Po tragedii w Łodzi. Winne dowództwo
Treść
Do tragedii na juwenaliach przyczyniły się karygodne błędy kierownictwa Komendy Miejskiej Policji w Łodzi - specjalna komisja powołana przez komendanta wojewódzkiego potwierdza ustalenia "Gazety" i Radia Łódź.
O uchybieniach, które w efekcie doprowadziły do śmierci dwóch osób, opowiadali policjanci z oddziałów prewencji, którzy interweniowali na osiedlu studenckim ("Musimy z tym żyć - "Gazeta" z 14 maja).
Jak ujawnili: • łódzka policja nie była przygotowana do ochrony juwenaliów (porządku miał pilnować jeden radiowóz i dwa samochody z policjantami po cywilnemu); • gdy wezwano ich na miejsce, nie mieli przy sobie sprzętu do tłumienia zamieszek (powinni po prostu patrolować miasto, nikt nie przewidział, że będą musieli interweniować na juwenaliach); • dyżurny komendy miejskiej zamiast natychmiast dosłać kolejną kompanię prewencji z wyposażeniem do walki z tłumem (czekała w odwodzie), wysłał na osiedle radiowozy z pogotowia policyjnego (też bez profesjonalnego sprzętu), • zamiast z magazynów prewencji policjantom dosłano pociski z wydziału ruchu drogowego - stąd fatalna pomyłka z wydaniem, prócz gumowych, także ostrych pocisków.
Specjalna komisja powołana przez inspektora Janusza Tkaczyka, nowego komendanta wojewódzkiego policji w Łodzi, potwierdziła te wszystkie błędy. - Do zabezpieczenia imprezy wysłano zbyt mało policjantów, dowodził nimi dzielnicowy niemający doświadczenia w takich akcjach, dyżurny miejski powiadomił komendanta wojewódzkiego dopiero po godzinie od wybuchu zamieszek - wyliczał Tkaczyk na wczorajszej konferencji prasowej. - Wynikiem tych błędów były kolejne, jak nieściągnięcie na czas odpowiednich posiłków. W łódzkiej policji brakowało przepisów dotyczących nadzoru nad wydawaniem broni i amunicji.
Wszystkie te błędy popełniono w Komendzie Miejskiej Policji w Łodzi. Tkaczyk zapowiedział wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec jej kolejnych siedmiu funkcjonariuszy (jest już prowadzone przeciwko pięciu), w tym byłemu komendantowi miejskiemu Janowi Fei i jego zastępcy Sylwestrowi Stępniowi (obaj podali się do dymisji).
Dwa tygodnie temu podczas juwenaliów organizowanych przez Uniwersytet Łódzki grupa ok. 100 chuliganów zaatakowała studentów, a później policję. Interweniujący funkcjonariusze - oprócz gumowych kul - pomyłkowo użyli też ostrych pocisków. Dwie trafione nimi osoby zmarły. W czasie zajść rannych zostało ok. 70 osób.
Śledztwo w sprawie tragedii prowadzi też łódzka prokuratura.
(Marcin Stelmasiak)
Autor: gazeta.pl