Supersensacja na Euro, Francja - Grecja 0:1!
Treść
Mistrz Europy wyeliminowany przez rewelacyjną Grecję. Zasłużenie.
Mistrzów Europy pognębił 23-letni Angelos Charisteas, który przez cały sezon przegrywał w Werderze Brema rywalizację z Brazylijczykiem Ailtonem. To właśnie Otto Rehhagel polecił go swojemu byłemu klubowi, namawiając, by zapłacili Arisowi Saloniki za nieznanego piłkarza 3 mln euro, przebijając oferty AC Parma i Lens. W 2001 roku w debiucie w reprezentacji Grecji strzelił gola Rosji dwie minuty po wejściu na boisko.
Starożytni Grecy czcili 12 bogów. Współcześni mają 11" - głosi napis na autobusie reprezentacji, która sprawiła największą niespodziankę turnieju. To nieprawda. Autor bon motu zapomniał jeszcze o półbogu. Niemieckim trenerze nazywanym pod Akropolem "Rehhaglesem".
To on schłodził gorącą krew Greków, których styl do niedawna kojarzył się z chaotycznym, karkołomnym parciem do przodu i bałaganem na tyłach. To Otto Rehhagel sprawił, że prasa zapowiadała wczorajszy ćwierćfinał jako "grecki D-Day" lub "mecz stulecia", a po awansie do niego to Rehhagelowi telefoniczne gratulacje składał premier Costas Karamanlis. To on sprawił, że strącili z piłkarskiego Olimpu niepokonaną od ponad 20 spotkań Francję.
Ale pomogli mu też obrońcy tytułu, od początku turnieju osowiali, nieprzekonujący, modlący się o błysk geniuszu Zinedine'a Zidane'a. Wczoraj po raz pierwszy się go nie doczekali. Po toczonym w szaleńczym tempie angielsko-portugalskim dreszczowcu wczorajszy ćwierćfinał - przecież z udziałem murowanego faworyta do złota - przypominał amatorskie wideo z imieninowej herbatki u cioci Francoise. Trener Arsene Wenger, ten nieomylny twórca potęgi Arsenalu, ostrzegał swoich rodaków, że rzucić się na Greków byłoby nierozsądne, zalecał cierpliwość, wyczekiwanie na dogodny moment, by zadać decydujące ciosy.
Francuzi zrozumieli te słowa chyba zbyt dosłownie. Ledwie wybrzmiała dynamiczna "Marsylianka", gdy zaczęli - po raz kolejny na Euro - grać chodzonego. Lizarazu czy Gallas bez końca wpatrywali się w drugi koniec boiska, a kiedy wreszcie zdecydowali się na dłuuugie podanie do Henry'ego lub Trezegueta, wokół nich tłoczyła się cała chmara Greków. Bramkarz Antonios Nikopolidis zadrżał dopiero po półgodzinie walki, kiedy Thierry Henry minimalnie chybił. Interweniował po raz pierwszy tuż przed przerwą.
Nie wiadomo, ilu kibiców ten incydent dostrzegło, bo to przede wszystkim ich Trójkolorowi wystawili na próbę cierpliwości. Po kwadransie rozległy się pierwsze gwizdy. Po drugim siedzący przed nami dziennikarz "Marki" ostentacyjnie otworzył laptopa i zajął się spisywaniem rewelacji o transferze Ricardo Carvalho do madryckiego Realu.
Grecy się podobali. Kiedy Panagiotis Fyssas pięknie i mocno uderzył z woleja, a Fabien Barthez ledwie wybił piłkę nad poprzeczkę, jego słowa sprzed meczu nabrały nowego sensu. Boczny obrońca pytany, co takiego zmienił trener Otto Rehhagel w greckim futbolu, odpowiadał jak automat, nawet nie odwracając głowy. "Wszystko". Wymijająca odpowiedź? Raczej nie, jeśli przypomnieć sobie amerykański mundial z 1994 roku, który greccy piłkarze spędzili na spotkaniach z rodakami mieszkającymi na wschodnim wybrzeżu. Dziś do podobnych pomysłów żaden Grek by się nawet nie przyznał. Raczej nie, jeśli Temistoklis Nikolaids wyprowadzał wczoraj w pole obronę mistrzów Europy, a Georgios Karagounis jako pierwszy oddał groźny strzał w meczu.
Grecy cierpliwością rzeczywiście imponowali, bo z każdą minutą śmielej zapuszczali się pod francuskie pole karne. Wreszcie w 68. minucie Teodoros Zagorakis (lider klasyfikacji odbierających piłkę) wykorzystał fatalne zachowanie Bixente Lizarazu, darmową piłkę wrzucił w pole karne, a tam do siatki wepchnął ją głową pozostawiony samemu sobie Angelos Charisteas.
- Telefon od pierwszej osoby w państwie to było w mojej karierze coś absolutnie wyjątkowego - mówił Rehhagel po telefonie od premiera. Kiedy komórka znów zadzwoni, niech będzie ostrożny. To może nie być zwykły telefon z Aten. To może być sama Atena.
Santini, coś ty zrobił???
Francuzi nieszczęście przeczuwali chyba już przed meczem. Otwarcie wytykali błędy trenerowi Jacques'owi Santiniemu. Ostatni do chóru krytyków przyłączył się Robert Pires nawołujący do "radykalnych zmian". - Nasz problem polega na tym, że nie potrafimy już nikogo zaskoczyć. Koniecznie trzeba poszukać nowych dróg do bramki rywali - wtórował mu Henry.
Nie znaleźli. A działacze Tottenhamu, którzy przed turniejem podpisali kontrakt z selekcjonerem "Les Bleus", musieli bić się z myślami. Santini rozłożył Francję z genialnymi Zidane'em, Henrym, Vieirą, Piresem. Co z robi z przeciętnym klubem Premier League?
To miał być najnudniejszy ćwierćfinał i był. Ale nie z winy Greków. Ustępujący królowie europejskiej piłki grali wolno, więc są wolni od Euro. Jadą na wakacje. Grecję będą pewnie omijać szerokim łukiem. A szkoda, bo niewiele jest dziś szczęśliwszych nacji.
Francja - Grecja 0:1 (0:0)
Strzelec bramki: Charisteas (65.)
Francja (4-4-2)
16-Fabien Barthez - 5-William Gallas,15-Lilian Thuram, 13-Mikael Silvestre, 3-Bixente Lizarazu - 10-Zinedine Zidane Ż, 17-Olivier Dacourt (72. 10-Sylvain Wiltord), 6-Claude Makelele, 7-Robert Pires (79. 11-Jerome Rothen) - 12-Thierry Henry, 20-David Trezeguet (72. 9-Louis Saha Ż).
Grecja (4-5-1)
1-Antonis Nikopolidis - 2-Yourkas Seitaridis, 19-Michalis Kapsis, 5-Traianos Dellas, 14-Takis Fyssas - 20-Giorgos Karagounis Ż, 21-Costas Katsouranis, 7-Theodoros Zagorakis Ż, 6-Angelos Basinas (85. 10-Vassilis Tsiartas), 11-Demis Nikolaidis (60. 23.Themistokles Lakis); 9-Angelos Charisteas
Sędziuje: Anders Frisk (Szwecja)
Autor: gazeta.pl