Wielki dzień dla Polski!
Treść
"Gazeta Wyborcza": To wielki dzień dla Polski i wielki dzień dla demokracji europejskiej. Europa stawia decydujący krok ku jedności budowanej wokół zasady "wolni z wolnymi", "równi z równymi".
Jest ona odpowiedzią na dwie krwawe wojny XX wieku i na dwa systemy totalitarnych dyktatur: faszyzm i komunizm - pisze na łamach "Gazety Wyborczej", jej redaktor naczelny Adam Michnik, w komentarzu redakcyjnym, w związku z wejściem Polski do UE.
W jego ocenie, na naszych oczach odbywa się ostateczne przekreślenie porządku jałtańskiego, gdy Polska i inne kraje Europy Środkowej i Wschodniej, ledwie uwolnione od Hitlera, wpadły w łapy stalinowskiego despotyzmu. Przez 50 lat doświadczaliśmy "Historii spuszczonej z łańcucha". Dziś historia pokazuje twarz uśmiechniętą i przyjazną.
Takie dni - jak podkreśla Michnik - zdarzają się w ludzkim życiu. Dla jego pokolenia był to dzień wyboru papieża Jana Pawła II, dni Sierpnia '80, Nagród Nobla dla Czesława Miłosza i Lecha Wałęsy, wyborów 4 czerwca 1989 roku. Cóż - to niemało jak na jedno życie.
Według redaktora naczelnego "GW", dopiero akcesja do NATO i Unii Europejskiej wieńczy marzenia kilku pokoleń Polaków, które przez dziesięciolecia zmagały się z totalitarną przemocą i sowiecką dominacją. "Dziś, gdy znika ostatni ślad "żelaznej kurtyny", uczyńmy wszystko, by za wschodnią granicą Polski i Unii nie powstała żadna inna kurtyna. Bądźmy otwarci" - apeluje Adam Michnik w "Gazecie Wyborczej" - w przededniu wejścia Polski do Unii Europejskiej.
Nie wchodzimy do Europy. Nawet do niej nie wracamy, bo jako naród nigdyśmy z niej nie wyszli i nie daliśmy się też od Europy odciągnąć. Wchodzimy do Unii Europejskiej. I jest to wielki dzień dla Polski. Ukoronowanie 15 lat starań, zabiegów, sporów, rokowań i dyskusji - podkreśla Maciej Łukasiewicz w komentarzu na łamach "Rzeczpospolitej".
Jego zdaniem, jest to dzień powrotu na swoje miejsce w Europie i świecie. "I jest też to wielki dzień dla Unii Europejskiej, która rozszerzając się o nowych członków, zapełnia kolejne obszary cywilizacyjnej i kulturowej przestrzeni europejskiej" - uważa komentator "Rzeczpospolitej". Zazwyczaj w takich momentach, uznawanych za historyczne, oddaje się sprawiedliwość tym, którzy przyczynili się do sukcesu. Ale w tym wypadku autorami sukcesu jesteśmy wszyscy. Wszyscy Polacy, którzy powiedzieli tak w referendum. Wszystkie kolejne parlamenty i rządy od 1989 roku. Kościół katolicki i jego hierarchia.
Dyplomaci i negocjatorzy. Media. Ale także wszyscy eurosceptycy i przeciwnicy integracji, bo bez ich wątpliwości i sprzeciwów europejska dyskusja musiałaby być znacznie uboższa - podkreśla komentator "Rz".
Trudno się oprzeć argumentowi, który brzmi: przystępując do Unii Europejskiej Polacy wychodzą z biedy, zapyziałej prowincji do nowoczesnego centrum. Przejawem naszej prowincjonalności jest nie tylko wieczne narzekanie na polską biedę, lecz także usprawiedliwianie tą biedą zapyziałego wyglądu większości polskich ulic, budynków, przedmiotów i ludzi. Natomiast Europa dla wielu z nas to przeciwieństwo szarzyzny - kolorowe ulice i budynki, błyszczące samochody, uśmiechnięci ludzie - pisze Adam Budzyński na łamach "Trybuny".
Kontrast między nowoczesnym centrum z solidnymi instytucjami państwowymi i politycznymi a zapyziałą prowincją uwidacznia się także w inny sposób. Narzekania Polaków na klasę polityczną, której populizm stał się pożywką dla demagogii i osłabiania państwa jest słusznie uzasadniony - podkreśla Budzyński. Jego zdaniem, co prawda w przystępującej do Unii Polsce nie ma totalitaryzmu, ale nie ma też demokracji.
Demokrację - jak zauważa Budzyński - zastąpiło partyjniactwo, czyli nieumiejętność przedstawicieli partii politycznych myślenia kategoriami interesów państwa. "Idzie za tym rozpatrywanie każdej sprawy tylko z punktu widzenia partii czy koterii, czego przykładem są komentarze redaktor Michnika i wicemarszałka Sejmu Nałęcza do wyroku sądu w sprawie tzw. Rywingate. Jak tak dalej pójdzie, to monopl na prawdę zyska koteria zgromadzona wokół "Gazety Wyborczej" - pisze Budzyński.
Autor: onet.pl