Oskarżeni o zabójstwo portierki Uniwersytetu Szczecińskiego uniewinnieni
Treść
Sensacyjny wyrok w procesie wyjaśniającym jedną z najgłośniejszych szczecińskich zbrodni ostatnich lat - zabójstwo portierki z uniwersytetu. Sąd okręgowy uniewinnił w czwartek oskarżonych
Anna G., Robert K. i Waldemar O. siedzą w areszcie ponad dwa lata. W czwartek po ogłoszeniu wyroku Waldemar O. wycałował swoją obrończynię. Sędziowie nie szczędzili słów krytyki pod adresem policji i prokuratury: - Niewątpliwie było zapotrzebowanie na wykrycie sprawców tej zbrodni - stwierdziła sędzia Teresa Wandzilak. - Ale prokurator nie potrafił udowodnić winy oskarżonym.
Portierka Henryka K. zginęła 18 lipca 2000 r. Zrabowano wtedy wart 36 tys. zł sprzęt komputerowy. Setka policjantów szukała sprawców. Komendant wojewódzki wyznaczył wysoką nagrodę. Bez efektu. Na dozorców szczecińskich uczelni padł strach. Przeszkolono ich, jak reagować w sytuacjach zagrożenia.
W 2001 r. przesłuchiwana w innej sprawie Anna G. zabójstwem tym obciążyła siebie, swego konkubenta Roberta K. i jego kolegę Waldemara O. Mówiła, że w nocy zapukała do drzwi uniwersytetu, powiedziała portierce, że zepsuło jej się auto i musi wezwać pomoc. Dozorczyni otworzyła. Wtedy do środka wtargnęli mężczyźni. Pobili portierkę, zakleili jej usta taśmą. Kobieta zmarła. Dwa dni później Anna G. odwołała swoje zeznania. Tłumaczyła, że chciała w ten sposób ukarać konkubenta za zdradę, a kolegę za poznanie ukochanego z nową kobietą.
W toczącym się od grudnia 2002 r. procesie nie udało się zebrać żadnych dowodów. Prokurator do końca trzymał się wersji Anny G. Chciał dla niej 15 lat więzienia, a dla jej domniemanych wspólników po 25 lat. Obrońcy punktowali: - Jest ślad buta nr 45, a wszyscy oskarżeni noszą mniejsze. Technicy mówią, że sprawcy weszli oknem, a Anna, że drzwiami. Zmarła była niezwykle ostrożna, nawet wobec ludzi z uczelni, i tak nagle w nocy otworzyła drzwi obcemu?
- Ustalenia na miejscu zbrodni nie przystają do opowieści Anny G. - mówiła wczoraj sędzia. Przypomniała, że nie wszystkie hipotezy śledztwa zostały należycie udokumentowane - np. jeden z kręgu podejrzanych nie zgodził się na zbadanie DNA i nie wyjaśniano dalej jego ewentualnego udziału w zbrodni. - Zbyt wiele tu wątpliwości, a lepiej dziesięciu winnych zostawić na wolności, niż skazać jednego niewinnego - uzasadniała sędzia Wandzilak. Przypomniała ostatnie szczecińskie wpadki, m.in. tę kiedy to podejrzany o napady na banki przesiedział dwa lata, nim znaleziono prawdziwych sprawców przestępstwa.
Robert K. i Waldemar O. uważają, że jako karani (m.in. za włamania i kradzieże) byli świetnymi kandydatami na oskarżonych. Chcą zaliczenia aresztu na poczet kar za inne czyny, za które są sądzeni. Prokurator zapowiedział apelację.
(Monika Adamowska )
Autor: Gazeta.pl