiu i zdrowiu wielu osób. Grozi jej kara od 2 do 12 lat więzienia.
Kilkadziesiąt zniczy pali się w okolicy przejazdu kolejowego w Rzezawie w Małopolsce. W miejscu, gdzie zginął tragicznie Janusz Kulig - wielokrotny rajdowy mistrz Polski i wicemistrz Europy. Co kilka minut zatrzymują się ludzie, którzy chcą oddać hołd zmarłemu.
W miejscu wypadku palą się znicze. Ludzie przychodzą, by oddać hołd zmarłemu. Tyle razy ryzykował, a zginął w tak prozaiczny sposób - mówi jeden z przechodniów.
Janusz Kulig miał 34 lata. Trzy razy był rajdowym Mistrzem Polski w klasyfikacji generalnej. Dwa razy zdobywał tytuł wicemistrza. Na swoim koncie miał kilkanaście zwycięstw w eliminacjach rajdowych mistrzostw kraju.
Dwa lata temu był blisko tytułu Mistrza Europy. Wywalczył drugie miejsce. Miał na swoim koncie starty w rajdowych mistrzostwach świata. Uśmiechnięty, inteligentny, świetny kierowca - jeden z lepszych w Europie. Wielokrotnie stawał na podium rajdowych mistrzostw Polski.
Rywale i jednocześnie koledzy z trasy nie mogą się pogodzić ze śmiercią Janusza Kuliga. - Dla mnie był to naprawdę wielki kolega i zawsze z wielkim szacunkiem o nim mówiłem i do niego się odnosiłem. Bardzo ubolewam, że Janusza już nie ma i długo jeszcze się z tym nie pogodzę - mówił w RMF Leszek Kuzaj.
Tomasz Czopik, aktualny rajdowy mistrz Polski przy Kuligu uczył się jazdy. - Jak w połowie roku zginął mój przyjaciel i sponsor, patrzyłem w niebo jadąc na rajdzie. Teraz będę tam widział więcej osób - mówi.
- Kulig potrafił z samochodem zrobić wszystko, ale na przejeździe kolejowym nic się nie da zrobić. To jak spotkanie z pędzącą ścianą metalu - mówi Krzysztof Hołowczyc.
Do tragedii doszło 13 lutego tuż przed godz. 18. na strzeżonym przejeździe kolejowym w Rzezawie na trasie Kraków - Tarnów. Samochód Kuliga - Fiat Stillo - dosłownie wjechał pod koła pociągu relacji Zielona Góra - Zamość. Auto uderzone w przód, odbiło się od słupa trakcji elektrycznej. Rajdowiec zmarł po kilku minutach.
Przejazd powinien być zamknięty, jednak dróżniczka z niewiadomych przyczyn nie opuściła szlabanu. Policja ustaliła, że kobieta była trzeźwa. - Zarzut został przedstawiony, jednak przesłuchanie kobiety w prokuraturze i doprowadzenie do sądu jest obecnie niemożliwe, ponieważ nadal jest ona w szoku i po zasłabnięciu przewieziono ją do szpitala w Bochni - wyjaśniła rzecznik prokuratury okręgowej w Tarnowie, Bożena Owsiak.
Według niej, dotąd nie udało się ustalić dlaczego dróżniczka nie zamknęła szlabanów. Kobieta wiedziała o nadjeżdżającym pociągu, ponieważ informowała ją o tym telefonicznie stacja w niedalekiej Bochni.
Pogrzeb Janusza Kuliga odbędzie się w środę w rodzinnym Łapanowie.
Autor: INTERIA RMF PAP