Walki o Nadżaf
Treść
Dziś o świcie w Nadżafie, po kilkugodzinnej przerwie ponownie rozgorzały gwałtowne walki pomiędzy bojówkami szyickiego radykała Muktady al-Sadra i siłami USA.
Jak informuje agencja France Presse, o godzinie 7. w mieście słychać było odgłosy ciągłego ognia artyleryjskiego. Nad centrum miasta, głównie nad cmentarzem muzułmańskim, gdzie bronią się oddziały sadrystów, krążą amerykańskie śmigłowce. Nad miastem unoszą się kłęby dymów.
Wczoraj dowodzący piechotą morską USA w tym świętym dla szyitów mieście na południu Iraku płk Anthony M. Haslam zakomunikował, że siły amerykańskie i irackie przygotowują się do ostatecznego ataku na pozycje szyickiej milicji w Nadżafie. W uderzeniu - zapowiedział - miałyby wziąć udział siły marines, iracka gwardia narodowa, dwa bataliony piechoty USA i amerykańska eskadra lotnicza.
Informacji o planowanej ofensywie zaprzeczył jednak w kilka godzin później gubernator Nadżafu Adnan al-Zorfi. - To nieprawda - nie mamy takiego zamiaru - powiedział w rozmowie z dziennikarzem AFP.
Walki w Nadżafie trwają od tygodnia i pochłonęły już setki ofiar.
Amerykanie musieli inetrweniować również w al-Kut. W nalotach lotnictwa USA, przeprowadzonych minionej nocy, zginęło co najmniej 56 osób a 110 zostało rannych - podały źródła medyczne w tym mieście, cytowane przez agencję France Presse.
Lekarz z miejscowego szpitala, cytowany przez AFP, twierdzi, że wśród ofiar nalotów jest wielu bojowników Armii Mahdiego Muktady al-Sadra lecz także cywilów, w tym dzieci. - Amerykańskie samoloty zaczęły bombardować dzielnicę al-Szakia na południu al-Kut po północy. Zrównane z ziemią zostało osiemnaście budynków - mówi lekarz, Chader Fadal Arar.
Wczoraj w al-Kut - 180 km na południowy wschód od Bagdadu, w polskiej strefie stabilizacyjnej - doszło do krwawych starć między uzbrojonymi rebeliantami a iracką policją. Grupy rebeliantów atakowały ratusz i posterunki policji oraz Gwardii Narodowej. Po obu stronach byli zabici i ranni.
(PAP)
Autor: interia.pl