Poparli Łukaszenkę
Treść
Ponad 80 proc. Białorusinów poparło prezydenta Łukaszenkę w trwającym dziś referendum, które ma umożliwić mu dalsze sprawowanie władzy - wynika z sondaży, których wyniki podają białoruskie media.
W ankiecie, prowadzonej przy wyjściu z lokali wyborczych przez organizację "Młodzież za Białorusią", 79,8 proc. wyborców potwierdziło, że głosowało za skreśleniem z konstytucji zapisu ograniczającego sprawowanie funkcji prezydenta do dwóch kadencji. Państwowa agencja Biełta podała wyniki badań centrum Ekoom, z których wynika, że 85 proc. głosujących poparło Łukaszenkę.
Występujący w państwowej telewizji obserwatorzy, głównie ze Wspólnoty Niepodległych Państw, zapewniają, że nie zauważyli żadnych nieprawidłowości. Wśród innych obserwatorów telewizja pokazała też lidera polskiej "Samoobrony" Andrzeja Leppera, który też potwierdził, że "nie zanotował żadnych naruszeń". - Żadnych uwag nie mamy - powiedział.
Przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej Lidia Jarmoszyna zapewniła, że większość napływających skarg jest bezpodstawna.
Głosujący rano w Mińsku Łukaszenka wezwał Zachód, by przestał z góry oskarżać władze białoruskie o fałszerstwa wyborcze i przejmować się problemami Białorusi. - Macie aż za wiele własnych problemów. Jeśli zauważycie naruszenia - wskażcie. My się już postaramy zrobić tak, żeby ich nie było -
oświadczył. Podkreślił, że referendum to sprawdzian jego polityki. - Jeśli ludzie powiedzą "tak", to po prostu będę lepiej pracował - powiedział.
Dzisiaj w południe frekwencja w referendum sięgnęła już 35 proc. 17,6 uprawnionych skorzystało bowiem od wtorku do soboty z możliwości udziału w głosowaniu przedterminowym, a dzisiaj do urn poszło już 17,4 proc. - według danych CKW.
Władzom zależy na wysokiej frekwencji w referendum, gdyż do przeprowadzenia zmian w konstytucji potrzebna jest ponad połowa głosów wszystkich uprawnionych.
Niezależne sondaże przedwyborcze wskazywały, że prezydenta chce poprzeć 39 proc. Białorusinów.
Z możliwości głosowania przedterminowego najwięcej, bo aż 23 proc. uprawnionych, skorzystało w Mińsku. Przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej Lidia Jarmoszyna tłumaczy, że w stolicy jest najwięcej studentów, którzy głosowali wcześniej, by mieć w weekend wolne.
Dzisiaj, mimo deszczu, do lokali wyborczej wciąż napływają ludzie. Choć tłumów nie widać, jeszcze przed otwarciem w niektórych punktach czekały kolejki, w większości starszych ludzi.
Przed punktami wyborczymi otwarto bufety z produktami spożywczymi i piwem, które - jak zapowiadano od kilku dni - są sprzedawane bez marży. Szefowa zaopatrzenia zapewniała w telewizji, że w bufetach będzie "wszystko, o czym każda gospodyni marzy, by mieć na stole".
W wyborach parlamentarnych o 110 miejsc w niższej izbie parlamentu - Izbie Reprezentantów ubiegać się będzie 332 kandydatów. Pierwotnie zarejestrowano 408 kandydatów. Później część wycofała się z wyborów, a część została skreślona, głównie pod pretekstem obrazy prezydenta lub uchybień w prowadzeniu kampanii wyborczej.
Rejestracji nie zdołali uzyskać obecny i były prezes Związku Polaków na Białorusi, Tadeusz Kruczkowski i Tadeusz Gawin. Podstawą odmowy była większa od dopuszczalnych 5 proc. liczba zakwestionowanych podpisów na listach poparcia kandydatów.
Białoruskiej opozycji, która zarzuca władzom plany sfałszowania wyników głosowania - zwłaszcza przedterminowego, udało się wprowadzić do walki wyborczej około stu kandydatów, mniej więcej połowę tego co planowała. Większość odrzuconych kandydatów dostawała odmowy uzasadniane podobnie jak liderzy mniejszości polskiej, a także błędami w deklaracjach majątkowych (w niektórych wypadkach na sumy równowartości kilku złotych).
Na wybory akredytowano 667 obserwatorów międzynarodowych, w tym prawie 287 z Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) i 154 ze Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP). 28 obserwatorów zgłosiły ambasady w Mińsku, w tym sześciu ambasada RP.
Lokale wyborcze, których w 10-milionowej Białorusi otwarto blisko 6700, będą czynne do 20.00 (19.00 czasu polskiego). Przeprowadzenie niezależnych sondaży powyborczych (tzw. exit polls) zapowiedział bałtycki oddział Instytutu Gallupa. Pierwsze wyniki oczekiwane są dzisiaj w nocy.
(PAP)
Autor: interia.pl