Ultimatum dla opornych
Treść
Parlament Europejski w przyjętej wczoraj większością 346 do 106 głosów wezwał unijnych przywódców do przezwyciężenia różnic dla "osiągnięcia zrównoważonego i pozytywnego" kształtu konstytucji Unii Europejskiej na szczycie 13 grudnia w Brukseli. Wcześniej grupa polskich obserwatorów w Parlamencie Europejskim zaprotestowała przeciwko projektowi rezolucji potępiającej nasz kraj za "niszczenie" formuły głosowania w Unii wypracowanej przez Konwent Europejski.
Przy wsparciu największych ponadnarodowych frakcji politycznych Parlament Europejski poparł wczoraj konstytucyjne aspiracje unijnych przywódców oparte na projekcie unijnej ustawy zasadniczej, wypracowanego w czerwcu i lipcu przez Konwent Europejski. W przyjętej rezolucji eurodeputowani wyrazili również zaniepokojenie próbami podważenia przez niektóre państwa propozycji Konwentu Europejskiego wprowadzających instytucjonalną reformę Unii. Parlament powtórzył swoje wcześniejsze poparcie dla planów zastąpienia nicejskiego systemu głosowania systemem "podwójnej większości", państw i ludności - korzystnym dla największych członków Unii - Francji i Niemiec. Unijni posłowie zadeklarowali jednak, że istnieje "pole do kompromisu w kwestii proponowanych w tym systemie proporcji".
Dzień wcześniej frakcja europejskich liberałów ELDR zaproponowała w projekcie rezolucji publiczne potępienie Polski i Hiszpanii za "niszczenie" formuły głosowania w Unii wypracowanej przez Konwent Europejski.
Próbę przeforsowania takiej uchwały stanowczo skrytykowała grupa polskich parlamentarzystów - obserwatorów w Parlamencie Europejskim. W zainicjowanym przez posła Antoniego Macierewicza (RKN) i senatora Adama Bielę (LPR) proteście polscy parlamentarzyści zwrócili uwagę, że w tekście rezolucji "w fałszywym świetle" przedstawia się stanowisko Polski, nie wspominając m.in. o "antydemokratycznych procedurach Konwentu, który narzucił rozwiązania mniejszości wbrew zasadzie konsensusu", oraz o tym, że Polska "w sprawie głosowania broni jedynie obowiązującego Traktatu z Nicei, a zwłaszcza traktatu akcesyjnego". W przekazanym przewodniczącemu PE Patowi Coksowi proteście, który poparli pojedynczy parlamentarzyści LPR, Samoobrony, SLD, SKL i PBL, zauważono, że "organizowanie zbiorowego potępienia kogoś pozbawionego głosu przypomina najgorsze doświadczenia reżymów antydemokratycznych i źle wróży przyszłej demokracji w Unii Europejskiej". Ostatecznie jednak projekt uchwały nie został poddany pod głosowanie.
Tymczasem unijni przywódcy, którzy nieoficjalnie "dogadali się" już w sprawie zapisów eurokonstytucji, coraz bardziej obawiają się sprzeciwu europejskich narodów wobec swojego projektu. Przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi ostrzegł w tym tygodniu, że jeśli jeden z członków Unii nie ratyfikuje unijnej konstytucji, będzie mógł wówczas opuścić UE. "Jeśli jakiś kraj zagłosuje na 'nie', to nie powiemy mu, żeby się wynosił, ale będziemy musieli znaleźć rozwiązanie, które uniemożliwi jednemu państwu powstrzymanie 24 pozostałych. To jest jasne" - oświadczył Prodi w wywiadzie dla irlandzkiej gazety "Irish Times". W zeszłym roku Irlandczycy omal nie zablokowali ratyfikacji Traktatu Nicejskiego, wywołując gniew Brukseli za odrzucenie Nicei w ogólnonarodowym referendum.
Piotr Wesołowski, Bruksela
Nasz Dziennik 5-12-2003
Autor: IAP