Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Wstrząsający proces 17 pedofilów we Francji

Treść

Taksówkarz, piekarka, kasjerka, ksiądz, pracownik sądu, kilkoro bezrobotnych - 17 mieszkańców blokowiska, jakich we Francji wiele stanęło we wtorek przed sądem w procesie, który wstrząsa opinią publiczną. Są oskarżeni, że przez lata gwałcili i torturowali nieletnie dzieci, w tym własne



Obciążające zeznania złożyło w sumie 18 dzieci. W momencie popełnienia zbrodni miały od trzech do 12 lat. Twierdzą, że między 1996 a 2000 r. były ofiarami pedofilskich gwałtów, bicia "aktów tortur i barbarzyństwa popełnionych również z użyciem zwierząt" - jak zapisano w akcie oskarżenia. Śledczy i psychologowie są pewni, że dzieci nie fantazjują, choć to co mówiły w śledztwie normalnym ludziom trudno sobie nawet wyobrazić.

Czwórka z oskarżonych przyznała się do zbrodni i obciążyła inne osoby, ale te wszystkiemu zaprzeczają. Śledczym brak dowodów materialnych - wbrew zwyczajom pedofilów nie robili filmów wideo, czy zdjęć ze znęcania się nad dziećmi. Adwokaci chcą to wykorzystać, twierdząc, że aferę rozdmuchano na fali społecznego wzburzenia w związku ze sprawą głośną w sąsiedniej Belgii pedofila-mordercy Marca Dutroux (jego proces toczy się obecnie w Arlon).

W centrum sprawy znajduje się rodzina D. - ojciec-alkoholik i matka, która sama jako dziecko, a potem dorosła padła ofiarą gwałtów. "Pan" domu gwałcił, bił i terroryzował swoich czterech małoletnich synów. Z czasem zaczął sprowadzać znajomych, by także się zabawili, za co brał od nich pieniądze. Ci z kolei sprowadzać mieli na orgie swoje pociechy oraz znajome dzieci z biednego osiedla. Sprawa wyszła na jaw, gdy w szkole zaobserwowano dziwne zachowanie chłopców D. Psychologowie rozpoznali w nich ofiary wykorzystywania seksualnego. Chłopcy w końcu sami wyznali, co dzieje się w ich rodzinnym domu.

Zdaniem francuskich obserwatorów ta sprawa gwałtów pedofilskich w Outreau na północy Francji pewnie nigdy by nie ujrzała światła dziennego, gdyby nie wstrząs, jaki wywołały w Europie Zachodniej zbrodnie Dutroux. W przeszłości bowiem wyznania dzieci o tym, że rodzice "źle się z nimi bawią" zwykle lekceważono, uważając, iż nieletni coś tam sobie zmyślają. Nawet jeśli tylko niewielka część z tego, o czym mówiły ofiary, zostanie przed sądem dowiedziona, wystarczy, by skazać niektórych z oskarżonych na maksymalny wymiar kary - dożywocie, którego żąda w tej bulwersującej sprawie prokuratura.

Proces potrwać ma klika tygodni, a obrady sądu mają być w pełni jawne.

(Robert Sołtyk, Strasburg)

Autor: gazeta.pl