Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Wstrząśnięty Lew-Starowicz: Sam podsyłałem pacjentów do S.

Treść

Profesor Zbigniew Lew-Starowicz uważa, że zdjęcia nagich dzieci, własność warszawskiego psychologa, oskarżonego o pedofilię Andrzeja S., najprawdopodobniej nie służyły do pracy naukowej. Tak twierdzi oskarżony.

"Do pracy naukowej wystarczy seria bardzo typowych zdjęć. Pedofilia jest bardzo dobrze opisanym zagadnieniem. Piśmiennictwo, również fotograficzne, jest w tym zakresie bardzo duże" - podkreślił profesor Lew-Starowicz.

Gość radiowej Trójki przyznał, że jest wstrząśnięty postawieniem przez prokuraturę zarzutów Andrzejowi S. Przyznał, że sam posyłał mu swoich pacjentów, ale nigdy nie usłyszał niczego, co mogłoby wzbudzić jego niepokój.

Zdaniem Lwa-Starowicza, jeśli potwierdzą się zarzuty postawione Andrzejowi S., nie musi oznaczać to, że dzieci znajdujące się na zdjęciach psychologa były jego pacjentami.

Seksuolog uważa, że Andrzej S. mógł nie wchodzić w relacje seksualne ze swoimi pacjentami i prowadził podwójne życie.

"Gdyby wykorzystywał tych małych pacjentów to byłaby koszmarna rzecz. Obok rodziców, terapeuta i ksiądz są traktowani jako osoby największego zaufania" - zaznaczył Lew-Starowicz.

W opinii seksuologa, w przypadku Andrzeja S. może chodzić o tak zwaną pedofilię wtórną, czyli taką, która następuje po okresie udanych normalnych relacji heteroseksulanych.

"Może jako psycholog, Andrzej S. miał ogromną potrzebę bycia guru, potrzebę władzy całkowitej i to czasem może przejść na sferę seksu" - podejrzewa profesor Lew-Starowicz.

Naukowiec podkreślał, że część pedofilów można wyleczyć. Podkreślił jednak, ze leczenie to jest czasochłonne, kosztowne i wymaga bardzo profesjonalnej kadry.

Katarzyna Piekarska, posłanka SLD i autorka projektu ustawy o pedofilii, powiedziała, że projekt ten ma na celu przede wszystkim umożliwienie leczenia pedofilów. Sąd, według projektu, będzie mógł orzec obligatoryjne leczenie. Taką osobę będzie można już leczyć w zakładzie karnym. W najbliższy czwartek zajmą się tym projektem sejmowe komisje.

Zarzuty prokuratury wobec znanego psychologa Andrzeja S. uzasadniają jego tymczasowe aresztowanie - ocenił sąd, który wczoraj wieczorem zadecydował, że terapeuta spędzi w areszcie trzy miesiące.

Wnioskowała o to warszawska prokuratura rejonowa dla dzielnicy Mokotów, która postawiła Andrzejowi S. zarzuty dotyczące pedofilii i pornografii dziecięcej. Nie podano szczegółów zarzutów, ponieważ śledztwo jest objęte klauzulami tajności

Jak powiedział rzecznik sądu Okręgowego Wojciech Małek - w ocenie sądu materiał dowodowy wskazuje, że Andrzej S. dopuścił się przedstawionych przez prokuraturę zarzutów.

Ponadto - dodał sędzia Małek - zachodzi obawa, że gdyby podejrzany pozostawał na wolności - mógłby utrudniać śledztwo.

Przedwczoraj w pobliżu domu Andrzeja S znaleziono w śmietniku fotografie zawierające pornografię dziecięcą i inne zdjęcia. Policja zatrzymała mężczyznę, który przyglądał się działaniom policjantów segregujących znalezisko. Jeden z policjantów zauważył, że ten mężczyzna przypomina osobę widoczną na niektórych zdjęciach.

Andrzeja S. zatrzymano, policja przeszukała jego mieszkanie, w którym także znaleziono budzące wątpliwości fotografie.

Według nieoficjalnych informacji, na jednym ze zdjęć przedstawiających nagie dzieci widać rękę mężczyzny z charakterystycznym znamieniem, podobnym do tego, jakie ma zatrzymany psycholog.

IAR

Autor: onet.pl