Sesja w jedną stronę
Treść
Nikt z Ministerstwa Skarbu Państwa nie przyjechał na wczorajsze obrady Rady Miasta poświęcone sytuacji w PŻM-ie. - To skandal! - wołał na sali poseł PiS-u Jacek Sauk.
Na sesję przyszli natomiast m.in.: mimowolny sprawca zamieszania, czyli dyrektor firmy Paweł Brzezicki, członkowie nieposłusznej ministrowi rady pracowniczej, ludzie z załogi i trzech parlamentarzystów. Ponieważ MSP zlekceważyło zaproszenie, radni wysłuchali argumentów tylko jednej strony konfliktu. Na sali byli wprawdzie inni przeciwnicy dyrektora Brzezickiego, ale ich pretensje nie miały związku z przedmiotem obrad, czyli z zagrożeniem stabilizacji firmy oraz groźbą utraty miejsc pracy (Janusz Maciejewicz z sekcji morskiej "Solidarności" zarzucał dyrektorowi, że przeflagował statki pod tanie bandery, a Jacek Dubiński z OPZZ-owskiego Związku Marynarzy narzekał, że załogi zarabiają za mało i muszą same płacić składki na ZUS).
Od obrońców Brzezickiego dystansował się też nowy szef klubu radnych SLD Jędrzej Wijas:
- Zmiany na stanowiskach szefów przedsiębiorstw państwowych nie są niczym wyjątkowym. Rada została wplątana w konflikt personalny. Towarzyszą temu insynuacje pod adresem lewicy. Nie zamierzamy brać udziału w atakach na SLD - mówił. - Z niepokojem obserwujemy angażowanie się samorządu w działania osłabiające państwo.
Pozostali solidarnie bronili Brzezickiego.
Mirosław Folta, przewodniczący rady pracowniczej: - Decyzja o odwołaniu dyrektora była podjęta bezprawnie. Złożyliśmy pozew do sądu, czekamy na jego rozstrzygnięcie.
Paweł Kowalski z zakładowej "S": - Ta firma działa na rynku światowym. Renomowany menedżer gwarantuje jej bezpieczeństwo. PŻM przez 55 lat nie dostał od rządu ani złotówki. Jak nie macie pieniędzy w budżecie, to chociaż nie niszczcie armatora, który sam sobie daje radę.
Wiesław Celencewicz, bosman: - Wczoraj wróciłem z morza, sześć miesięcy byłem w Zatoce Meksykańskiej. Nie rozumiemy z kolegami tego, co się dzieje. Jesteśmy szczęśliwi, że firma stanęła na nogi. Ufamy Brzezickiemu.
Jerzy Lipiński, ZZ Kapitanów i Oficerów: - Audytuję statki. Od sześciu lat stan techniczny floty poprawia się. Mój związek nie widzi zaniedbań. W Warszawie nie mają pojęcia na temat shipingu.
Krzysztof Linek, sekretarz rady pracowniczej: - Była cisza, jak PŻM był w dole kloacznym. Jak z niego sam wyszedł, to sobie o nas przypomnieli.
Jako ostatni z gości głos zabrał Paweł Brzezicki.
- Gdy w 1998 r. obejmowałem stanowisko, w kasie PŻM-u nie było 60 zł na bilet do Warszawy. Od tego czasu spłaciliśmy 400 mln dolarów długu, kupiliśmy pięć statków, kolejne cztery budujemy. Zapewniam pracowników, że dopóki prawo jest za nami, a wy za mną, będzie tak, jak jest.
Radni jednogłośnie (22 głosami) przyjęli stanowisko, w którym zwracają się do ministra skarbu "z prośbą o przedstawienie informacji o przyczynach konfliktu oraz zamierzeniach ministra w stosunku do PŻM".
(Jerzy Połowniak)
Autor: gazeta.pl