Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Pogrzeb zamordowanej Magdy w Wielgowie

Treść

Przyjmij, ziemio, Magdusię delikatnie, jak to czyni matka, która rozciąga swą miękką szatę i otula nią dziecko - powiedział w sobotę nad grobem zamordowanej 12-letniej dziewczynki ks. Eugeniusz Łodyka z parafii w Wielgowie.

Na sobotni pogrzeb w kościele parafialnym w Wielgowie przyszła cała dzielnica. Ludzie wypełnili szczelnie świątynię i plac przed nią. Białe tulipany trzymali uczniowie z klasy dziewczynki, oni też z ambony śpiewali psalmy i czytali Pismo Święte. Nikt nie krył łez. - Serce nie może wypowiedzieć słowa, tak boli ta śmierć - mówił do wiernych duszpasterz ZHR ks. Tomasz Kościelny. - Była dobrą koleżanką, uczennicą, harcerką, dobrym dzieckiem.

Z kościoła kondukt pogrzebowy udał się na cmentarz położony niedaleko lasu, gdzie znaleziono ciało dziewczynki. Ludzi było tak dużo, że trzeba było zamknąć główną ulicę Wielgowa. Dokładnie w południe biała trumna z ciałem dziecka zniknęła w grobie. Pokryły go wieńce i kwiaty.

Magda wyjechała z domu na rowerze o godz. 19 w poniedziałek wielkanocny. Miała pojechać do koleżanki i po godzinie wrócić do domu. Nie dojechała na miejsce. Przed 22 rodzice powiadomili policję. Ciało Magdy odnaleziono we wtorek ok. 8 rano w pobliskim lesie, było nagie, przykryte częściowo mchem. Wyniki sekcji zwłok wskazują, że dziewczynka została uduszona, nie potwierdziły się natomiast przypuszczenia o gwałcie na dziecku.

Nadal nie wiadomo, dlaczego Magda zginęła. Nie ma sprawcy, nie odnalazły się rzeczy, które dziewczynka miała na sobie, wychodząc z domu.

W wyjaśnienie sprawy morderstwa w Wielgowie zaangażował się m.in. prywatny detektyw Waldemar Czerwiński, który brał udział w wyjaśnianiu najgłośniejszych zbrodni ostatnich lat w Polsce.

Ani policja, ani detektywi nie odnaleźli dotąd roweru, na którym dziewczynka wyjechała z domu. Nie ma też części odzieży ani biżuterii. Do poszukiwań Czerwiński zaprzągł w sobotę kilkudziesięciu adeptów szkół detektywistycznych, z lotu ptaka teren łąk wokół Wielgowa obserwowali paralotniarze skrzyknięci przez Cezarego Skórkę. Bez skutku. - Potwierdza to moją teorię: zbrodni dokonano w innym miejscu, niż znaleziono ciało - mówi Czerwiński.

Autor: gazeta.pl