Strzelanina podczas interwencji domowej na prawobrzeżu
Treść
Policjant został ranny, 68-letni mężczyzna nie żyje, dwóch innych leży w szpitalu, jeden w ciężkim stanie. Porachunki mafijne? Nie, to efekty piątkowej awantury domowej.
Do tragedii doszło podczas weekendu, kiedy funkcjonariusze w całym kraju celebrowali święto policji. W piątek wieczorem, w dwurodzinnym domu przy ul. Botanicznej na os. Majowym, Wioleta R. przyjmowała swojego przyjaciela i jego brata. Obaj tego dnia układali polbruk na jej podwórzu. Przed godz. 23 do domu weszli dwaj bracia gospodyni: 24-letni Sylwester P. oraz 38-letni Dariusz P. Byli pijani, zrobili siostrze awanturę, m.in. o związek z obecnym w mieszkaniu przyjacielem. Doszło do szarpaniny, poleciały szyby. Kobieta wezwała policję, ale zanim funkcjonariusze przyjechali, uderzyła młodszego brata w głowę młotkiem (był pod ręką, bo wcześniej służył do prac na podwórzu). Według sąsiadów ugodzony mężczyzna krzyknął do starszego brata: "Leć po ojca, my tu z siostrą zrobimy porządek!". Dariusz P. posłuchał go i wybiegł z domu. Kiedy na miejsce dotarł patrol wywiadowców z KMP (nieumundurowany), zastali już spokój. Wezwali pogotowie i wyszli na zewnątrz, żeby ocenić straty materialne. Wtedy nadszedł Dariusz P. z 68-letnim ojcem. Do starcia doszło przed domem.
- Mężczyźni szli w kierunku policjantów, jeden z nich miał w ręku nóż. Nie reagowali na wezwanie "Stać, policja", ani na następne "Stój, policja, stój, bo strzelam" - mówi Krzysztof Targoński, rzecznik prasowy KWP w Szczecinie.
Funkcjonariusze oddali najpierw strzały ostrzegawcze. Mimo to starszy z mężczyzn zaatakował i ugodził policjanta nożem w udo. Wtedy funkcjonariusze wycelowali w napastników. Witold P. został trafiony trzy razy: w nogę i z bliska w brzuch oraz klatkę piersiową. Zginął na miejscu. Jego syn Dariusz P., postrzelony w udo, jest po operacji i walczy o życie.
Ranny policjant miał dużo szczęścia - cios, choć zadany ostrzem o długości 25 cm i z wprawą (w udo, od dołu) ominął tętnicę zaledwie o 2 cm. Stan poszkodowanego lekarze określają jako dobry.
Okoliczności piątkowych wydarzeń bada teraz prokuratura. Komendant wojewódzki policji powołał też specgrupę do wyjaśnienia przebiegu wydarzeń.
Aleksandra Pezda 25-07-2004
Fot.Sebastian Wołosz/ AG
Dlaczego na interwencję pojechał nieumundurowany patrol?
Według wstępnych ustaleń policji funkcjonariusze Piotr A. i Arkadiusz K. oddali sześć strzałów, w tym dwa ostrzegawcze. Strzelali obaj. Nie wiadomo na razie, czyje kule kogo dosięgły. Według relacji Krzysztofa Targońskiego, rzecznika KWP w Szczecinie, policjanci zanim strzelili, najpierw okazali odznaki policyjne (nie wiadomo, z jakiej odległości), wydając w stronę mężczyzn komendę "Stać, policja", a gdy ci nadal szli w ich stronę, komendę "Stój, policja, stój, bo użyję broni" i oddali dwa strzały ostrzegawcze. Wszystko działo się w nocy, funkcjonariusze byli nieumundurowani.
- Znajdowali się bliżej miejsca zdarzenia niż mundurowi policjanci i dlatego zostali skierowani na Botaniczną - tłumaczy Krzysztof Targoński. - Działali w sytuacji zagrożenia życia, mogliby bronić się nawet bez strzałów ostrzegawczych.
W służbie są długo - jeden pięć lat, drugi 11. Obaj są teraz pod opieką policyjnego psychologa, który do wczoraj nie pozwolił ich przesłuchiwać.
Pytanie o mundurowych
Czy w nocy do interwencji domowych powinni jeździć nieumundurowani policjanci?
Alicja Hytrek, rzecznik komendanta głównego policji: Mówimy o interwencji, czyli o sytuacji, w której ktoś wzywa policję na pomoc. Wtedy dyżurny ma obowiązek skierować na miejsce tych policjantów, którzy są najbliżej miejsca zdarzenia, żeby jak najszybciej udzielili pomocy. Nie ma przepisu, który by zabraniał wysłać na interwencję nieumundurowanych funkcjonariuszy. Każdy z nich jednak ma obowiązek uprzedzić, że jest policjantem na służbie.
Kim byli napastnicy?
Jeden mężczyzna zabity, dwóch rannych oraz ranny policjant to efekt awantury i interwencji domowej w piątek w nocy przy ul. Botanicznej na os. Majowe. Zarówno policja, jak i sąsiedzi mają o uczestnikach awantury złe zdanie. Nie szczędzą też wzajemnych pretensji.
Ofiary zdarzenia to jedna rodzina: Witold P., ojciec (zastrzelony), jego córka Wioleta R. (wezwała na pomoc policję), jego synowie 38-letni Dariusz P. (postrzelony w udo) i 24-letni Sylwester P. (uderzony młotkiem w głowę przez Wioletę R.).
Sąsiedzi Wiolety R. twierdzą, że jej dom znany jest z burd i awantur.
- Brat często napastował siostrę: awanturował się, bił ją - opowiada "Gazecie" o Dariuszu P. jedna z sąsiadek.
- Do mojego męża z piłą motorową wyskoczył: "Szykuj sobie dołek", krzyczał, a mnie od k... wyzywał - opowiada inna kobieta. - Zaczepiał, nie pozwalał spokojnie przejść.
Według niej policja nie reagowała na zgłoszenia sąsiadów. - Do dzielnicowego nie ma co iść - żali się.
Innego zdania jest podinsp. Andrzej Zamęcki, komendant komisariatu Szczecin Dąbie (obejmuje zasięgiem również ul. Botaniczną): - Dzielnicowy z tej ulicy jest wyjątkowo konsekwentny. Dostaje nagrody za walkę z nielegalną sprzedażą alkoholu w okolicznych sklepach i może dlatego niektórzy mieszkańcy go nie lubią - mówi. Potwierdza, że rodzina P. jest na cenzurowanym, zaś dom przy Botanicznej jest stale przez policję monitorowany. I dodaje: - To sąsiedzi powinni mieć dość konsekwencji, żeby składać skargi pisemnie. Zazwyczaj się z tego wycofują.
Sąsiad rodziny P.: - Od siedmiu lat tak było, że jak się napili, to od razu awantura. Teraz może się wreszcie uspokoi.
Aleksandra Pezda, Sebastian Wołosz
Autor: gazeta.pl