Pierwsza recenzja "Shreka 2" z Cannes
Treść
"Shrek 2" dobrze wpisał się w konkurs festiwalu w Cannes. Wróżka z tego filmu zachowuje się jak współczesny monopol: wykupiła prawo do wszystkich bajek, a teraz dybie na królewnę Fionę
"Shrek 2" bardzo pasuje do tegorocznego konkursu w Cannes, jest bowiem baśnią kontestacyjną, antydisneyowską, i to bardziej niż jej pierwsza część. Rzadko się zdarza, żeby sequel filmowego przeboju, zwłaszcza animowanego, zachował taką świeżość.
Po pokazie "Shreka 2" w tłumie na bulwarze Croisette można zobaczyć mnóstwo zielonych uszu. Ten gadżet ma w Cannes powodzenie, podobnie jak sam film, który był na festiwalu rzadkim momentem czystej zabawy. Jednak silnie zaprawionej ironią. To oczywiście film dla dzieci, ale takich, których rodzice wychowali się na Monty Pythonie.
A zaczyna się tak: przebudzona Śpiąca Królewna Fiona i jej wybawiciel, potwór Shrek, spędzają miodowy miesiąc w samotnej chatce, na rubieżach Disneylandu. Niestety, nie mogą być sami, nękają je postacie z różnych bajek, które pogubiły drogę. Puka do drzwi Czerwony Kapturek i na widok zielonych twarzy ucieka z krzykiem, zostawiając koszyczek.
Podrobione bajki
Shrek i Fiona nie chcą należeć do świata skomercjalizowanych baśni, ale wolność będą musieli sobie wywalczyć. Batalia rozegra się podczas kurtuazyjnej wizyty u teściów, rodziców Fiony: królowej Liliany i króla Harolda. Królestwo teściów nazywa się "Far Far Away" czyli "Za górami, za lasami", ale prowadzą tam bardzo dokładne drogowskazy. Stolica, zaludniona przez tłum baśniowych statystów, ubranych w stereotypowe, średniowieczne stroje, jest połączeniem Las Vegas i Hollywoodu. Czerwony dywan, jak w Cannes, prowadzi do wrót pałacu, gdzie na młodą parę czekają z błogosławieństwem rodzice.
Tu następuje pierwszy zgrzyt, bo ojciec brzydzi się zielonym Shrekiem (nie wiedząc, kim sam się okaże w przyszłości), ale mądra i kochająca królowa-matka perswaduje: to wybór Fiony, chyba nie chcemy tracić córki drugi raz... I wszystko byłoby pięknie, jak w amerykańskim kinie familijnym, gdyby nie panująca nad królestwem anonimowa siła. Minęły już czasy jawnych tyranów, złych Kościejów. Dzisiaj zła moc przybiera słodki wygląd. Szwarccharakterem jest w tej bajce Dobra Wróżka, matka chrzestna Fiony. Jest ekstraktem disneyowskiego wdzięku: spływa z nieba w bańce mydlanej, ma skrzydełka, świetlistą różdżkę, rozsiewa złoty pył. Ale stoi za nią potęga bajkowego biznesu oraz barczyści ochroniarze. To kuta na cztery nogi właścicielka olbrzymich zakładów produkujących czarodziejskie eliksiry i wypuszczających w niebo Farlandii kłęby kolorowych, pachnących oparów.
Wróżka trzęsie królestwem, a zachowuje się jak amerykański monopol - wykupiła prawo do wszystkich bajek, a teraz dybie na królewnę Fionę. Chce za pomocą eliksiru nadać jej "glamour" i podstępem wydać drugi raz za mąż za swojego syna-narcyza, pięknego jak z reklam szamponów i dezodorantów. Usiłuje przekupić Fionę, obsypując ją gradem towarów jak z katalogu handlowego, na koniec kusi kartą kredytową z napisem "szczęście". Wszystko to na nic. Na przeszkodzie stanie Shrek. Ale nie tylko, bo i Osioł, i Kot w Butach w kapeluszu Zorro mówiący z hiszpańska głosem Banderasa, którego jest karykaturą.
Kontestacja w "makdonaldzie"
Wytwórnia DreamWorks założona przez odszczepieńca firmy Disney'a, producenta niezapomnianego "Króla Lwa", Jeffreya Katzenberga, odniosła filmem Andrew Adamsona, Kelly'ego Asbury'ego i Conrada Vernona sukces, który pociągnie teraz za sobą smugę komercyjnych atrakcji: gadżetów, gier komputerowych. Premiery kolejnych odcinków, "Shreka 3" i "Shreka 4" są już zaplanowane niemal co do miesiąca. Na premierę w Cannes zaproszono aktorów dubbingujących "Shreka" na całym świecie. Wśród nich Jerzego Stuhra i Zbigniewa Zamachowskiego, których producent fetował tu jako sprawców sukcesu kasowego, jaki "Shrek" miał w Polsce - największego spośród wszystkich krajów europejskich, obok Niemiec.
Dowcip polega na tym, że film, który może służyć dzieciom jako szkoła ironii i dystansu, odtrutka przeciw zmakdonaldyzowanej kulturze, sam trafi do przysłowiowego "makdonalda". Podobną sytuację znamy już z innego ustroju: kontestacyjne filmy z krajów naszego obozu powstawały za pieniądze państwa, które atakowały. Przewrotność "Shreka" polega na tym, że udało się połączyć parodię i satyrę na Hollywood z prawdziwą bajką z happy endem i morałem: "Uważaj, nie zaprzedaj się, nie zdradź swojej miłości". Zielonoskóra Fiona będzie szczęśliwa dlatego tylko, że wierzy, że Shrek kocha ją taką, jaka jest.
Ta para kontestatorów reprezentuje bajkę prawdziwą. Dołączą do nich zniewoleni przez wróżkę bohaterowie innych bajek ("Jesteśmy ze związków zawodowych!" - woła w pewnym momencie Shrek). Natomiast sama wróżka w bajki już nie wierzy. Wyczarowując przed Fioną górę towarów i nie mogąc zrozumieć jej oporu, wrzeszczy na królewnę: "Ty mi nie opowiadaj bajek!".
(T. Sobolewski)
Autor: gazeta.pl