Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Rywin nie był sam - pierwsza wersja sprawozdania komisji śledczej

Treść

Rywin nie był sam. Był posłańcem "grupy trzymającej władzę", czyli Jakubowskiej, Kwiatkowskiego i Czarzastego. To teza roboczej wersji raportu komisji śledczej przygotowanej przez jej szefa Tomasza Nałęcza.

Wydarzeniem wtorku były dwa raporty: Jana Rokity o tym, co się działo w lipcu 2002 r., i Tomasza Nałęcza - robocza wersja całego raportu komisji śledczej. Pierwszy ujawniły "Rzeczpospolita" i "Gazeta Wyborcza", drugi trafił do rąk wszystkich członków komisji śledczej (publikujemy go dziś w całości, prócz załączników i części "formalnej" o zadaniach i trybie pracy komisji).

Według obu raportów Rywin, przychodząc do Agory 15 lipca 2002 r. z korupcyjną propozycją (17,5 mln dol. za przepisy antykoncentracyjne korzystne dla wydawcy "Gazety"), był tylko posłańcem osób, które miały wiedzę o ustawie medialnej i wpływ na politykę SLD, a także rządu. Ta grupa to: Aleksandra Jakubowska, ówczesna wiceminister kultury nadzorująca pracę nad tą ustawą, Robert Kwiatkowski, ówczesny szef TVP, oraz Włodzimierz Czarzasty, sekretarz KRRiT.

- Rokita i Nałęcz należą do czołówki pisarzy political fiction - skomentowała to Jakubowska - dla mnie wiarygodny będzie wyrok sądu w procesie Rywina - dodała. Czarzasty wypowiedział się w podobnym tonie, że czeka na "obiektywny osąd sądu", a raport Rokity "opiera się nie na faktach, tylko na przypuszczeniach".

Oba raporty różni ocena rozmów Agory z rządem po 15 lipca. Według Rokity (pełną wersję znajdą czytelnicy w internecie) doszło do "zawarcia między SLD i Agorą poufnego porozumienia o charakterze korupcyjnym". Jego celem miały być korzystne dla Agory zapisy antykoncentracyjne. Nałęcz zaś ocenia, że Agora podjęła grę z Rywinem, by zdobyć dowody przestępstwa, czyli doprowadzić do nagrania korupcyjnej propozycji przez Adama Michnika 22 lipca 2002 r.

Rywina przysłali do Agory ludzie mający wpływ na media i związani z SLD: Jakubowska, Kwiatkowski i Czarzasty. To wniosek z pierwszej, roboczej wersji raportu komisji śledczej przygotowanej przez Tomasza Nałęcza.

Dlaczego Rywin osłupiał

- Osoby, które postanowiły wykorzystać Rywina, dołożyły starań, aby w nim wyrobić przekonanie, że ich akcji patronuje sam szef rządu. Stąd całkowite osłupienie Rywina podczas konfrontacji w gabinecie premiera, kiedy przekonuje się on, że gospodarz w tej awanturze nie jest po jego stronie - czytamy w projekcie raportu szefa komisji śledczej Tomasza Nałęcza. Otrzymali go wszyscy członkowie komisji.

Zdaniem Nałęcza za Rywinem stali ludzie, którzy mieli wpływ nie tylko na proces legislacyjny w Sejmie, ale również potrafili wpływać na decyzje KRRiT, a także ci, którzy mieli specjalistyczną wiedzą o przygotowywanej właśnie przez rząd autopoprawce do ustawy o RTV. Rywin wreszcie nie podjął żadnych negocjacji, ale jedynie przedstawił ofertę. Podczas rozmowy z Michnikiem wyraźnie dystansował się od przedstawianych przez siebie ocen, z czego Nałęcz wyciąga wniosek, że "emocjonalnie nie identyfikował się z tą grupą".

- Rywin nie był ani autorem przedstawianych warunków, ani nie znał ich dokładnego uzasadnienia. Nie identyfikował się też z grupą inspiratorów oferty. Szczegółowość i precyzja przedkładanej oferty korupcyjnej oraz wiedza Rywina o głównych postulatach Agory w odniesieniu do ustawy wskazuje na to, że nie formułował on tych warunków, ale pełnił jedynie rolę posłańca - czytamy w raporcie Nałęcza.

Wspólnik Kwiatkowski

Prezesa Telewizji Roberta Kwiatkowskiego Nałęcz nazywa "wspólnikiem" Rywina. Przypomina, że choć to właśnie jego podczas konfrontacji u premiera Rywin wymienił jako tego, który wysłał go do Agory, Kwiatkowski nie skontaktował się z "Gazetą", by poznać treść nagrania korupcyjnej rozmowy, ale wykorzystał w tym celu zaprzyjaźnionego Bolesława Sulika. A fakt szczegółowego poznania nagrania ukrył przed prokuraturą. Usiłował też skierować ją na fałszywy trop, zeznając, że to "Agora przyszła do Rywina". Wreszcie, choć pomówiony przez Rywina o udział w korupcji, uspokajał go.

- Tak nie postępuje człowiek bez najmniejszego powodu uwikłany przez osobę postronną w aferę. Tak zachowuje się wspólnik świadomy potrzeby zatarcia faktów - czytamy w raporcie.

Nałęcz przypomina, że niewiarygodne wydały się zeznania Kwiatkowskiego, iż będą u niego na Mazurach nie omawiano problemu ustawy o RTV [w trakcie pobytu u niego na Mazurach nie omawiano...????]. Nałęcz uważa, że to właśnie w weekend poprzedzający 22 lipca 2002 r. Rywin z Kwiatkowskim na Mazurach omówili plan rozmowy z Michnikiem.

Wpływowy Czarzasty

Zeznania Czarzastego minimalizujące jego udział przy pracach nad autopoprawką zdaniem Nałęcza nie zasługują na wiarę. Czarzasty, kontaktując się z Jakubowską, bardzo intensywnie w czasie powstawania kolejnych wersji autopoprawek wpływał na ich kształt. - Komisja wyraża przekonanie, że 22 lipca 2002 r. Czarzasty znajdował się wśród osób, z którymi Jakubowska konsultowała szczegóły zmian w autopoprawce. Jak wiadomo, zawsze interesowały go przepisy antykoncentracyjne - czytamy w raporcie.

Nałęcz zauważa, że między 16 a 31 lipca nie ma żadnych śladów połączeń telefonicznych między Kwiatkowskim i Czarzastym. - Obaj nie podali żadnych racjonalnych powodów zerwania kontaktów telefonicznych, mimo że dotąd były one intensywne. Jest więc wielce prawdopodobne, że dzień po przekazaniu Rapaczyńskiej oferty przez Rywina osoby te umówiły się na inny sposób wzajemnego kontaktowania się - czytamy w raporcie. Komisja jest wreszcie przekonana, że Czarzasty miał wpływ na zmiany w autopoprawce dokonane 23 lipca - były zgodne z jego oczekiwaniami, a sprzeczne z ustaleniami z Agorą.

Korupcyjna gra Jakubowskiej

Nałęcz kilka razy podkreśla, że komisja nie dała wiary zeznaniom Jakubowskiej. Np. w sprawie tego, jaką wersję autopoprawki przekazał Helenie Łuczywo 22 lipca w kancelarii premiera. Według Nałęcza Jakubowska, najpierw wpisując autopoprawkę w porządek obrad rządu 16 lipca, a potem ją zdejmując, prowadziła z Agorą korupcyjną grę:

"Jeśli zatem decyzję o rozszerzeniu porządku obrad rządu rozpatrywać w kategoriach relacji Jakubowskiej z Agorą - demonstrowała ona nieustępliwość i była pokazem siły wobec spółki. Należy więc sądzić, że wnioskodawca chciał pokazać, że nie istnieje żaden kompromis. Taka decyzja mogła wpłynąć na zmiękczenie partnera do korupcyjnej oferty i wzmacniała siłę argumentacji Rywina sprowadzającej się do twierdzenia: Agora będzie mieć, co chce, ale nie za darmo".

Komisja ocenia, że Jakubowska, prosząc Rapaczyńską 15 lipca, by ta poprzez Michnika wpłynęła na premiera, by ten zdjął z porządku obrad autopoprawkę, w istocie sprawdzała gotowość Agory do przyjęcia propozycji Rywina. - Ewentualny brak zgody Michnika na interwencję u premiera mógłby stanowić niepokojący sygnał dla inicjatorów korupcyjnej propozycji. Takie czynności sprawdzające były możliwe wyłącznie dzięki akcji Jakubowskiej, ale komisji nie udało się pozyskać bezpośredniego dowodu, że podejmowała ona takie działania świadoma korupcyjnej propozycji - czytamy w raporcie. - Nie da się wykluczyć sytuacji, że została tylko wykorzystana przez osoby lepiej od niej zorientowane w całym przedsięwzięciu. Przeciwko takiej wersji przemawia jednak odmawianie przez Jakubowską odsłonięcia kulis tych poczynań i dalsze konsekwentne ułatwianie gry korupcyjnej prowadzonej przez osoby wysyłające Rywina do Agory - pisze Nałęcz.

Jego zdaniem należy podejrzewać, że cała trójka - Jakubowska, Kwiatkowski i Czarzasty - już 15 lipca wiedziała nie tylko o propozycji korupcyjnej Rywina, ale także o reakcji na nią Agory. Dowodem są rozmowy telefoniczne całej trójki tego dnia. "Jeśli Rywin był tylko posłańcem, to racjonalne byłoby oczekiwanie, że poinformuje swoich mocodawców o efektach wizyty w Agorze" - pisze Nałęcz.

Gdzie Rokita różni się od Nałęcza

Tymczasem Jan Rokita w swojej wersji części raportu twierdzi, że Agora nie odrzuciła propozycji Rywina, podjęła się gry z SLD i zawarła poufne porozumienie z rządem.

Nałęcz, który wykorzystał w swoim raporcie tekst Rokity, inaczej interpretuje fakty. Np. według Rokity spotkanie Michnika z premierem 18 lipca jest tylko jednym z dowodów na intensywne kontakty "Gazety" z przedstawicielami rządu. Rokita wymienia je na równi z rozmowami Agory z prezesem UOKiK czy Jakubowską.

Natomiast Nałęcz poświęca temu spotkaniu dużo uwagi. Michnik prosi o rozmowę z premierem w cztery oczy i pyta go wprost, czy wysyłał kogoś w sprawie ustawy do Agory. Gdy premier zaprzecza, Michnik wymienia nazwisko Rywina i informuje Millera o aferze. To wówczas zapada decyzja o konfrontacji

(Agnieszka Kublik)

Autor: Gazeta.pl