Wyciekły tajne dane MSZ
Treść
Popłoch w MSZ i służbach specjalnych. Na zewnątrz wyciekły tajne dane z 12 lat działalności MSZ. Ktoś je sprzedaje. Szef MSZ podał się do dymisji. Premier jej nie przyjął
Poniedziałkowe "Nie" ujawniło, że dysponuje 12 twardymi dyskami z komputerów MSZ, na których znajdują się dane z lat 1992 -2004 (ostatni zapis z lutego tego roku). Dotyczą m.in. zakupów broni przez polską armię, zasady organizacji wywiadu na placówkach, bezpieczeństwa polskich dyplomatów w Bagdadzie (w lutym rozważano ewakuację polskich dyplomatów ze stolicy Iraku do obozu Camp Babilon), są kody, hasła, e-maile...
Według nieoficjalnych informacji ze zmagazynowanych komputerów w MSZ zniknęło więcej niż 12 dysków, którymi dysponuje "Nie". Nasi informatorzy nie wykluczają, że dyski zostały po prostu sprzedane na giełdzie komputerowej przez pragnących sobie dorobić pracowników MSZ.
Taki wyciek może oznaczać prawdziwą katastrofę i paraliż zarówno dyplomacji, jak i służb specjalnych. MSZ rutynowo otrzymuje informacje od wywiadu, np. analizy sytuacji i tajne informacje. Na dyskach komputerów z działu kadr mogą się znajdować np. nazwiska oficerów wywiadu, którzy pracują w ambasadach pod dyplomatyczną przykrywką.
Szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Andrzej Barcikowski mówił wczoraj: - Znaczenie informacji na tych dyskach było na pewno duże. Podejmiemy natychmiastowe kroki, by dyski odzyskać.
Były urzędnik MSZ zajmujący się sprawami europejskimi uspokaja: - Wszystkie dokumenty tajne i supertajne w ogóle nie były zapisywane na twardych dyskach, ale od razu drukowane. Jego zdaniem jednak groźne może być to, co znajdowało się w pamięci komputera departamentu polityki bezpieczeństwa.
Jak wyciekły dyski? W trakcie wymiany sprzętu komputerowego część starych komputerów została złożona w magazynach MSZ. - Z wielu z tych komputerów wyjęto twarde dyski. Nie znając w pełni ich zawartości, nie mogę wykluczyć, że ujawnienie jej może wyrządzić szkodę interesom politycznym naszego kraju - powiedział szef MSZ Włodzimierz Cimoszewicz.
- W MSZ trwa wewnętrzne dochodzenie, wszyscy pracownicy zostaną przesłuchani - informował nas rzecznik MSZ Bogusław Majewski.
Kilka godzin po ujawnieniu skandalu Cimoszewicz złożył dymisję. Na zwołanej godzinę później konferencji prasowej wziął na siebie polityczną odpowiedzialność za wyciek dysków.
Premier Leszek Miller dymisji nie przyjął: - W interesie Polski jest, by niezakłócone zostały wszystkie prace związane z członkostwem Polski w UE, a te są związane z osobą ministra Cimoszewicza - oświadczył.
Co jest na tych dyskach
Tygodnik "Nie" ma 12 twardych dysków wymontowanych z komputerów MSZ pracujących m.in. w gabinecie ministra, departamencie polityki bezpieczeństwa, departamencie Ameryki, departamencie prawno-traktatowym.
Co jest na dyskach? - To jakaś sieczka, są tu informacje o modzie, ploteczki, ale jest trochę spraw "grubych" - powiedział Jerzy Urban, redaktor naczelny "Nie".
Tygodnik cytuje kilka z nich. Np. instrukcje szefa Agencji Wywiadu dla agentów pracujących za granicą: "Funkcjonariusz wywiadu nie ma na placówce kompetencji dochodzeniowo-śledczych, jedynie zadania rozpoznawcze. Efektem jego pracy powinny być analizy i uogólnienia, nie zaś newsy i sensacyjki gazetowe".
Albo "zestawienie nieruchomości użytkowanych przez Federację Rosyjską w Polsce z dokładnymi danymi z ksiąg wieczystych, z oficjalnym i nieoficjalnym przeznaczeniem nieruchomości".
Na dyskach znaleziono zapis z numerem paszportu ministra Cimoszewicza oraz wykaz premii dla oficerów BOR strzegących MSZ.
Min. Cimoszewicz na konferencji prasowej przyznał, że jest zaskoczony i zszokowany tą sytuacją. Nie odpowiadał na pytania i nie chciał komentować znaczenia nawet tych informacji, które znalazły się w "Nie".
- Mogę tylko uspokoić podatników, że za swój frak zapłaciłem sam - rzucił w stronę dziennikarzy. Według informacji z twardych dysków MSZ frak kosztował 3 tys. zł.
Nieoficjalnie wiadomo, że na twardych dyskach nie było najważniejszych informacji istotnych dla bezpieczeństwa państwa i współpracy z NATO. - Te znajdują się w specjalnej tajnej kancelarii i nie mogą być przenoszone do pamięci "zwykłych" komputerów - powiedział nam jeden z pracowników MSZ.
Śledztwo prowadzi prokuratura oraz ABW. W MSZ trwa wewnętrzne dochodzenie. Szczególnie dotyczy ono departamentu informatycznego.
Wiadomo też, że śledztwo obejmie redakcję "Nie".
Do Urbana dzwonił już zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik: - Ostrzegał, że w tej sprawie będzie prowadzone śledztwo, odpowiedziałem mu: niech pan robi swoje, ja robię swoje - powiedział nam Urban.
Andrzej Barcikowski, szef ABW:
- Musimy ustalić, jaką klauzulę miały informacje na tych dyskach, chociaż już wiadomo, że ich znaczenie było na pewno duże. Nie wiemy, czy z MSZ wydostały się dyski oryginalne, czy też zrobiono ich kopię. Podejmiemy natychmiastowe kroki w celu odzyskania tych dysków. Przeanalizujemy cały system przechowywania danych w MSZ.
Były urzędnik zajmujący się sprawami europejskimi w MSZ:
- Mam wątpliwości, czy na tego typu dyskach mogą być rzeczy naprawdę ważne. W MSZ wszystkie dokumenty, które miały klauzulę "tajne" lub "supertajne", w ogóle nie były zapisywane na twardych dyskach. Nie były pisane na komputerze, a jeśli już, to nie były zapisywane w pamięci, lecz od razu drukowane. Ewentualnie można się obawiać o to, co mogło wyciec z komputerów departamentu polityki bezpieczeństwa. O sprawy europejskie bym się nie obawiał. Po pierwsze, negocjacjami z UE nie zajmował się departament europejski wymieniany w "Nie", lecz departament Unii Europejskiej. Strategii negocjacyjnej w najważniejszych sprawach nie ustalano nawet na szczeblach dyrektorów departamentów, lecz w ścisłym gronie kilku negocjatorów.
Były wysoki urzędnik kancelarii premiera:
- Opowiem, jak wygląda w Polsce zabezpieczanie tajemnic państwowych. Byłem pracownikiem kancelarii premiera z dostępem do najważniejszych tajemnic państwowych, również NATO-wskich. Pracowałem tam przez prawie trzy lata. Wszyscy, którzy mają dostęp do tajnych informacji, muszą w ramach procedur bezpieczeństwa podać m.in. kontakt do dwóch osób, które mogą potwierdzić ich tożsamość. Do jednej z osób, których dane podałem, zadzwoniono... gdy już od kilku miesięcy nie pracowałem w żadnej państwowej instytucji! Najwyraźniej nikt nie zauważył, że się zwolniłem.
not. dp
Ekspert ABW: Wszyscy lekceważą dyski
- Te dyski nie powinny znajdować się w żadnym magazynie zużytych komputerów. Przepisy nakładają na instytucje mające dostęp do informacji niejawnych obowiązek archiwizowania twardych dysków pochodzących z wymienianego sprzętu. Dostęp do takiego archiwum jest ograniczony i nawet gdyby doszło do kradzieży, zostałaby ona szybko wykryta - powiedział "Gazecie" specjalista od ochrony danych z ABW.
Obowiązek archiwizowania twardych dysków nakłada na urzędy ustawa o ochronie informacji niejawnych. Instytucje mające dostęp do takich informacji mają obowiązek stworzyć systemy bezpiecznego przechowywania nośników informacji - na ogół te systemy są częścią kancelarii tajnych. Niestety wiele urzędów lekceważy obowiązek chronienia zużytych twardych dysków. Kancelarie tajne prowadzą na ogół wojskowi w wieku przedemerytalnym, dla których dysk to po prostu kawałek metalu i nie maja pojecia, że ma on taką wartość jak dokument.
Co gorsza, większość ludzi uważa, że wystarczy wykasować dysk, by usunąć z niego informacje. Jak wiadomo, nie jest to prawdą - kończy cytowany specjalista.
not. w
Autor: Gazeta.pl