Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Pracownik miejskiej spółki żądał łapówki

Treść

Zaczęło się od butelki metaxy, później była gotówka i w końcu ławka ogrodowa - oto łapówki, które miał wymusić od firmy sprzątającej przystanki komunikacji miejskiej kierownik miejskiej spółki w Szczecinie

W ostatnim dniu starego roku szczecińska prokuratura okręgowa przesłała do sądu akt oskarżenia przeciwko Jerzemu S. (58 lat), który pełni funkcję kierownika działu utrzymania obiektów w Zarządzie Dróg i Transportu Miejskiego. Urzędnika pogrążyły zeznania przedstawicieli firmy WIR-MAR, która w 2003 r. wygrała przetarg na konserwację, utrzymanie sprawności technicznej i czystości przystanków.

Ze śledztwa wynika, że wszystko zaczęło się w przeddzień wigilii Bożego Narodzenia 2003 r. Wtedy przedstawiciele firmy przyszli do urzędników z ZDiTM-u ze świątecznymi życzeniami i upominkami. Kierownikowi Jerzemu S. trafiła się butelka metaxy, która - jak wynika ze śledztwa - niezbyt go usatysfakcjonowała, bo od razu zapytał: "A gdzie załącznik?". Pełnomocnik spółki WIR-MAR Marek S. miał wtedy dołączyć do butelki 100 euro. Według prokuratury urzędnik dzwonił później do kontrahenta mówiąc, że "tak powinno być zawsze". 29 marca 2004 r. Jerzy S. kontrolował stan czystości przystanków. Podczas jazdy po mieście, w samochodzie należącym do Marka S. najpierw mówił, że kontrole mogą zawsze korzystnie wypaść, a później, iż jego syn wybiera się na zakupy do Berlina, a to drogie miasto. Marek S. zrozumiał to jednoznacznie, wyjął z kieszeni 500 euro i zapytał, czy tyle wystarczy. Urzędnik miał być ukontentowany. Następną wziątką była... ławka, jedna z tych, którą WIR-MAR prezentował miejskim urzędnikom. Tym razem pomysłowy kierownik miał mówić, że "idą ciepłe dni, a on w ogrodzie nie ma ławki". Dostał więc ławkę, którą jednak była za długa, więc przycięto ją dla jego potrzeb.

Tego jednak było najwyraźniej przedstawicielom WIR-MAR-u dosyć, bo o wszystkim zawiadomili prokuraturę. Właśnie dlatego aktem oskarżenia objęto tylko stronę biorącą.

Jerzy S. nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że nigdy nie brał pieniędzy, ale jedynie drobne upominki (wyparł się jednak metaxy - mimo zeznań świadków, którzy widzieli butelkę). Jeśli zaś chodzi o ławkę, to wyjaśnił, że bardzo mu się podobała. Twierdzi, że za nią zapłacił. Prokuratura nie dała mu wiary.

az

Autor: gazeta.pl