Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Rywin czeka na wyrok

Treść

Sąd Okręgowy w Warszawie ogłosi jutro wyrok w procesie oskarżonego o płatną protekcję Lwa Rywina. Proces znanego producenta filmowego przez pięć miesięcy przykuwał uwagę opinii publicznej.

Prokuratura żąda 3 lat więzienia i 250 tys. zł grzywny, obrona chce uniewinnienia.

27 grudnia 2002 r. "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że Lew Rywin domagał się w lipcu 2002 r.- najpierw od prezes Agory Wandy Rapaczyńskiej, potem od redaktora naczelnego "GW" Adama Michnika - 17,5 mln dolarów. W zamian oferował przeprowadzenie korzystnych dla Agory zmian w projekcie nowelizacji ustawy o rtv.

Rywin miał występować w roli pośrednika, w imieniu - jak twierdził - "grupy ludzi, która trzyma w ręku władzę". Powoływał się na Leszka Millera.

Według notatki prezes Agory, Wandy Rapaczyńskiej, napisanej dla Adama Michnika, pieniądze "spożytkowane miały być m.in. na potrzeby SLD"; "GW" miała zaprzestać "krytykowania premiera", a Rywin miał objąć szefostwo Polsatu.

Po rozmowie z Rywinem, Michnik zawiadomił o niej premiera. Miller zapewnił go, że nigdy nie zlecał Rywinowi pośrednictwa w jakiejkolwiek sprawie i zorganizował w swoim gabinecie konfrontację między naczelnym "GW" a Rywinem. Spytany przez Millera, czy go wysyłał do Agory, Rywin odparł, że nie i jako inspiratorów całego zdarzenia wskazał najpierw na prezesa TVP Roberta Kwiatkowskiego, a potem medialnego lobbystę - Andrzeja Zarębskiego.

Sam Rywin pod koniec swego procesu powiedział, że to Rapaczyńska prosiła go o przysługę: miał porozmawiać z Michnikiem i przekonać go do wyasygnowania 17,5, mln dolarów na "fundusz specjalny" w Agorze. U premiera Rywin miał powiedzieć, że to Rapaczyńska wysłała go do Michnika, a z Kwiatkowskim i Zarębskim rozmawiali tylko o kształcie ustawy o rtv. Ani Michnik, ani Miller nie potwierdzili tej wersji Rywina.

"Gazeta Wyborcza" opublikowała tekst 27 grudnia 2002 r. - po pięciu miesiącach od zdarzenia. Redakcja tłumaczyła to prowadzeniem dziennikarskiego śledztwa, a także obawami o obraz Polski w trakcie negocjacji rządu z Unią Europejską. Wstrzymanie się z publikacją - a przez to zawiadomieniem o przestępstwie - skrytykowała zarówno prokuratura, mówiąc że utrudniło to zabezpieczenie niektórych dowodów, jak i obrona - przypisując temu zamiar ukrycia niektórych faktów i intencji przez Agorę.

Prokuratura Apelacyjna w Warszawie pod koniec grudnia 2002 r. wszczęła śledztwo. W styczniu postawiła Rywinowi zarzut płatnej protekcji. To jedyny oskarżony w całej sprawie. Grozi mu do 3 lat więzienia. Odpowiadał z wolnej stopy. Zastosowano wobec niego środki zabezpieczające: zakaz opuszczania kraju, zatrzymanie paszportu i 500 tys. zł poręczenia majątkowego na hipotece nieruchomości.

Sejm do zbadania tej sprawy powołał pierwszą w swojej historii komisję śledczą, która pracowała równolegle z prokuraturą. Budziło to konflikty, m.in. na tle przekazywania komisji akt prokuratury, które z zasady do procesu są tajne.

W śledztwie przesłuchano kilkadziesiąt osób, m.in. jako świadkowie zeznawali m. in. premier Leszek Miller, Adam Michnik, prezes Agory Wanda Rapaczyńska, prezes TVP Robert Kwiatkowski, ministrowie Aleksandra Jakubowska, Grzegorz Kurczuk i Lech Nikolski, członkowie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Rywin odmawiał wyjaśnień przed prokuratorem. Przed sejmową komisją śledczą oświadczył zaś, że nie składał żadnej propozycji łapówki i nie działał w żadnej grupie. Powiedział, że jest "ofiarą zmasowanego ataku Agory i jej sojuszników". Przed sądem dodał, że padł ofiarą intrygi uknutej przez Rapaczyńską i Michnika.

Kilka dni przed zamknięciem śledztwa, prokuratura wyłączyła do odrębnego postępowania wątek niezawiadomienia prokuratury przez premiera Leszka Millera o korupcyjnej propozycji Rywina wobec Agory. To postępowanie zostało umorzone.

Proces zaczął się 2 grudnia zeszłego roku. Zanim jednak do niego doszło, było trochę zawirowań. Sprawa o płatną protekcję trafia z mocy prawa do sądu rejonowego. Warszawski Sąd Rejonowy dla dzielnicy Mokotów zwrócił się jednak o przekazanie procesu do wyższej instancji. Uznał bowiem, że ranga sprawy, a szczególnie świadków, którzy w niej występują (prezydent, premier, ministrowie), nakazuje, by pierwszą instancją był Sąd Okręgowy. Tak też się stało. Sprawę rozpoznawał trzyosobowy, zawodowy skład sędziowski, pod przewodnictwem członka Krajowej Rady Sądownictwa Marka Celeja.

Proces Rywina był także wydarzeniem medialnym. Radio i telewizja chciały transmitować rozprawy sądowe tak, jak posiedzenia komisji śledczej. Sąd nie wyraził jednak na to zgody. Transmisje z sądu byłyby precedensem na skalę europejską. Media spekulowały ponadto, że Rywin zechce skorzystać z przysługującego mu prawa do dobrowolnego poddania się karze, co spowodowałoby, że cały proces by się nie odbył. - Nasz klient jest niewinny, więc to wykluczone - odpowiedzieli obrońcy.

Tuż przed końcem procesu radio i telewizja wniosły ponownie o zgodę na transmitowanie wystąpień końcowych prokuratora i obrony oraz wyroku. I tym razem sąd nie wydał na to zgody.

Przed sądem Rywin początkowo odmawiał wyjaśnień. Oświadczył tylko, że nie przyznaje się do zarzuconej mu płatnej protekcji. Milczał aż do zakończenia przesłuchań świadków. Przed sądem zeznawali: Wanda Rapaczyńska, Adam Michnik, Piotr Niemczycki, Helena Łuczywo, Paweł Smoleński (autor artykułu), Robert Kwiatkowski, Andrzej Zarębski, Leszek Miller, Włodzimierz Czarzasty, Waldemar Dąbrowski, Marek Wagner, Aleksander Proksa, dyrektorzy z Canal Plus, sekretarki Rywina i Agory oraz inni świadkowie, a także biegli, którzy potwierdzili autentyczność nagrania rozmowy Rywina i Michnika.

Pod koniec procesu sąd uprzedził strony o możliwości zmiany kwalifikacji prawnej czynu - z płatnej protekcji na oszustwo (wtedy Rywinowi groziłaby wyższa kara więzienia - nie do trzech lat, a do ośmiu. Jednocześnie oznaczałoby to, że Rywin działał sam, bo według kodeksu karnego taka jest prawna konstrukcja przestępstwa oszustwa).

- Będę bronić aktu oskarżenia - zapowiedziała prokurator Katarzyna Kwiatkowska. Obrońcy chcieli natomiast ponownego przesłuchania Rapaczyńskiej - na okoliczność oszustwa. Sąd ich wnioski oddalił.

Prokuratura wniosła o karę 3 lat więzienia i 250 tys. zł grzywny dla oskarżonego, uznając że Rywin dopuścił się czynu o wysokiej szkodliwości społecznej, "podważającego zaufanie obywateli do państwa". To najwyższa możliwa kara za płatną protekcję. Według oskarżenia, nie da się udowodnić, ale zarazem i wykluczyć istnienia "grupy trzymającej władzę", która miałaby wysłać Rywina do Agory.

Obrońcy wnieśli o uniewinnienie. Kwestionowali autentyczność koronnych dowodów: nagrania i notatki Rapaczyńskiej, w której opisała ona Michnikowi przebieg spotkania z Rywinem i jego ofertę. Zdaniem obrony, Rywin nie jest winny, ani płatnej protekcji ani oszustwa. Karę, o którą wniósł prokurator, adwokaci uznali za rażąco surową. Nie ma sprawy Rywina, to Rywin padł ofiarą prowokacji Agory - przekonywali. Sam oskarżony powtórzył, że padł ofiarą intrygi.

(PAP)

Autor: interia.pl