Rozbroją tylko Arabów
Treść
Według danych europejskich specjalistów ds. uzbrojenia, między USA a Izraelem istnieje nieformalne porozumienie podpisane na wyższym szczeblu, które przewiduje pięć warunków, pod którymi Tel Awiw mógłby przyłączyć się do procesu "uwalniania" Bliskiego Wschodu od broni masowego rażenia. USA stawiają Izrael na uprzywilejowanej pozycji i faktycznie popierają jego monopol na posiadanie arsenału jądrowego w regionie.
Cytowany przez arabską telewizję Al-D żazira saudyjski dziennik "Al-Uatan" w wydaniu z 29 grudnia minionego roku przytacza wyniki przeprowadzonych przez amerykańskich i europejskich specjalistów obliczeń wielkości potencjału nuklearnego państwa żydowskiego. Izraelska armia dysponuje ponad 200 bombami atomowymi, głowicami bojowymi i rakietami ziemia - ziemia średniego i dalekiego zasięgu zdolnymi do rażenia celów w całym regionie bliskowschodnim.
Warunki amerykańskie czy izraelskie?
Informując o potencjale nuklearnym Izraela, korespondent "Al-Uatan" zastrzegł jednocześnie, że decyzja Libii o rezygnacji z ambicji posiadania broni masowego rażenia w żaden sposób nie wpłynęła na to strategiczne porozumienie amerykańsko-izraelskie. Gazeta, powołując się na "dane europejskich specjalistów ds. uzbrojenia", przytacza pięć amerykańskich warunków, pod którymi Tel Awiw mógłby przyłączyć się do procesu "uwalniania" Bliskiego Wschodu od broni masowego rażenia. Już ich pobieżna analiza razi jednostronnym faworyzowaniem Izraela przez USA:
"1. Izrael nie podejmie żadnych kroków w kierunku pozbycia się swojej broni jądrowej, chemicznej i biologicznej, jak również arsenału rakietowego, dopóki nie ustanie wrogość arabsko-izraelska we wszystkich jej przejawach, co rozumie się przez podpisanie oficjalnych porozumień pokojowych między Palestyną, Syrią i Libanem z jednej strony a Izraelem z drugiej. Rozumie się przez to rezygnację Arabów ze wszystkich swoich historycznych pretensji wobec państwa żydowskiego.
2. Konieczne jest przerwanie wrogości i ustanowienie normalnych stosunków między światem arabskim a Izraelem. Przez 'normalne stosunki' rozumie się tu w szczególności wymianę misji dyplomatycznych i rozwinięcie dwustronnej współpracy w rozlicznych dziedzinach, co powinno skutkować zmianą wszystkich rezolucji ONZ [potępiających agresję Izraela na ziemie arabskie i ich okupację - W.M.] jako nieaktualnych.
3. Jest niezbędne, aby podstawowe organizacje międzynarodowe, np. Rada Bezpieczeństwa ONZ, wzięły na siebie odpowiedzialność za podpisanie porozumienia w sprawie bezpieczeństwa i wzajemnej nieagresji między Izraelem a państwami arabskimi.
4. Proces utylizacji broni masowego rażenia powinien odbywać się pod nadzorem USA i społeczności międzynarodowej równocześnie we wszystkich państwach arabskich posiadających broń masowego rażenia i w Izraelu. Jest konieczne, aby temu krokowi towarzyszyła międzynarodowa akceptacja, rozumiana jako zgoda na zakaz posiadania i opracowywania broni masowego rażenia.
5. Jest niezbędne, aby Izrael zachował swój poważny potencjał bojowy, pozwalający mu na zagwarantowanie swojego bezpieczeństwa regionalnego w przypadku nieprzewidzianych okoliczności czy zmiany sytuacji na Bliskim Wschodzie. Przy czym między USA a Izraelem winno być podpisane porozumienie o wspólnej obronie, [co sprawi], że bezpieczeństwo Izraela stanie się oficjalnym zadaniem Ameryki".
Sformułowania te nie mogą dziwić, jeśli się weźmie pod uwagę, że kluczowy wpływ na politykę zagraniczną USA ma silne lobby prożydowskie.
Na plecach USA, ONZ i UE
W świetle tak postawionych warunków proces "uwalniania" Bliskiego Wschodu od broni masowego rażenia generalnie dotyczyłby krajów arabskich, a nie Izraela. Co więcej - Arabowie mieliby zrzec się pretensji do okupowanych przez Izrael ziem, uznać niesprawiedliwe status quo - na którego straży stanęłyby ONZ i USA, i zachowany podstawowy izraelski potencjał nuklearny. Arabowie "uwolniliby się" więc od broni masowego rażenia, a Izrael - od słabiej uzbrojonych sąsiadów.
Próby przerzucania przez Żydów na barki USA i organizacji międzynarodowych odpowiedzialności za agresywną politykę ich państwa oraz obronę jego interesów nie są niczym nowym. Z powodzeniem robi to największy sojusznik Izraela - Stany Zjednoczone.
Znacznie gorzej idzie izraelskiej dyplomacji z ONZ, która dotąd wypuściła w świat dziesiątki rezolucji potępiających państwo żydowskie za eksterminację Palestyńczyków i okupację ich ziem. Izrael nie odnotował również większych sukcesów w przekonaniu do swojej polityki krajów Unii Europejskiej.
Miałaby temu służyć kuriozalna w tej sytuacji propozycja Izraela przystąpienia do UE. Jest oczywiste, iż przyjęty do europejskiego superpaństwa Izrael chciałby liczyć na ochronę swoich niesprawiedliwych granic przez wciągniętą w konflikt z Palestyńczykami armię UE. Jednak pomysły izraelskich polityków nie mają szans na realizację w sytuacji, gdy społeczeństwo i część polityków Europy Zachodniej najgłośniej protestują przeciwko polityce Izraela wobec Arabów. W sobotę został wydalony z Izraela 20-letni poseł do szwedzkiego parlamentu Gustaw Fridolin, który brał udział w demonstracji przeciw budowaniu żydowskich murów i osiedli na palestyńskich terytoriach okupowanych.
Administracja Ariela Szarona była wielokrotnie obwiniana o "podczernianie" obrazu UE w oczach Żydów. Na przykład w maju 2002 r. z tego powodu szef delegacji Komisji UE w Izraelu Giancarlo Chevallard wystosował ostry protest, w którym obwinił Szarona o świadome i celowe szkalowanie Europejczyków w oczach obywateli Izraela. Ambasador stwierdził, że Unii przyszło "walczyć z propagandą izraelską", która planowo tworzyła z niej "obraz wroga" i traktuje unijne pociągnięcia polityczne jako "skierowane przeciwko interesom Izraela".
Arabowie nie oddadzą broni jednostronnie
Anonimowy arabski dyplomata, na którego powołuje się gazeta "Al-Uatan", poinformował, że przedstawiciele krajów arabskich po niedawnych konsultacjach doszli do wniosku, że Syria i Iran nie są zobowiązane do pójścia w ślad Libii, ponieważ mają one swoje interesy i cele na Bliskim Wschodzie i są zdolne same zdecydować, jak postąpić z problemem broni masowego rażenia oraz jak współpracować z mocarstwami światowymi. Ten sam dyplomata dodał, że arabskie kraje tego regionu przedstawiły z kolei Amerykanom swoje dwa warunki konieczne do rozpoczęcia procesu rozbrojenia:
1. Poddać wszystkie izraelskie obiekty jądrowe efektywnej kontroli międzynarodowej, aby ujawnić rzeczywistą skalę potencjału atomowego Izraela.
2. Proces "uwalniania" Bliskiego Wschodu od broni masowego rażenia winien przebiegać wyłącznie pod nadzorem ONZ i równocześnie we wszystkich krajach regionu, włącznie z Izraelem.
Problem z izraelską bronią masowego rażenia, której Izrael nie zamierza się pozbyć, może doprowadzić do izolacji tego państwa na arenie międzynarodowej. Niedawno francuska gazeta "Le Figaro" przypomniała, że Izrael nie może już mówić o zagrożeniu ze strony Iraku, w którym siły amerykańsko-brytyjskie obaliły reżim Saddama Husajna. "Irackiego zagrożenia więcej nie będzie, Iran zgodził się na międzynarodową inspekcję swoich obiektów jądrowych, reżim libijski jest gotów przestrzegać żądania zakazu opracowywania broni masowego rażenia, Syria pod naciskiem USA również może pójść na ustępstwa" - trafnie zdiagnozował francuski komentator.
A tymczasem Izrael rozbroi się, jeśli zostanie spełnionych pięć izraelsko-amerykańskich warunków. Kłopot jednak w tym, że Izrael nigdy nie pozbędzie się broni nuklearnej. Zgodnie z piątym warunkiem rozbrojenia musi przecież zagwarantować swoje bezpieczeństwo w regionie na wypadek "nieprzewidzianych okoliczności".
Waldemar Moszkowski
Nasz Dziennik 7-01-2004
Autor: IAP