Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Wywiad tygodnia: Jan Rokita o komisji śledczej ds.PKN Orlen

Treść

Katarzyna Kolenda-Zaleska: Nie żałuje Pan, że nowa komisja śledcza będzie obradować bez pana?

Jan Rokita: Nie żałuję własnych decyzji, które świadomie podejmowałem. A jestem przekonany, że do komisji śledczych trzeba kierować specjalistów. W tym przypadku specjalistów od działalności służb specjalnych i od bezpieczeństwa energetycznego. W Platformie Obywatelskiej takim specjalistą jest Konstanty Miodowicz. Ma on i tę zaletę, że posiada certyfikat dostępu do tajemnicy państwowej. A ja, niestety, obawiam się, że prace komisji mogą być w złej wierze paraliżowane i jednym z pretekstów opóźniania prac będzie ów brak certyfikatu dostępu do tajemnicy u niektórych członków komisji.

Paraliżowanie przez kogo?

Przez ludzi obawiających się wyjaśnienia afery.

Myśli Pan o niektórych członkach komisji?

Nie chcę z góry zakładać, że ktoś w komisji chce celowo opóźniać prace. Natomiast nie ulega wątpliwości, że prawda o mechanizmach którymi rządzony był Orlen, prawda o dostawach surowców energetycznych do Polski, ta ujawniona prawda może być niebezpieczna zarówno dla niektórych ludzi biznesu, jak i dla niektórych polityków.

Jakieś nazwiska?

No nie! Po prostu dla tych, którzy mają w tej sprawie nieczyste sumienie, bo zarabiali pieniądze w sposób co najmniej nieuzasadniony. Tak może łagodnie powiem.

A gdyby pan nie mógł łagodnie, to co by pan powiedział? Że chodzi o ludzi uwikłanych w korupcję na szczytach władzy?

To może być bardzo niebezpieczny zestaw ludzi. Dlatego sądzę, że przeciwników ujawnienia prawdy będzie w tym przypadku więcej niż w przypadku afery Rywina i że będą groźniejsi.

Bo chodzi o większe pieniądze niż "marne" 17 milionów dolarów?

Pewnie wielokrotnie większe.

Nie chce pan mówić o nazwiskach, to pomówmy o tym, co komisja ma wyjaśnić.

Po pierwsze- czy dostawom surowców energetycznych do Polski towarzyszyła korupcja. I po drugie - czy ktoś dla własnego interesu, naciskając na Orlen, używał służb specjalnych. Kto i w jakiej sprawie?

Kogo komisja powinna przesłuchać w pierwszej kolejności?

Ja nie zamierzam się tym zajmować. I szczerze mówiąc, nie wiem.

A premiera? Obecnego i poprzedniego? To podobno poprzedni premier miał się zgodzić na aresztowanie poprzedniego szefa Orlenu Andrzeja Modrzejewskiego przez UOP. Obecny premier, jak ujawnia jeden z tygodników, także był zamieszany w odwołanie szefa Orlenu i miał nakłaniać do jego odwołania zagranicznych akcjonariuszy spółki.

Nie uważam, aby premierzy byli w Polsce nietykalni. Podobnie jak prezydent. Ale ja jeszcze nie wiem, na czym polega związek czołowych postaci życia politycznego w Polsce z tą sprawą. Już pytałem publicznie premiera Millera, czy o obsadzie władz Orlenu decydowano w Pałacu Prezydenckim w towarzystwie najbogatszego człowieka w Polsce. Miller odpowiedział wówczas: "A co to ma do rzeczy?". Otóż ma i jeśli istnieją poszlaki wskazujące na to, że najważniejsze osoby w państwie podejmowały niejasne decyzje w niejasnych okolicznościach, to musi to wyjaśnić komisja, przesłuchując odpowiednich ludzi.

Jaki powinien być efekt prac tej komisji? Roman Giertych mówi o początku lustracji ekonomicznej.

Problem w tym, że ja nie wiem, co to jest lustracja ekonomiczna. Jeśli miałoby to znaczyć napiętnowanie, odsunięcie od rządowych kontraktów i ewentualne postawienie przed prokuratorem tych ludzi biznesu, którzy czerpali nielegalne dochody z transakcji energetycznych, to tak. Zgadzam się. Niech to będzie początek takiej lustracji.

Jakie pułapki czekają na nową komisję?

Tu jest sprawa dużo bardziej skomplikowana niż przy aferze Rywina. Dla nas właściwie nie istniał problem dostępu do najważniejszych tajemnic państwowych. W przypadku Orlenu trzeba będzie zbadać działalność służb specjalnych, zwłaszcza Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Będą awantury?

Z pewnością. Przede wszystkim o dostęp to tajnych materiałów. Posłowie będą się domagać, a służby będą się bronić. Jak znam życie, to zaraz pojawią się sprzeciwy. Aaa, tego to nie dostarczymy, aaa, tego nie można dać, aaa, to grozi bezpieczeństwu państwa. Coś tam jeszcze wymyślą. Boję się, że bardzo, że będzie sporo szarpaniny o te kluczowe w końcu dla śledztwa materiały.

Jakiej rady udzieliłby pan swoim kolegom, członkom komisji orlenowskiej?

Walczyć o dokumenty za wszelką cenę - to po pierwsze. Po drugie, trochę zmienić metodykę prac i nie powtarzać naszych błędów. A więc najpierw wyciągnąć wszystko, co się da - każdy dokument, każdy skrawek papieru. Poddać je gruntownemu badaniu i ekspertyzom. I dopiero później wzywać świadków.

Dlaczego nie rozpoczynać pracy od przesłuchania świadków, głównych bohaterów afery?

Proszę prześledzić pierwsze przesłuchania w komisji Rywina. Nie mieliśmy pojęcia, jake pytania zadawać, jeszcze nie wiedzieliśmy, co jest najważniejsze. Prawda wyłania się powoli, ze stosu dokumentów.

Czy jawność w tym przypadku też będzie możliwa?

Zapewne nie do końca. Jednak chodzi tu o służby specjalne, więc jest oczywiste, że nie wszystko może być ujawnione. Ale uważam, że im więcej jawności, tym lepiej. Interpretowałbym wszystkie zakazy upubliczniania materiałów w sposób zawężający, a nie rozszerzający.

Będzie im łatwiej czy trudniej?

Trudniej. Z całą pewnością trudniej.

Dlaczego?

Nie sądzę, aby drugiej komisji śledczej towarzyszyło aż tak wielkie zainteresowanie i taka życzliwość ze strony opinii publicznej. To już jest jednak drugie śniadanie, a nie pierwsze.

Może to i lepiej.

Lepiej? Dlaczego?

Dlatego że was komisja wywindowała na szczyty politycznej popularności. Taka pokusa na pewno stoi przed oczami członków komisji orlenowskiej.

No i co z tego? Niebezpieczeństwo wykorzystania komisji do podbudowania własnej politycznej pozycji istnieje z pewnością. Politycy cały czas walczą o zaufanie wyborców. I to jest całkowicie naturalne, pod warunkiem oczywiście, że nie traci się ostatecznego celu swojej działalności, czyli dojścia do prawdy. Demokratyczna polityka ma zawsze w sobie coś z teatru.

A komisja dojdzie do prawdy?

Do całej prawdy? Nie wierzę. Tam gdzie chodzi o działalność służb specjalnych, wszystkiego nigdy nie uda się wyjaśnić. Natomiast gdyby istotną część prawdy komisja odkryła przed opinią publiczną i gdyby część winnych stanęła przed prokuratorem, to tych 11 panów odniosłoby ogromny sukces.

Może pan stracić status pierwszego śledczego Rzeczypospolitej na korzyść Romana Giertycha.

Ha, ha. Traktuję ten tytuł z życzliwością i uśmiechem. Ale im więcej będzie pierwszych śledczych RP, tym lepiej dla RP. Tym mniej będzie korupcji. Życzę całej jedenastce, aby każdy z nich został pierwszym śledczym RP.

Co będzie znaczyło odkrycie prawdy dla opinii publicznej i dla naszego państwa?

Stoimy przed wielkim zadaniem przywrócenia rygorystycznej przyzwoitości publicznemu sektorowi gospodarczemu.

Czyli co to znaczy?

W sektorze publicznym różni ludzie w sposób bezzasadny, bezprawny, bez kompetencji się bogacą i w moim przekonaniu część transakcji zawieranych w tym sektorze niekoniecznie służy państwu. Raczej służy interesowi prywatnemu. To jest wielkie wyzwanie. Jeśli komisja do sprawy Rywina wywołała wielką debatę o stanie mediów publicznych, to ta komisja powinna wywołać wielką debatę o stanie sektora publicznego w gospodarce. I o jego niezbyt dobrych związkach z życiem politycznym. To byłby początek oczyszczenia.

Rozmawiała Katarzyna Kolenda-Zaleska, TVN24
źródło: Przekrój nr 28/3081 z 11 lipca 2004r.

Autor: PO